| ROZMOWA PUTINA Z WIERNYM LUDEM - Antoni Zambrowski Wysłane wtorek, 8, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak |
Jak stało się ostatnio zwyczajem w putinowskiej Rosji, prezydent Władimir Putin odbył kolejną doroczną rozmowę radiowo-telewizyjną ze swoimi wyborcami w Rosji i okolicy. Obywatele wysłali do prezydenta niezliczoną liczbę pytań, a ponadto w trakcie prawie trzygodzinnej audycji zadawali mu na bieżąco pytania w interesującej ich sprawach. Dziennikarze telewizyjni pierwszego oraz drugiego kanału telewizji moskiewskiej łączyli się z różnymi miejscowościami "nieobjętej dla ludzkiego oka" Federacji Rosyjskiej, zaś miejscowi reporterzy telewizyjni podsuwali mikrofon poszczególnym obywatelom płci obojga. Miało to mieć pozór swobodnego i spontanicznego dialogu prezydenta z jego wyborcami, ale w rzeczywistości wszystko odbywało się w myśl zasad regulowanej demokracji. W dialogu z prezydentem brali udział odpowiednio wyselekcjonowani przedstawiciele stronnictwa władzy, zaś zwykłych obywateli milicja trzymała na bezpieczną odległość od kamer i mikrofonów (Gdy w jednym miejscu grupa obrońców praw człowieka usiłowała przedostać się w pobliże mikrofonów bez uzgodnienia, została brutalnie pobita i zatrzymana przez milicję). Ludzie gadają, że i pytania zadawane przez obywateli były uprzednio uzgodnione z administracją prezydencką, zaś zadawanie parokrotnie przećwiczone dla większej pewności dla uniknięcia wpadki przy kamerach. Odpowiednio przygotował się i sam pan (dla wojskowych wciąż: towarzysz) prezydent. Najbardziej mnie zadziwił, gdy zapytany przez jednego z młodzieńców z kurortu czarnomorskiego Gelendżyk o wrażenia z ich miasta, wygłosił całe exposé o perspektywach rozwojowych tej miejscowości. Gdyby nie wiedział, że będzie o to pytany, nie przygotowałby się do odpowiedzi. Wszak takich miejscowości w Rosji są tysiące.
Pytano prezydenta najczęściej o sprawy najbardziej ludzi obchodzące, które w świecie cywilizowanym nie wchodzą w jego kompetencje. Od tego jest samorząd lokalny. Ale w Federacji Rosyjskiej prezydent Putin jest wciąż kimś na kształt monarchy o władzy absolutnej niczym cesarz Wszechrosji lub sekretarz generalny KPZR. Dlatego zagadnięty przez babinę z jakiejś wsi w Kraju Stawropolskim na Północnym Kaukazie o brak wodociągu, zdenerwował się i zapowiedział, że kończący swą kadencję gubernator nie otrzyma nominacji na dalsze urzędowanie dopóty, dopóki tej wody do owej wsi nie doprowadzi (Dodajmy z uznaniem, że słowa swego dotrzymał. W czasie urzędowej rozmowy z gubernatorem ubiegającym się o poparcie prezydenta dla nominacji na następną kadencję, zapytał go o ową nieszczęsną wioskę i jej wodociąg. Dawniej gubernatora wybierano w wyborach powszechnych, ale dziś jego nominacja zależy od prezydenta. To w ramach demokracji regulowanej odgórnie).
W tym roku prezydent był bardziej otwarty na krytykę oddolną i nawet przyznał publicznie, że w Czeczenii nie wszystkie sprawy toczą się pod odgórną kontrolą. Ludzie są porywani i znikają bez śladu nie tylko za sprawą "bandytów", ale i federalnych organów ścigania. Winą za to obciążył wszelako znane wydarzenia z niedawnej przeszłości. Koncentrował się jednak na sprawach gospodarczych zrujnowanej wojną republiki. Podobnie było w rozmowach kilku innych republik autonomicznych. Prezydent rozmawiał z ich mieszkańcami, pomijając istniejące tam konflikty etniczne pomiędzy ludnością tubylczą a Rosjanami. Widać z tego, że podobnie jak Michaił Gorbaczow lekceważył konflikty etniczne, które rozsadziły Związek Rad, również i Władimir Putin ma na nie jedyną receptę - imperialną. Co nie wróży dobrze spoistości wielonarodowej Federacji Rosyjskiej.
Ignorując własne konflikty etniczne i lekceważąc potrzeby swych mniejszości narodowych, nawet będących tytularnymi gospodarzami swych republik autonomicznych, prezydent Putin pozwala sobie na ingerencję w cudze sprawy wewnętrzne w obronie napływowej ludności rosyjskiej. Przez długą chwilę rozmawiał bowiem z mówiącymi po rosyjsku mieszkańcami łotewskiej stolicy Rygi. Ponieważ miejscowe władze nie udzieliły im pozwolenia na taki akt ingerencji w sprawy suwerennej od 15 lat Łotwy, łotewscy Rosjanie zebrali się na płaskim dachu rosyjskiego przedstawicielstwa i tam domagali się przywilejów dla rosyjskiej oświaty na Łotwie. Cała Rosja pełna jest oburzenia na należącą do NATO i Unii Europejskiej Łotwę za takie łamanie praw mniejszości rosyjskiej, żądnej oświaty w swej mowie ojczystej. Umyka jej uwadze istotna w tej sprawie okoliczność, że swoim autochtonicznym mniejszościom narodowym Federacja Rosyjska nie daje nawet tak kusych (jej zdaniem) uprawnień w zakresie oświaty narodowej, co Łotwa - napływowym Rosjanom. Ostatnio kraje ugrofińskie, jak Estonia i Finlandia, nagłaśniały skandaliczną politykę rusyfikacji oświaty w ugrofińskiej co do języka republice autonomicznej Marij El.
Poza tym pragmatyczna dyplomacja rosyjska swoim zwyczajem wsadza ogon tam, gdzie głowa nie włazi. Prezydent Putin kokietuje środkowo-azjatyckich dyktatorów, którzy ewidentnie uciskają ludność rosyjską, zmuszając ją do emigracji do Rosji, i nie śmie im wytknąć dyskryminacji swych rodaków. Wyżywa się natomiast na demokratycznej Łotwie, gdzie Rosjanom żyje się lepiej niż w samej Rosji. Wymaga od Łotyszy tego, czego nie chce zapewnić swoim mniejszościom. Prezydent Putin ewidentnie uprawia filozofię Kalego, choć nie czytał zapewne "W pustyni i w puszczy".
Antoni Zambrowski
Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME
Komentarze
pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.
powrót
do strony głównej ASME