Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Anatomia pyrrusowego zwycięstwa - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 3, października 2005 przez Krzysztof Pawlak

Mości panowie, najwyraźniej proroctwa mnie wspierały, kiedy w poprzednim felietonie napisałem, że już samo formowanie koalicyjnego rządu dostarczy nam wielu radości. Jakoż rzeczywiście. Jeszcze Sąd Najwyższy nie zdążył zasiąść do rozpatrywania protestów, spośród których wszystkie co do jednego okażą się naturalnie całkowicie bezzasadne, a już mamy pierwszą radosną sensację. Oto kandydatem desygnowanym przez PiS na premiera został pan Kazimierz Marcinkiewicz, dotychczas uchodzący w PiS za specjalistę od edukacji, a ostatnio także - od prywatyzacji. Jak wiadomo, była ona "złodziejska" i to jest, zdaje się wszystko, co możemy o niej powiedzieć. Najwyraźniej pan Jarosław Kaczyński już zrozumiał, jakie pyrrusowe zwycięstwo odniósł i teraz, za wszelką cenę, stara się uniknąć firmowania go własnym nazwiskiem. Stąd nagłe odkrycie talentów wpływowego męża stanu w panu Marcinkiewiczu, któremu, zdaje się, nowa funkcja szalenie zaimponowała. Aliści Platforma, która przyjęła arcywygodną postawę recenzenta poczynań PiS-u, natychmiast "zażądała wyjaśnień". W zamierzeniach Platformy to "żądanie wyjaśnień" od PiS ma zapewne przekształcić się w nową, świecką tradycję, a właściwie taką "starą-nową", bo przecież praktyka "żądania wyjaśnień" stosowana była wobec AW"S" przez prof. Leszka Balcerowicza, który w ten prosty sposób, przy pomocy usłużnych mediów, przytłaczał ówczesnego zwycięzcę wyborczego autorytetem. Nie jest to zresztą jedyna analogia; żyją przecież ludzie pamiętający premiera Buzka, któremu "miękką charyzmę" nakręcał co rano pan Marian Krzaklewski. Jednak analogie bywają fałszywe, o czym zapewnił nas nie kto inny, tylko sam pan Kazimierz Marcinkiewicz stwierdzając stanowczo, że w jego przypadku o żadnym kierowaniu nim z tylnego siedzenia nie może być mowy i nie będzie. Ano, skoro pan Marcinkiewicz tak stanowczo dementuje te fałszywe pogłoski, to niegrzecznie byłoby zaprzeczać.
Więc skoro już jest pewne, że obserwowanie rozwoju sytuacji politycznej dostarczy nam wielu przeżyć, możemy już spokojnie przejść do pytania, jak do tego doszło. Ja oczywiście odpowiedzi nie znam, gdzieżbym tam śmiał, a jeśli w ogóle ośmielam się stawiać takie prowokacyjne pytania, to tylko dlatego, by zwrócić uwagę na rolę telewizji. To telewizja przesądziła o wyniku wyborczym, przez ostatni miesiąc wbijając co godzinę wyborcom do głowy, że zwycięzcą będzie Platforma Obywatelska i PiS. Platforma najwyraźniej była ulubienicą razwiedki, która z tego powodu nadymała jej sondaże we wszystkich sondażowniach aż do ostatniego tygodnia przed głosowaniem, kiedy to trzeba było spuścić trochę powietrza w imię poczucia realizmu. No dobrze, ale dlaczego PiS? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w "Potopie", w scenie, kiedy to pan Zagłoba, dzięki sile swej wymowy, zostaje obrany regimentarzem. Naturalnie PiS (w odróżnieniu od pana Zagłoby, który wg Jana Skrzetuskiego, "dobry był do prowiantowania obozu"), potrafi rządzić nie tylko Polską, ale i każdym innym państwem, ale być może promotorzy Platformy upodobali sobie do kolejnej fazy transformacji ustrojowej właśnie tę partię z przyczyn, o których wspomina Janusz Szpotański w "Towarzyszu Szmaciaku": "dla naszych zuchów to jest gratka za wroga mieć takiego dziadka". Kropkę nad "i" postawił Mickiewicz, pisząc w "Grażynie": "Cóż stąd, że bije? Nikogo nie zabił!". A przecież PiS nawet nie "bije", tylko się odgraża. To by wyjaśniało preferencje telewizji w tej sprawie, co skłania nas do pewnego spostrzeżenia i pewnego pytania. Telewizja, zwłaszcza państwowa, udowodniła, że komuniści nie mieli monopolu na łajdactwo, w związku z czym warto zastanowić się, ilu dziennikarzy jest dzisiaj tajnymi współpracownikami Wojskowych Służb Informacyjnych albo ABW. Żeby służby te nie penetrowały instytucji, które swoje możliwości błyskawicznego urabiania w pożądanym kierunku opinii publicznej przetrenowały w kwietniu, przy okazji śmierci Jana Pawła II - nie ma takiej możliwości.
Wydaje mi się, że w ścisłym związku z tym pozostaje niska frekwencja, właściwie na pograniczu bojkotu. Można powiedzieć, że mamy już do czynienia ze swoistą polityczną samoobsługą. Do głosowania idą bowiem prawie wyłącznie rozbudowane klientele partii politycznych. Oto mamy w Polsce 27.201.616 uprawnionych do głosowania. W tegorocznych wyborach głosowało 10.514.456 osób. Aż 16.687.160 obywateli odmówiło statystowania w tym widowisku, mimo zgodnych apeli prezydenta Kwaśniewskiego i Episkopatu, niczym przed referendum akcesyjnym. Mamy sześć ugrupowań parlamentarnych, liczących średnio (jeśli uwzględnimy również ugrupowania pozaparlamentarne) po 100 tys. ludzi. Daje to 600 tys. samych członków, a jeśli każdy z nich zachęci do głosowania 10 osób spośród bliższej i dalszej rodziny oraz klientów, tzn. osoby, które ze związków z partiami ciągną rentę korupcyjną, to mamy co najmniej 6 mln ludzi. Do tego dochodzą radni samorządów wszystkich szczebli w liczbie 46.833. Ich liczba częściowo pokrywa się z liczbą członków partii, ale ponieważ w tym przypadku klientela jest bardzo rozbudowana, możemy uważać ich za pozycję odrębną i każdemu radnemu przypisać 20 osób z rodziny i klientów. Mamy w ten sposób dodatkowo ok. miliona głosujących. Wreszcie kandydaci do Sejmu w liczbie 10.668 i Senatu w liczbie 625. Są to w przytłaczającej większości albo członkowie, albo klienci partii, ale powinniśmy tę pozycję potraktować oddzielnie z uwagi na to, iż każdy z nich z pewnością zmobilizował do głosowania co najmniej 100 osób. Mamy w ten sposób dodatkowy milion głosujących. Zatem podsumujmy: członkowie partii, ich rodziny i klienci, radni, ich rodziny i klienci oraz kandydaci i ich rodziny pojawiają nam się w liczbie co najmniej 8 milionów! Oznacza to, że z patriotycznego poczucia obowiązku głosowało jedynie szczątkowe ok. 2,5 mln i to na nich skierowany został cały wysiłek propagandowy sondażowni i telewizji. I wszystko po to, by kandydatem na premiera został pan Kazimierz Marcinkiewicz, którym nikt, ale to absolutnie nikt nie będzie kierował z tylnego siedzenia. Bogu dzięki!

Stanisław Michalkiewicz

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


# 2
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: mariusz.gierba@poczta.fm
Data: sobota, 8, października 2005
ip: 83.22.162.223
Komentarz
nie Mickiewicz w Grażynie, a Fredro w Zemście... trudno wysłać teraz artykuł poloniście...


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: kontur@cc.uni.torun.pl
Data: piątek, 7, października 2005
ip: 81.190.21.18
Komentarz
Zwolennicy JOW dobrze wiedzą, dlaczego w Polsce albo w Niemczech od wyborów do wyłonienia wskutek nich nowego rządu mijają tygodnie, a nie tylko godziny.

Konrad Turzyński


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME