Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

"Kat Suwalszczyzny" znów przed sądem - Tadeusz M. Płużański Wysłane wtorek, 18, października 2005 przez Krzysztof Pawlak

Aleksander Omiljanowicz, były ubecki "kat Suwalszczyzny", a potem wzięty autor książek (napisał ich około 30) o II wojnie światowej, ponad rok temu został skazany na 4,5 roku więzienia za znęcanie się nad członkami niepodległościowego podziemia, co jest kwalifikowane jako zbrodnia przeciwko ludzkości. Wyrok odsiaduje w więzieniu w Białymstoku. Tymczasem Instytut Pamięci Narodowej postawił mu nowe zarzuty.

Białostocki IPN wysłał do sądu w Suwałkach kolejny akt oskarżenia, w którym zarzuca mu, że w 1946 r. podczas brutalnych przesłuchań w suwalskiej katowni PUBP Omiljanowicz wymusił biciem zeznania od trzech aresztowanych, związanych z niepodległościowym podziemiem. Tolerował również sadystyczne "metody" śledcze swoich podwładnych.
Zarzuty zostały sformułowane na podstawie zeznań świadka Stanisława W., który zgłosił się do IPN rok temu, po tym jak z mediów dowiedział się o procesie Omiljanowicza. Świadek, jeden z poszkodowanych, opowiedział prokuratorowi o szczegółach zdarzenia, które miało miejsce w kwietniu 1946 r. w jego rodzinnym domu we wsi Jegliniec na Suwalszczyźnie. Według tych zeznań, wtargnęli doń dowodzeni przez Omiljanowicza funkcjonariusze UB, szukając dowodów współpracy z partyzantką. Nie znajdując niczego, dotkliwie pobili trzech mężczyzn - ojca, syna i pasierba, po czym dwóch ostatnich zabrali do UB. Tam znęcali się nad nimi fizycznie i psychicznie. Stanisława W. wypuścili, ale jego przyrodniego brata Piotra A., który pod wpływem tortur przyznał się do posiadania broni (mimo, że jej nie znaleziono), zatrzymali, po czym urządzono mu proces. Drugi zarzut dotyczył nie zgłoszenia się do wojska (mimo, że nie był pełnoletni). Oskarżonemu groziła kara śmierci, ale sąd szczęśliwie uniewinnił go (było to rzadkością w stalinizmie).

NKWD, SMIERSZ, UB

W poprzednim procesie Sąd Rejonowy w Suwałkach spośród 22 zarzutów stawianych Omiljanowiczowi udowodnił mu 10. Prokurator IPN zarzucił mu, że w latach 1946 - 1947, "działając jako urzędnik państwowy, kierownik Sekcji PUBP w Suwałkach, przekroczył swoją władzę i nie dopełnił obowiązku wobec 22 zatrzymanych żołnierzy WiN, w ten sposób, iż stosował i tolerował stosowanie przez podwładnych mu funkcjonariuszy przemocy polegającej na zadawaniu zatrzymanym w trakcie przesłuchań uderzeń pięściami i różnymi przedmiotami po całym ciele".
Omiljanowicz był wówczas szefem III sekcji do spraw walki z bandytyzmem. Proces wykazał również, że współpracował z NKWD (od 1939 r., jako 17-letni chłopak; w aktach osobowych suwalskiego UB jest notatka na ten temat) i, po wojnie, ze Smierszem (sowiecki kontrwywiad wojskowy, w luźnym tłumaczeniu: "śmierć szpiegom"). Za pieniądze wydawał żołnierzy niepodległościowego podziemia, szczególnie członków Armii Krajowej i Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.
Dziś "kat Suwalszczyzny" nie przyznaje się do tortur ani współpracy z NKWD i Smierszem (w 1945 r. w podaniu o przyjęcie do suwalskiego UB sam chwalił się tymi kontaktami). W IPN powiedział, że jego zadaniem było: "tropienie morderstw popełnionych przez bandy, wykrywanie sprawców rabunków i napadów na posterunki MO".

