Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Cezura IV Rzeczpospolitej - Krzysztof Mazur Wysłane poniedziałek, 3, października 2005 przez Krzysztof Pawlak |
Według zapewnień polityków Prawa i Sprawiedliwości, coraz bliżej nam do IV Rzeczpospolitej, pomimo tego, że lider Ruchu Patriotycznego Jan Olszewski twierdzi, iż nie udało się nam zbudować nawet III RP. Były premier uzasadnia tym, że w ostatnim 15-leciu nie było żadnego punktu zwrotnego, który mógłby stanowić wyraźną granicę między PRL-em a III RP. Faktem jest, że procesy polityczne kształtujące obecną formułę polskiego państwa przebiegały ewolucyjnie od wąchania się Michnika z Urbanem, poprzez "okrągły stół", sejm kontraktowy, wolne wybory i uchwalenie obecnej konstytucji aż do pamiętnego referendum europejskiego i przekazania 1 maja 2004 r. insygniów suwerenności na rzecz Brukseli.Skutkiem wymienionych powyżej procesów jest rzeczywiście inne niż w 1989 r. państwo, gdyż inne są sojusze wojskowe i polityczne, inne - chociaż wcale nie lepsze - rozwiązania instytucjonalne, inna sytuacja społeczno-gospodarcza i znacznie gorsza sytuacja demograficzna. Z tego względu można uznać, że III RP istnieje rzeczywiście tak jak można również stwierdzić, że nie jest to państwo mogące stanowić powód do dumy dla Polaków, którzy rzeczywiście wypatrują kolejnej i jakościowo znacznie lepszej Rzeczypospolitej. Dlatego też u progu kadencji nowego parlamentu warto byłoby zastanowić się, jakie zmiany mogłyby stanowić realny powód do stwierdzenia, że zostanie rozpoczęty nowy rozdział w najnowszej historii naszej państwowości, gdyż trudno uznać, by cezurą dla IV RP miało być stworzenie Komisji Prawdy i Sprawiedliwości czy Agencji Antykorupcyjnej. Minione wybory parlamentarne były piątymi w pełni wolnymi wyborami w III RP, przed nami czwarte wybory prezydenckie, uczestniczyliśmy w dwóch wyborach samorządowych, wyborach do PE, mieliśmy co najmniej dwa poważne referenda, pomijając różne, mniejsze imprezy jak np. wybory uzupełniające. Wydawałoby się, że po takich doświadczeniach obecna kampania przedwyborcza będzie bardziej merytoryczna i dojrzała, że lud osłuchany ze stenogramami komisji śledczych będzie bardziej wnikliwie śledził poczynania kilkunastu tysięcy kandydatów do parlamentu - nic z tego! - tegoroczna kampania niczym nie różniła się od średnio intensywnej kampanii reklamowej proszku do prania, a pierwszymi, którzy unikali jakiejkolwiek debaty z publicznością w czasie tzw. otwartych spotkań, byli politycy PiS-u. Wprawdzie powyższe przemyślenia są pisane jeszcze na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi, ale jestem przekonany, że wyniki tychże będą w dużej mierze skutkiem intensywnej propagandy medialnej i presji sondażowej wspólnie skłaniających wyborców do tego, by "nie marnowali głosów" (charakterystyczne, że np. PJKM notowania uprawniające od udziału w telewizyjnych debatach uzyskała dopiero 3-4 dni przed ciszą wyborczą), przy czym tak jak zawsze swoją wolę polityczną zechce objawić ok. 40 proc. z ponad 30-milionowego elektoratu. Fakt ten oznacza, że w domach pozostanie ok. 17-18 mln. osób, a gdyby wzorem Belgii wprowadzić np. przymus wyborczy i stworzyć partię wyborczych kontestatorów, to