Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Gdy koguty pieją... - Stanisław Michalkiewicz Wysłane wtorek, 20, września 2005 przez Krzysztof Pawlak

"Kogut winien - więc na niego. On sprawcą wszystkiego złego. On źle poradził, on grad sprowadził, on czas oziębił..." - pisał biskup Ignacy Krasicki w bajce, z której wynikał morał, by nie pożądać wysokich godności, ponieważ przypisana jest do nich niekiedy wielka odpowiedzialność. W tym przypadku chodziło o koguta, który godności nie piastował, tylko przepowiadał pogodę. W tej sprawie i dzisiaj zdarzają się pomyłki, a cóż dopiero za czasów Krasickiego, kiedy koguty sporządzały swoje prognozy, posiłkując się formułami w rodzaju: "kiedy na świętego Prota jest pogoda albo słota, to na świętego Hieronima jest deszcz albo go nima" Kiedy więc kogut się pomylił i na świętego Hieronima nie było ani deszczu, ani pogody, rozwścieczeni ludzie skazali go na śmierć. U nas, za poduszczeniem Unii Europejskiej, karę śmierci zniesiono, a wcześniej odstąpiono od jej wykonywania na zasadzie "moratorium", wprowadzonego jeszcze w 1988 r. Kiedy w roku 1995 Sejm przedłużył to moratorium na kolejne pięć lat, zwróciliśmy się do ówczesnego ministra sprawiedliwości Jerzego Jaskierni z zapytaniem, kto właściwie zarządził w Polsce pierwsze moratorium w roku 1988 i otrzymaliśmy odpowiedź, że "nie można ustalić" autora tej decyzji, której jednakże posłusznie podporządkowały się wszystkie organy państwa prawnego. Nie można tedy wykluczyć, iż tym anonimowym dobroczyńcą ludzkości mógł być jakiś bardzo przezorny kogut.
Współczesne koguty są bowiem o wiele bardziej przezorne, dzięki czemu bardzo rzadko padają ofiarą gniewu tych, którzy lekkomyślnie zaufali ich obietnicom. Dlatego kampanie wyborcze bardziej przypominają radosne festyny, podczas których politycy przekomarzają się ze sobą ku uciesze publiczności, trochę już znudzonej występami Mandaryny czy Dody-Elektrody. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, czym tu się ekscytować, skoro z góry wiadomo nie tylko, kto będzie następnym prezydentem, ale nawet ministrem i podsekretarzem stanu w przyszłym rządzie? Kiedy pani Aniela, już niedługo, być może, nasza, tzn. oczywiście niemiecka nowa kanclerzyna, wskazała na pana Tuska, jako swego faworyta, to sondażownie na wyścigi zaczęły wykazywać mu popularność. Ciekawe, że tak samo jest w Egipcie, demokracji jeszcze starszej od naszej. Tam też, choć do wyborów prezydenckich stanęło kilku kandydatów, od samego początku wiadomo było, że znowu wygra 77-letni Hosni Mubarak, bo nie tylko naród egipski tak bardzo sobie w nim upodobał, ale upodobał sobie w nim również naród znacznie ważniejszy od narodu egipskiego, co w demokracji zawsze przesądza sprawę. Miło skonstatować, że i nasza demokracja zaczyna się stabilizować, na podobieństwo egipskiej.
Na tle narastającej przezorności zaskakuje deklaracja amerykańskiego prezydenta Busha, który powiedział, że przyjmuje na siebie "pełną odpowiedzialność" za błędy popełnione podczas akcji ratowniczej w Nowym Orleanie. Co prawda nie bardzo wiadomo, co to znaczy, bo prezydent Bush nie może już ubiegać się o wybór na kolejną kadencję ani też z pewnością nie zostanie oskarżony o jakieś przestępcze zaniechanie, ale zawsze taka deklaracja robi wrażenie, sugerując, że są jeszcze jacyś ludzie za coś odpowiedzialni. Pod tym przemożnym wrażeniem niektórzy przypisują prezydentowi Bushowi nawet odpowiedzialność za "efekt cieplarniany", którego następstwem są huragany i powodzie. Być może liczą na to, że Ameryka podpisze protokół z Kioto, od czego aż dotąd się miga, co szalenie zasmuca profesora Geremka, uczulonego na gazy cieplarniane. Ale mniejsza o wrażenia, bo znacznie ciekawsze są owe "błędy", za które "odpowiedzialność" przyjmuje na siebie amerykański prezydent.