POGROMCA FASZYSTÓW I BANDYTÓW

W październiku 1939 r., kiedy w skutek korekty granicy rozbiorowej Sowieci opuścili Suwalszczyznę, a na ich miejsce przyszli Niemcy, agent NKWD Omiljanowicz był łącznikiem w... ZWZ (oddział Stanisława Wyrodnika, ps. Burza). W lipcu 1941 r. został aresztowany i skazany na cztery lata więzienia. Do końca wojny siedział w niemieckich obozach.
Do suwalskiego UB wstąpił w październiku 1945 r. W podaniu o przyjęcie do pracy napisał: "Gdy ład i porządek został zaprowadzony i zyskawszy imię Pogromcy Faszystów [musiał ich gromić jako więzień - red.], udałem się do ojczyzny, aby tu przyłożyć swe młode siły i rękę do gmachu potęgi naszej ojczyzny, która powoli otrząsając się ze zgliszcz i popiołów powstaje ku nowemu życiu". Trudno się dziwić, że Omiljanowicz został potem literatem...
Tymczasem suwalska sekcja specjalna (tzw. grupa operacyjna UB, razem z wojskiem, KBW i MO) pod jego dowództwem jeździła w teren, tropiąc AK-owców i WiN-owców.
Wyłapanych torturował podczas przesłuchań. Nie oszczędzał nawet swoich kolegów sprzed wojny. Tak było np. z Fabianem Daniłowiczem, którego najpierw (5 września 1946 r.) aresztował, a potem znęcał się nad nim. Powód? Przynależność do ZWZ, AK a potem WiN. Daniłowicz został skazany na 10 lat więzienia.
Dziś "kat Suwalszczyzny" twierdzi, że nie wiedział, kto z aresztowanych był partyzantem, a kto pospolitym przestępcą. Nie przeszkadza mu to nazywać niepodległościowego podziemia "bandami", a antykomunistycznego powstania "wojną domową". Jego tłumaczenia są pełne takich sprzeczności. Ale w końcu literaci tak mają...

UDANA PROWOKACJA

Omiljanowicz był najpierw w AK, a potem w WiN, znowu jako szpicel (tym razem z ramienia Smiersza i UB), podający się za partyzanta. Tadeusz Kalinowski, kolega Omiljanowicza z suwalskiego UB w "Relacji z osobistej działalności" napisał: "Do ważniejszych operacji na terenie Suwalszczyzny, w której brałem udział (...) pod dowództwem Aleksandra O., w ilości 15 osób pozorowaliśmy grupę bandycką z rzekomo innego terenu, której zadaniem było nawiązanie kontaktu z miejscowymi bandami i likwidacja ich oraz odszukiwanie osób, które mają nielegalną broń".
Prowokacja udała się i w kwietniu 1946 r. kilkunastu prawdziwych WiN-owców zostało aresztowanych, a potem skatowanych w UB. Był wśród nich Aleksander Rybnik, ps. Jerzy - zastępca komendanta Okręgu Białostockiego WiN. Większość skazano w pokazowym procesie na karę śmierci i rozstrzelano. Właśnie śledztwo IPN w sprawie Rybnika doprowadziło Omiljanowicza za kratki.
Występujący na procesie "kata Suwalszczyzny" świadkowie zapamiętali jego "metody" śledcze. Podczas przesłuchań zakładał im pas na szyję i ściskał go, uderzał głowami o ścianę, łamał paznokcie. Po takich "badaniach" Marian Piekarski trafił na salę sądu w Białymstoku, który w pokazowym procesie skazał go na karę śmierci. We wrześniu 1946 r. Piekarskiego stracono.

BIŁ PRZODOWNIKÓW PRACY

Omiljanowicz twierdzi, że do suwalskiej bezpieki wstąpił na polecenie Tadeusza Świtalskiego, komendanta obwodu WiN, gdyż podziemie chciało mieć w UB swojego człowieka. Czy tropienie i torturowanie WiN-owców było częścią tego planu? Dowód, który "kat Suwalszczyzny" przedstawia na tę okoliczność, jest fałszywką, a osoby, które mogłyby potwierdzić jego wallenrodyczną misję, nie żyją. Ale Omiljanowicz zawsze miał bujną wyobraźnię, o czym świadczy cytowany już życiorys, który napisał na potrzeby UB, a potem jego książki.
W 1946 r. ci sami WiN-owcy, którzy mieli go skierować do ubecji, skazali go na karę śmierci. Powód? Zwalczanie podziemia. Kilkukrotne próby likwidacji ubola nie powiodły się jednak (w 1947 r. podziemie zabiło jego brata za współpracę z NKWD - widać to rodzinna przypadłość).
Omiljanowicz uciekł na inny teren - szefował UB na Warmii i Mazurach. W 1948 r. miał pecha. Znęcał się w śledztwie nad podejrzanymi o związki z podziemiem, którzy okazali się działaczami partyjnymi i przodownikami pracy. W specjalnym rozkazie okrucieństwo Omiljanowicza napiętnował sam szef bezpieki Stanisław Radkiewicz.
Wojskowy Sąd Rejonowy w Olsztynie skazał go na osiem lat. Omiljanowicz odsiedział połowę wyroku. Jak na uboli w ówczesnym czasie to długo. Jego ofiary siedziały w dużo gorszych warunkach o wiele dłużej albo od razu były mordowane.
Potem "kat Suwalszczyzny" gładko zmienił zawód i został literatem. Był pupilkiem MON, które wydawało jego wojenne fantasmagorie (AK-owców opisywał oczywiście jako bandytów, a AL-owców jako bohaterów) i fundowało zagraniczne stypendia; udzielał się w ZBoWiD-zie. Za zasługi dla ludowej ojczyzny pobierał wysoką emeryturę (1900 złotych). Dziś sielankowe życie skończyło się - Omiljanowicz siedzi w więzieniu i czeka na kolejny proces.

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME