Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Bo ludzie są biedni... - Krzysztof Mazur Wysłane piątek, 14, października 2005 przez Krzysztof Pawlak |
Jakieś półtora wieku temu finansowe talenty rozwijała podobno niejaka Teresa Humbert, która swoja wiarygodność finansową ukrywała w starannie zamkniętym kuferku, mającym gromadzić jakoby cenne papiery wartościowe. Dopiero w wyniku uporu drobnego wierzyciela doprowadzono do komisyjnego otwarcia kuferka, wewnątrz którego - jak podaje P. L. Sulitzer- znajdowała się "stara gazeta i grosz, który wyszedł już z obiegu...".Czytając laurki wystawiane Kaczyńskiemu przez publicystów "NDz" i Radia Maryja, mimowolnie przychodzi na myśl, czy "stara gazeta i grosz, który wyszedł już z obiegu..." są warte tej obłudy, w której oparach pogrążają się nie tylko, jak pokazuje najnowsze doświadczenie, członkowie postępowego kościoła, ale i ci, którzy mieli bronić maluczkich przed skutkami owej obłudy.
W ciągu ostatnich dni nie było w "Naszym Dzienniku" artykułu lub chociażby najmniejsze wzmianki, której treść można sprowadzić do pytanie "kto nie powinien zostać prezydentem i dlaczego Tusk?". Pal licho, gdyby ktoś chciał jedynie dać upust swoim poglądom, wszak Tusk nie jest również bohaterem mojej bajki, ale np. od księdza profesora Czesława Bartnika, chociażby ze względu na stan i tytuły można chyba oczekiwać czegoś bardziej wartościowego niż
prop-agitkę wysmażoną pod tytułem "Prezydent warszawski czy brukselski". Wiem, że dla nas, Polaków ważne jest, aby nowy prezydent był dobrym prezydentem Polski, a nie prezydentem warszawskim, wiele wskazuje również, że L. Kaczyński będzie co najwyżej prezydentem lepszym od Kwaśniewskiego, chyba że być lepszym od Kwaśniewskiego - to już obecnie wyznacznik wysokiego standardu politycznego. Oczywiście Tusk jest przedstawiany jako zaprzaniec w kostiumie kosmopolity, "dla którego fundamentem profilu jest neoliberalizm i neokapitalizm", podczas gdy światopogląd Kaczyńskiego "tkwi raczej w polskim solidaryzmie czy nawet w personalizmie społecznym, który głosił m.in. Prymas Stefan Wyszyński i papież Jan Paweł II". Oczywiście, że tak, chociaż sam Kaczyński być może jeszcze nawet nie wie, jaki nurt w nowoczesnych teoriach ekonomiczno-społecznych popiera. Z drugiej strony w ostatniej kampanii parlamentarnej co drugi kandydat podpierał się autorytetem papieża, a prawie wszyscy twierdzili, że czerpią z Jego dziedzictwa duchowego. Tak czynił m.in. dawny członek Samoobrony sądzony jako niedoszły gwałciciel, takie ulotki roznosił dawny baron SLD Tuderek (obecnie w Samoobronie), tak też, a może nawet jeszcze bardziej swój
image prezentował słynny rektor Antoni J., którego o. Rydzyk do ostatniej chwili publicznie pocieszał i wspierał duchowo. Na temat "dokonań" rektora mógłby się co nieco dowiedzieć chociażby od byłej posłanki E. Kantor, która - jak wynikało z relacji medialnych - zdążyła już się co nieco dowiedzieć o zasługach "tego pana". Dziwne tylko, że redaktor Morawski z "Rz" jeszcze nie wpadł na pomysł dopisania
sequela do thrillera polityczno-obyczajowego, którego pierwsza część ukazała się onegdaj pt. "Grzech w Pałacu Biskupim". Dziwne także, że p. Stanisław Krajski, specjalista od spisków masońskich i było, nie było - ekspert w tej dziedzinie, wymieniając kryteria mogące ustalić "jakiego prezydenta Polacy nie potrzebują", zapomniał wspomnieć o wypadach do Fundacji Batorego lub sympatiach opisanych przez redaktora Jełowickiego w bardzo znaczącym artykule opublikowanym w "Rz" pt. "Test na ONZ". Takie kryterium nie mogło się w artykule p. Krajskiego znaleźć, gdyż kryteria były tak ustawione, aby jedyną poprawną odpowiedzią było: "Lech Kaczyński nie będzie jako prezydent odpowiadał wyżej przedstawionej charakterystyce". Cóż za subtelna, wydawałoby się, obiektywność - ale niestety jest to obłuda, której smrodu już tak łatwo nie uda się wywietrzyć. To już niestety coś więcej niż "smuga cienia".
Są tez i zachowania naiwne, ot diagnoza pani prof. Krystyny Czuba, która tłumacząc "czy kandydatura Tuska byłaby dla Polski dobra i dlaczego nie byłaby" tak to m.in. uzasadniła: "Program liberalny, który popiera, jest jasno określony: państwo to minimum, żadne wspólne dobro nie jest ważne, ważne są natomiast niskie podatki i mała interwencja państwa. Tymczasem my nie jesteśmy na takim etapie, na którym możemy zrezygnować z mocnego zaangażowania państwa w pomoc człowiekowi, bo ludzie są biedni". I czytaj tu, człowieku klasyków, stawiaj hipotezy, weryfikuj, obserwuj i wyciągaj wnioski, analizuj teorie od Keynsa począwszy na Misesie skończywszy, przyjdzie pani profesor i w jednym zdaniu streści całą teorię o roli państwa w gospodarce rynkowej, a właściwie w jednej frazie: "bo ludzie tu biedni są".
Wszystkich znajomych, którzy za nic nie dali się przekonać do głosowania na p. JKM, zachęcałem do oddania głosu na Macieja Giertycha, wszak - tłumaczyłem - facet aż za bardzo poważny, naukowiec, zna języki (dla niektórych to najważniejszy argument: sam słyszałem wielokrotnie, jaki mądry ten Kwaśniewski, bo przecież "zna języki"), a przede wszystkim - spoza obecnego politycznego towarzystwa wzajemnej adoracji. A tu Maciej Giertych wziął i zrezygnował, jego prawo, ale na koniec musiał dopowiedzieć, że zrobił to dla dobra państwa, niemalże z patriotycznego obowiązku. A przecież każdy wie, że Roman Giertych walczy z narodową konkurencją i Wrzodakiem, dla którego wynik Giertycha-seniora gorszy niż wynik LPR (a na to się zanosiło) stanowiłby kolejny przyczynek do ujadania tego ostatniego, jak to Giertychowie ciągnęli LPR w dół, chociaż sam Wrzodak otrzymał o 40 proc. głosów mniej niż w poprzednich wyborach przy
status quo całej partii.
Prawdziwym elitom zależy na uświadomionym narodzie, narodzie ceniącym takie cechy jak uczciwość, prawdomówność, sprawiedliwość, dążenie do prawdy, zaprzeczanie kłamstwu, przyznanie się do pomyłki itp. W tym celu prawdziwe elity dają przykład, przykład który powinien być naśladowany. Polskie pseudoelity jedynie naród bałamucą, oszukują tanimi chwytami marketingowymi, obnażają publicznie swoją niekompetencję i obłudę, mając przeświadczenie, że ludzie już tak ogłupieli, że nikt nie zakrzyknie "Król jest nagi!".
Kilka dnie temu zaczepił mnie znajomy i w kontekście wyborów zagadnął na dobry początek: "No to co - zostało nam dwóch kandydatów...", chociaż formalnie było ich jeszcze chyba jedenastu, ale skoro dwóch - no to cóż: Tusk o roli państwa, gospodarce mówi znacznie rozsądniej niż Kaczyński. Co z tego, skoro doświadczenie podpowiada, że Tusk jak partia - co jak mówi że da, to mówi. Za kandydata Tuska więcej niż jego usta mówi mimika twarzy, ręce, które jak się podnoszą w geście niby triumfu, to tak jakby ważyły po półtorej tony każda i niepewny wzrok. Zapytany o swoją rolę w obaleniu rządu Olszewskiego, odpowiedział, że dzisiaj zrobiłby to samo, gdyż Polska nie potrzebuje Olszewskich, Macierewiczów, Janowskich (
nb. "Głos" publikując fragment słynnej narady przed obaleniem Olszewskiego, wymienił prawie wszystkich jej uczestników, tylko "przeoczył" Gabriela Janowskiego), ale zapomniał jakby o pośle Niesiołowskim, obecnym senatorze z list PO, który wygłosił w sejmie płomienną mowę w obronie Olszewskiego, chociaż na naradzie siedział z twarzą pokerzysty.
A Kaczyński Lech, jaki jest - każdy widzi, nigdy nie mogę zrozumieć, za co w Polsce ludzie otrzymują tytuły naukowe, skoro nie potrafią logicznie przedstawić wywodu i wyprowadzić wniosków wypływających z twierdzeń, które się samemu przedstawia. Rozumowanie Lecha Kaczyńskiego, podobnie jak i jego brata Jarosława, przypomina zachowanie na poziomie członkiń dyskusyjnego klubu koła gospodyń wiejskich, gdzie każda mówi to, co ma do powiedzenia i wcale nie zraża się tym, że wcześniej mówiła coś całkiem przeciwnego. A jak się komuś nie podoba - to socjalizm nazwiemy kapitalizmem, etatyzm - solidarnością, a problem depopulacji rozwiążemy bonusem demograficznym.
Lekarzu - ulecz się sam!
Krzysztof MazurPublicystyka Krzysztofa Mazura na ASME
Komentarz (4)