ugrupowanie takie mogłoby rządzić bez wchodzenia z kimkolwiek w koalicję. Oczywiście do czegoś takiego nie doszłoby z tego powodu, że jak twierdził pewien statystyk - pomimo, że wiele "napisano na temat mitycznej sekty "nie wiedzących", to wątpliwe jest, czy istnieje wiele osób, które rzeczywiście "nie wiedzą", jak będą głosowały". Pewne jest natomiast, że w przypadku wprowadzenia przymusu wyborczego rzeczywiste wyniki głosowania byłyby bardziej zbieżne z tymi publikowanymi w sondażach, gdyż "publikacja pewnych statystyk może sama mieć wpływ na stan rzeczy, który te statystyki odzwierciedlają, podobnie jak kamera telewizyjna skierowana na tłum staje się przyczyną zwiększania się tego tłumu, który zbiera się, aby obejrzeć proces fotografowania", a że sekta "nie wiedzących" przypomina tych ulicznych gapiów - więc jej członkowie chętniej głosowaliby zgodnie ze wskazaniami medialnych guru. Powyższe uwagi, a także refleksje związane z kampanią bilbordową i teledyskową oraz zachowanie polityków ubiegających się o przychylność elektoratu pozwalają stwierdzić, że nie tylko prawdziwą jest teza, że większość ludzi uważanych za pełnoletnich nie potrafi ocenić skutków wyborczych propozycji i tym samym wybrać ludzi odpowiednich do prowadzenia spraw państwowych, ale - że sami politycy w rzeczywistości przestali już udawać wiarę w mądrość ludu i dla przeciągnięcia głosów na swoją stronę uciekają się do najprostszych technik marketingowych. Oczywiście, żaden polityk począwszy od autorytetu PeDe i autora trawestacji "naród nie dorósł do demokracji", na prominentnych politykach PO i PiS-u skończywszy oficjalnie nie przyznają się do takiego myślenia, ale co z tego, że poseł Dorn opowiada młodzieży w studiu wyborczym, że wierzy, iż kartka wyborcza jest silniejsza od forsy "grup kapitałowych", skoro prowadzone przez niego ugrupowanie wydało na kampanię miliony złotych, a objazdowe spotkania tej partii były jednym wielkim show z telebimami, filmami reklamowymi, artystami, pieśniami i klakierami. Jeżeli wyborcze decyzje są niezależne od kwoty wydanej na reklamę danego ugrupowania, to czemu właściwie mają te reklamy służyć, gdyż z pewnością nie służą przekazaniu informacji o programie wyborczym partii? Programu naprawy państwa i perspektyw życia dla 40-milionowego narodu nie można przekazać w kilkudziesięciosekundowym spocie eksponującym kolor sukienki córki kandydata czy image artysty wspierającego ugrupowanie. Aby czwarta Rzeczpospolita mogła być innym państwem, niezbędnym staje się zasadnicza zmiana sposobu współuczestniczenia Polaków w tworzeniu instytucji tego państwa i nie obejdzie się już bez bolesnych - bolesnych głównie dla smaku niektórych intelektualistów - zmian ordynacji wyborczej, zmiany modelu zarządzania państwem i zmiany fundamentów systemu gospodarczego. Jeżeli czwarta RP ma być oparta na prawdzie, to prawda powinna trwale zagościć do debaty publicznej, a niezależnie od tego, że wielu obrońcom pajdokracji, ochlokracji czy demokracji ludowej może się to nie spodobać zmiana nie tylko biernego, ale przede wszystkim czynnego prawa wyborczego - jest logiczną konsekwencją nie tylko doświadczeń praktycznych, ale jest przede wszystkim krzyczącą niekonsekwencją przepisów obecnie w tym zakresie obowiązujących. Przyczynę, dla której wiek uprawniający do kandydowania na posła, senatora i prezydenta jest (szczególnie w przypadku tych dwóch ostatnich honorów) istotnie wyższy niż wiek uprawniający do oddania głosu, trudno inaczej zrozumieć niż w ten sposób, że według światłych ustawodawców wiek ma jednak znaczenie dla rozumienia spraw publicznych, czemu w jednym z przedwyborczych programów dał wyraz również poseł Dorn przywołujący swoich młodocianych polemistów do porządku protekcjonalnym "Pan jest mimo wszystko nieco młodszy ode mnie..." lub "miej proporcjum mociumpanie...". Oczywiście poseł Dorn jak i światli ustawodawcy mają w tym przypadku rację, ale zapytani, czy wiekowo "dojrzały inaczej" wyborca ma prawo decydować o losie bardziej dojrzałych współobywateli, z pewnością będą 18-letniej dorosłości bronić jak niepodległości, by za chwilę nadawać polemice 18-latka wagi znacznie mniejsze niż te przypisane wypowiedziom swoich rówieśników. Wprawdzie Pismo Św. poucza, że sędziwość mierzy się nie wiekiem, lecz mądrością, ale skoro w przypadku biernego prawa wyborczego ktoś wyznaczył wyższy cenzus wiekowy (nie tylko w Polsce, gdyż we Francji kandydat na uniodeputowanego musi mieć 23 lata, a na Cyprze 25 lat), to dlaczego skrupuły miałyby dotyczyć prawa czynnego? Także młodzież nie organizowała dotychczas masowych demonstracji przeciwko dyskryminacji wiekowej kandydatów na posłów senatorów, wójtów burmistrzów i prezydentów, skąd więc przeświadczenie, że podniesienie tej granicy w przypadku prawa czynnego wywołałoby kolejną młodzieżową rewoltę? Oczywiście sprawa nie może dotyczyć jedynie cenzusu wiekowego, przemyślenia wymaga cały system wyborczy w odniesieniu do logiki obecnego systemu społeczno-gospodarczego. A logika ta podpowiada, że prawo wyborcze nie jest żadną demokratyczną świętością, ale jedynie częścią mechanizmu służącego wyłonieniu parlamentarnej reprezentacji, która ma z kolei tworzyć sprawiedliwe prawo i powoływać rząd kierujący aparatem przymusu oraz wykonujący ustawy budżetowe. O tym, że prawo wyborcze nie jest żadną relikwią, świadczą najlepiej przypadki tzw. zmarnowanych głosów, oddanych na partie nie przekraczające progu wyborczego stanowiącego kolejny cenzus w systemie pozornie wolnym od cenzusów, w wyborach z 2001 r. takich głosów było ponad 1.200 tys. W związku z powyższym: skoro kilkanaście milionów uprawnionych wyklucza się z głosowania dobrowolnie, a od kilku do kilkunastu procent głosujących jest pośrednio wykluczonych przez cenzus progu wyborczego, to już ten sam fakt powinien skłonić do poważnej debaty nad innym sposobem wyłaniania parlamentu, zwłaszcza że np. sędziowie czy prokuratorzy nie są wybierani w demokratycznych wyborach, a pomimo tego nikt nie kwestionuje narzuconych w tym wypadku ograniczeń, tak jak ciągle mało popularnym jest postulat wybierania proboszcza czy biskupa przez przedstawicieli parafii, czy diecezji, a przecież historia zna już takie propozycje. Jest praktycznie pewne, że zmiana polegająca na podwyższeniu wieku uprawnionych do głosowania do np. 21 lub 23 lat jeżeli wywoła głos sprzeciwu, to nie 19-, 20-latków, ale całkiem dojrzałych demokratów.pl.
Głównym problemem polskiego systemu gospodarczego są wysokie obciążenia dochodów spowodowane ogromnymi jak na nasze możliwości wydatkami, przy czym największym problemem są wydatki na emerytury i renty. Repartycyjny system ZUS-owski zakłada, że obecnie pracujący składają się na emerytów, a ich emerytury będą fundowane przez następne pokolenia. W normalnym państwie dzietność ma podstawowe znaczenie dla rozwoju gospodarczego i przetrwania narodu, w takim systemie finansowym, jaki zafundowali sobie Polacy, problem ten ma podwójną wagę; rodzice utrzymują i łożą na swoje pociechy, odmawiając sobie z tego powodu wielu innych atrakcji, by za kilkadziesiąt lat ich dzieci swoje ciężko zarobione pieniądze dzieliły na swoich rodziców i na tych, którzy także często z własnego wyboru nie decydowali się na dzieci, robiąc kariery zawodowe. W tym systemie rodzina o modelu 2 plus 4 ma tyle samo głosów co ta o modelu 2 plus 2 czy 2 plus 0, a z tego wniosek, że o losie dzieci innych rodziców decydują także bezdzietni! Nie wydaje się, by zasadom demokracji miała przeczyć jakaś odmiana sytemu kurialnego, w której grupę wyborców zastąpiłaby rodzina lub waga głosu, wszystko to występuje zresztą w spółkach kapitałowych i nikt nie kwestionuje racjonalności takiego rozwiązania. Z kolei jeżeli nie chcemy wprowadzać np. cenzusu dzietności, to należy zlikwidować obecny system emerytalno-rentowy oraz pomocy socjalnej i niech każdy utrzymuje, i odpowiada za swoje dzieci, w każdym razie trzeciej sprawiedliwej możliwości nie ma.
Kolejnym problemem jest kampania sondażowo-reklamowa, wyraźnie nachalna w poprzednich wyborach i dostatecznie skompromitowana w czasie obecnej "kampanii wrześniowej", niedawne wybory w Niemczech potwierdziły prognostyczną porażkę tamtejszych firm, często zresztą powiązanych kapitałowo lub organizacyjnie z ich polskimi odpowiednikami w Polsce. Trudno było w ostatnich tygodniach znaleźć polityka począwszy od tych prowadzących w sondażach, a skończywszy na zamykających stawkę wyborczego peletonu, którzy nie podawaliby w wątpliwość rzetelności wysiłków pracowni sondażowych. Nawet prezydent Kwaśniewski, który jak się okazało - cały czas był prezydentem ludzi lewicy (i to nie całej), a nie jak zapewniał "wszystkich Polaków", w kieleckim wystąpieniu grzmiał, że "...nie wierzcie sondażom, to wyborca jest suwerenem..." - a kto jak kto, ale Kwaśniewski i spółka doskonale znają kulisy kreowania politycznej rzeczywistości. Jeżeli tak, to zapewne prezydent nie miałby oporów w podpisaniu zmiany do ustawy, zakazującej publicznego prezentowania sondaży sugerujących poparcie dla danych partii politycznych czy wydłużającej tzw. ciszę wyborczą na cały okres kampanijny począwszy od dnia zarządzenia wyborów. Uniknęlibyśmy w ten sposób setek tysięcy ulotek, banerów, plakatów, spotów i milionowych wydatków na nikomu niepotrzebne bzdurne, śmieciowe gadżety, gdyż wybór posła jest mimo wszystko wyborem dalej idącym niż zakup pasty do zębów lub nawet samochodu, ponieważ ten wybór decyduje, czy nas będzie stać na zakup tejże pasty i samochodu - a czasami decyduje nawet na co będzie stać nasze dzieci i wnuki. To naprawdę w dobrym interesie wyborcy leży właściwy wybór i dziwnym wydaje się, że tenże wyborca występując jako klient mający zakupić pasek do spodni, potrafi oblecieć kilka sklepików czy polować przez kilka dni lub nawet tygodni na dobry i tani produkt, a nie potrafi wysilić się na godzinne spotkanie z potencjalnym posłem lub na przeanalizowanie propozycji programowych tego lub innego politycznego absztyfikanta? W polskim systemie parlamentarno-gabinetowym mamy posłów, którzy najpierw jako wyborcy głosowali na siebie, później jako posłowie głosują na siebie jako ministrów, następnie jako ministrowie głosują w sprawie wotum zaufania dla siebie, a naczelny władzy wykonawczej zagania "do roboty’" posłów, którzy właśnie w ramach roboty powołali go do wspomnianego urzędu. Istna paranoja! Jej część można wyeliminować, przestrzegając niezbyt odkrywczego rozdziału władzy ustawodawczej i wykonawczej, upraszczając przy okazji system władzy wykonawczej poprzez przekazanie rządowych prerogatyw urzędowi prezydenta. Takich dziwnych urządzeń w polskim systemie wyłaniania i sprawowania władzy jest mnóstwo i aż dziw, że trwają one tak długo. Dla przykładu: zgodnie z ordynacją wyboru prezydenta, jeżeli miedzy pierwszą a drugą turą wyborów kandydat "zejdzie" z tego świata, to w jego miejsce wchodzi następny w kolejności uzyskania głosów, a gdyby ktoś (sugerując się sondażami) zafundował między 9 a 23 października Tuskowi i Kaczyńskiemu potrawkę á la Juszczenko, to mielibyśmy do wyboru (oczywiście znowu te sondaże) Leppera albo Borowskiego. I pomyśleć, że prezydenta wybiera się raz na pięć lat... Ale wracając do spraw nieco istotniejszych, to nawiązując jeszcze do poruszonych wcześniej trzech obszarów, w których należałoby dokonać fundamentalnego wyłomu w dotychczasowej filozofii prawnej i praktyce, taką zmianą w obszarze tzw. narodowej ekonomii powinien być konstytucyjny zakaz uchwalania deficytu budżetowego, czego absolutnie nie mogą zrozumieć zarówno działacze PiS-u, LPR, ale również i PO, bo o Samoobronie czy innych lewakach nie ma nawet co wspominać. Najbardziej irytujące w tej kwestii jest ujadanie polityków PiS-u i LPR (vide teksty Kotlinowskiego, Wrzodaka, Marcinkiewicza czy indolenta Chronowskiego w "Naszym Dzienniku" z 20.09.2005 r.) na sprzedawanie polskiego majątku za "bezcen" zagranicznym spekulantom, na uzależnianie polskiego obywatela od kaprysów zachodniej finansjery, na zaprzedawanie interesów narodowych z jednoczesnym popieraniem "dobrego" deficytu stanowiącego powód już 444-miliardowego zadłużenia będącego prawdziwą przyczyną naszego niewolnictwa. Tymczasem PO nie ma żadnego sformalizowanego dokumentu mogącego stanowić program naprawy państwa, PiS posiada dokument firmowany przez dr. Cezarego Mecha wraz zespołem, który można byłoby określić krótko Koheletowym "co było, to jest, a co jest to będzie", PiS zmniejszy liczbę posłów do 360 a PO do 230, jedni obniżą o 100 osób, drudzy o 50 proc., na własny użytek takie działania nazywam "prawem okrągłych liczb". Czy od liderów wiodących ugrupowań, którzy w gorącym przedwyborczym tygodniu walczą na puste kartki papieru, pieczywo, masełko, żarówki, maskotki itp. można oczekiwać zrozumienia, że obecna formuła ustroju państwa polskiego została ostatecznie skompromitowana i nie można nadal utrzymywać niszczących kraj mechanizmów politycznych i ekonomicznych jedynie w celu utrzymywania wyblakłej, demokratycznej fasady? Smutek profesora Geremka i innych dobroczyńców ludzkości nie wydaje się wystarczającym powodem konserwowania patologicznych i załganych instytucji i procedur, czas spojrzeć prawdzie w oczy i stawić czoła wyzwaniom naszego czasu. Nie chodzi bynajmniej o obalanie demokracji, chodzi jedynie o wprowadzenie mechanizmów służących ludziom, a nie utrzymywanie mechanizmów dla nich samych w celu zadośćuczynienia z obywateli całopalnej ofiary na ołtarzu demokracji. Wiele wskazuje, że w przypadku gdy POPiSowa koalicja nie podejmie takiego politycznego wyzwania, może skończyć jeszcze szybciej niż jej poprzedniczka w rządzeniu