Jak tam było, tak tam było; zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było - powiedziałby dobry wojak Szwejk, gdyby ktoś przypadkiem zapytał go o Nowy Orlean. Doniesienia z tego miasta, w których gołym okiem można było dostrzec złośliwą satysfakcję, wywoływały wrażenie jakiejś bezradności zwłaszcza miejscowych władz, które w przystępie irytacji apelowały do rządu federalnego, by "ruszył dupę". Czy ta irytacja była efektem zawinionej bezradności, czy może ubocznym skutkiem pewnych rozwiązań ustrojowych? Chodzi mi o Departament Bezpieczeństwa Kraju, utworzony z inicjatywy prezydenta Busha po ataku na Amerykę 11 wrześnie 2001 roku. Wyposażony jest on we wszelkie możliwe kompetencje, niezbędne dla zapewnienia Amerykanom bezpieczeństwa. Zatrudnia ponad 160 tys. pracowników i po Pentagonie jest największym ministerstwem USA, a kieruje nim Michał Chertoff, który zwłaszcza do terroryzmu ma podobno specjalnego nosa. Z jednej strony taki urząd wyposażony we wszystkie możliwe kompetencje robi bardzo imponujące wrażenie, z drugiej jednak, skoro to właśnie on ma wszystkie możliwe kompetencje, to znaczy, że niższe władze, zwłaszcza lokalne, mogły wskutek tego zostać pewnych kompetencji pozbawione. Gdyby tak było rzeczywiście, to trudno się dziwić bezradnej irytacji burmistrza Nowego Orleanu, który mógł tylko apelować do "dupy" pana Chertoffa. Ten z kolei miał wprawdzie wszystkie kompetencje, ale za to nie miał najmniejszego pojęcia, co właściwie w Nowym Orleanie się dzieje. Rezultaty wprawiły w osłupienie cały świat, dotąd przyzwyczajony do organizacyjnej sprawności Ameryki.
Ciekawe, że wyglądało to podobnie do trzęsienia ziemi w Armenii w schyłkowym okresie Związku Sowieckiego. To państwo, pragnące narzucić swoje porządki całemu światu, nie potrafiło wysłać do zrujnowanych miast nawet medycznych czołówek, chociaż przecież nikt nie bombardował dróg ani nie dezorganizował systemu łączności. Czy to konwergencja, czy też skutki zjawiska zwanego "rozdęciem imperialnym"? Warto, by przemyślały to sobie koguty, fundujące nam właśnie "zintegrowany system ratownictwa", wyposażony we wszelkie możliwe kompetencje.

Stanisław Michalkiewicz

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME

Stanisław Michalkiewicz jest niezależnym kandydatem do Senatu RP z listy LPR w okręgu nr 19 (warszawskim "obwarzanku").


# 3
Użytkownik: Krzysztof Pawlak
E-mail: kpawlak@kraj.com.pl
Data: czwartek, 22, września 2005
ip: Hidden
Komentarz
Do Senatu jest to okreg nr 19.

Uklony


# 2
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: N/A
Data: czwartek, 22, września 2005
ip: 83.23.188.43
Komentarz
http://wybory2005.lpr.pl/parlamentarne.php?id=3121

Michalkiewicz kandyduje w okręgu 20


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: kontur@cc.uni.torun.pl
Data: czwartek, 22, września 2005
ip: 81.190.22.20
Komentarz
Zachodzi podobieństwo między w/w wypowiedzią prez. Busha Jr., a spotami przedwyborczymi PO - w nich też każdy wypowiadający się kończy: "wezmę (chcę wziąć, weźmiemy) za to odpowiedzialność". Chyba jest (tak mówiący) bardzo pewne siebie, że w razie czego odpowiadać za to NIE będzie...

Konrad Turzyński



Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME