| "Lyberałowie kunserwatywni" czyli ujawnione żądze SS-mańskie "szalupy ratunkowej UW" Wysłane czwartek, 27, października 2005 przez Krzysztof Pawlak |
Zerwanie rozmów koalicyjnych wymowni i giętcy szefowie PO tłumacza nieco sarkastycznym komentarzem: "Oni do królowania - my do pracy".
Wyborcom Platformersów do niedawna zdawało się, że lyberalno-kunserwatywni ich reprezentanci powinni mieć czekających na zapleczu znakomicie przygotowanych fachowców do objęcia ministerstw takich, jak gospodarka, finanse infrastruktura i jako namaszczeni medialnie lyberałowie zrobią w nich porządek raz-dwa. Przeciez rasowy liberał czuje swą powinność od momentu samookreślenia się i stosuje rozwiązania najprostsze: przy gospodarce nie będzie zbyt wiele majstrować.
Ostatnie rozmowy za pomocą wyjątkowo uczynnych dla PO mediów pomiędzy reprezentantami "lyberałów" i PiS wykazują, ze politykom Platformy najbardziej zależy na... tylko jednym jedynym resorcie.
Dokładnie taki rozwój sytuacji opisał już przed dwoma dniami Stanisław Michalkiewicz, współpracownik ASME, jeden z najlepszych analityków sceny politykierskiej od jej początków niknących w mrokach zalegających pod okrągłym meblem ustawionym dla gawiedziej hecy w komnacie Pałacu Namiestnikowskiego w 1989 roku przez współpracowników tzw. generała MO Czesława Kiszczaka (obecnie kryminalisty niezatwierdzonego sądownie).
Ktoś mniej zorientowany w niuansach obrotowej sceny kabaretów politykierskich, których występami jesteśmy nagradzani od lat 16, mógłby pomyśleć, ze "lyberałom" powinno zależeć na resortach społecznie roszczeniowych, których finanse mogliby trzymać krótko, aby mieć wolną rekę w gospodarce i jej finansach. Tylko że nie o ten mieszek z łakociami biją się chuopcy z PO.
Okazało się nagle, że niemal całej wierchuszce PO najbardziej zależy na Ministerstwie Spraw Wewnętrznych - nawet bez pozostałego członu Administracji, którą zaoferował kandydata na premiera Marcinkiewicz, tym samym przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi pozbawiając swoje ugrupowania realnego wpływu na dysponowanie znaczącymi środkami finansowymi oraz wypróbowaną "kadrą" urzędniczą w terenie.
Okazało się, ze "lyberałom" z PO trudno będzie zajmować się gospodarką jako taką bez jednoczesnej kontroli nad sprawami normalnie mało związanymi z liberalną koncepcją rządów, jak służby specjalne, policja, czy sądownictwo. Powyborczy sprawdzian deklaracji szerokim gestem sypanych w twarz wyborcom w trakcie kampanii wykazał, że PO jest partią gromadzącą osobników o zadziwiającym każdego liberała gospodarczego rozmachu działań ekonomicznych, obejmujących zapewne ekonomikę współpracy z resortami "siłowymi", jak je określają praktyczni Rosjanie.
Dlaczego więc - widząc nieumotywowane ideologicznie apetyty liderów PO na kierowanie dalekimi od ich naturalnych zainteresowań aparatami państwowymi - najwyraźniej już niedoszli koalicjanci z PiS mieliby rezygnować z "premii władzy", która zawsze zostaje przy dzierżącym ster rządów I ministrze gabinetu, zwyczajowo nazywanym premierem. Gdyby takiemu na ten przykład byłemu post(? - ha, ha...)komunistycznemu premierowi Leszkowi "Kanzelohrowi" Muellerowi (pisownia europejska nazwiska) zaproponowano pozbycie się kontroli nad UOP/ABW&AW przez SLD na rzecz - dajmy na to: Samoobrony (bliźniacze ugrupowanie dla SLD, składające się z III szeregu PZPR-owców), Polmosy z wielu miast miałyby zapewniony zbyt przez lata, znajdując gorliwych nabywców wśród pomysłodawców szukających zapomnienia o przyczynie swej klęski życiowej oraz regularnych nadawców przesyłek z przeprosinami na dwór "mniejszego prezia".
Zgranie tej ostatniej karty przez liderów PO - widziane przez szerokie masy ich wyznawców dzięki nieustannej obecności środków masowego rażenia, bezmyślnie oczywiście emitujące, wydające, nagłaśniające minuta po minucie największe zakręty negocjacji PO-PiS, nie pozostanie bez wpływu na stan tej organizacji, a próby wywołania kolejnej histerii związanej z możliwością ogłoszenia przedterminowych wyborów przez komunistycznego "gwoździa do trumny" w osobie Olka "Disko Polo" Kwaśniewskiego, dzielnie wspierającego byłego kandydata PO Donalda Tuska w drodze do stolca w Pałacu Namiestnikowskim, dołoży granitowy głaz na miejscy i czasie politycznego pochówku "szalupy ratunkowej Unii Wolności", jak doskonale została u swych początków określona formacja "lyberałów kunserwatywnych" na scenie polskich kabaretów politykierskich.
Komentarze
pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.
powrót
do strony głównej ASME