Krzyztof Mazur
Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME
Komentarz (1)
|
Wyszukiwarka
ASME
Wiadomości
z kraju
Publicystyka
Demokracja grecko-belgijsko-polska - prof. Jerzy Przystawa - czwartek, 10, maja 2012 |
Mazowsze
TV-felietony
Boją się, że przykład Tymoszenko będzie zaraźliwy! - Janusz Korwin-Mikke o machlojkach urzędników rządzących w UE i w Berlinie, Warszawie, Paryżu, Rzymie... - czwartek, 17, maja 2012 |
Janusz Korwin-Mikke z kibicami przed meczem Polska - Niemcy na PGE Arena w Gdańsku 06.09.2011 - wtorek, 15, maja 2012 |
"Osób rządzących nie można sądzić w procesie karnym!" - Stanisław Michalkiewicz o dewiacjach u niektórych polityków nie tylko z "polskiego regionu UE" - piątek, 11, maja 2012 |
Niewidzialna ręka ryku i widzialna łapa rządu - Janusz Korwin-Mikke o szkodach, jakie czynią ingerencje biurokratów w życie gospodarcze - czwartek, 10, maja 2012 |
Nie mieszać sportu z polityką! - Janusz Korwin-Mikke o planowanych protestach w czasie EURO 2012 - nagranie z "miasteczka protestu" związku zawodowego "Solidarność" - środa, 9, maja 2012 |
Prąd z atomu w każdym domu! - pikieta fundacji "Volenti non fit iniuria" oraz Kongresu Nowej Prawicy "wsparta" przez Zielonych 2004 - poniedziałek, 7, maja 2012 |
Czekamy na mężów stanu razem z biskupem Józefem Michalikiem - Stanisław Michalkiewicz o przejściu recydyw saskiej w stan recydywy stanisławowskiej - niedziela, 6, maja 2012 |
Chcą być bydlętami u żłoba - dlatego nie głosują na KNP/UPR! - ostatnia cześć nagrania spotkania Janusza Korwin-Mikkego w Nowym Dworze Mazowieckim z jego mieszkańcami i sympatykami liberalnego konserwatyzmu - sobota, 5, maja 2012 |
EURO 2012: Mieszanie sportu z polityką to powrót do komuny! - konferencja prasowa Kongresu Nowej Prawicy z udziałem jego prezesa Janusza Korwin-Mikkego - piątek, 4, maja 2012 |
Polska to bogaty kraj: dołożymy 8 miliardów do Euro 2012, dokładamy miliard do produkcji jajek z powodu "regulacji unijnych" - prezes Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke na spotkaniu z sympatykami KNP oraz mieszkańcami w Nowym Dworze Mazowieckim - czwartek, 3, maja 2012 |
90% posłom nawet bym nie powierzył ułożenia regulaminu PGR-ów - prezes Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke na spotkaniu z sympatykami KNP oraz mieszkańcami w Nowym Dworze Mazowieckim - środa, 2, maja 2012 |
Problem nie w tym, że urzędnicy kradną, ale że marnują pieniądze! - prezes Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke na spotkaniu z sympatykami KNP oraz mieszkańcami w Nowym Dworze Mazowieckim - wtorek, 1, maja 2012 |
Spotkanie prezesa Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego z sympatykami KNP w Nowym Dworze Mazowieckim - część 1 - poniedziałek, 30, kwietnia 2012 |
Bliskie spotkania z Jarosławem Kaczyńskim jak spotkania z jeżem - Stanisław Michalkiewicz nie tylko o efektach demonstracji w sprawie stacji TV TRWAM - piątek, 27, kwietnia 2012 |
Janusz Korwin-Mikke (KNP/UPR) vs Łukasz Abgarowicz (PO) - Emerytura 67 lat???" - debata w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej im. Alcide De Gasperi'ego w Józefowie - piątek, 27, kwietnia 2012 |
Zagranica
Notki
wydawnicze / Recenzje
Ciekawostki
o lewicy
PZPR
->SLD/SDPl
UP
Samoobrona
AW"S"
-> PO - PiS
Wiadomości
z UPR
ARCHIWUM
Stare
ARCHIWUM

|