Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Sojusznik naszych sojuszników - Stanisław Michalkiewicz Wysłane wtorek, 17, maja 2005 przez Krzysztof Pawlak

Europa nie jest dużym kontynentem, a w dodatku dobrze przez historię utrzęsionym, więc trudno tutaj o jakieś zaskakujące improwizacje. Widać to zwłaszcza przy porównaniach różnych projektów politycznego urządzenia Europy. Są one bardzo do siebie podobne, chociaż przy wszystkich podobieństwach występują też różnice. Dotyczą one jednak w zasadzie tego, kto będzie politycznym kierownikiem Europy; czy ma być to np. Francja, czy mają to być Niemcy, czy też niemiecko-rosyjskie kondominium, czy wreszcie - kondominium rosyjsko-amerykańskie. Pierwszy wariant - to próba urządzenia Europy podjęta przez Napoleona, niemiecko-rosyjskie kondominium - to pakt Ribbentrop-Mołotow, hegemonia niemiecka - to Hitler, a kondominium rosyjsko-amerykańskie - to porządek jałtański. Obecnie, po moskiewskim szczycie Rosja - Unia Europejska, mamy do czynienia z kolejnym wariantem niemiecko-rosyjskiego kondominium, z tym, że Niemcy występują pod pseudonimem "Unii Europejskiej", politycznie będącej niemiecko-francuską umową o wspólnym zarządzaniu Europą. Ponieważ polityczna obecność Stanów Zjednoczonych w Europie jest i przez Niemców, i przez Francuzów uważana za relikt porządku jałtańskiego, w zasadzie pozbawiającego te narody i państwa decydującego głosu w sprawach europejskich, nic dziwnego, że po upadku imperium sowieckiego, zarówno Francja, jak i Niemcy próbują forsować koncepcję "europeizacji Europy", czyli eliminować amerykańskie wpływy. Jest to zadanie tyleż ambitne, co trudne, dlatego zarówno Francja, jak i Niemcy, poszukują sojuszników.
Nie trzeba było długo szukać; sojusznik sam się zgłosił. Rosyjski prezydent Putin nigdy nie ukrywał, że nie podoba mu się amerykańska koncepcja świata jednobiegunowego, w którym rola globalnego hegemona zarezerwowana jest dla Stanów Zjednoczonych, zaś Rosja - jeszcze do niedawna główny antagonista Ameryki, ale w randze supermocarstwa - w najlepszym przypadku może liczyć na status mocarstwa regionalnego. Toteż cała pomysłowość rosyjskiej dyplomacji wychodzi naprzeciw francusko-niemieckim ambicjom, które w 60 lat po zakończeniu II wojny światowej przybierają postać strategicznego partnerstwa między Rosją a Unią Europejską, czyli Rosją a Niemcami. Zacieśnianie strategicznego partnerstwa między Rosją a Niemcami sprawia, że w nowym projekcie europejskim Polska znowu staje się niepotrzebna, w każdym razie niepotrzebna jako państwo próbujące odgrywać jakąś samodzielną, polityczną rolę. Niemcy, z uwagi na historyczne zaszłości jeszcze krępują się powiedzieć nam to wprost, ale Rosjanie dają nam to do zrozumienia zupełnie bezceremonialnie. Jakiż inny wniosek można było wyciągnąć z przemówienia Putina przed rozpoczęciem defilady na placu Czerwonym w Moskwie, kiedy wspominając o wojennych sojusznikach Rosji - wymienił niemieckich, a nawet włoskich antyfaszystów, natomiast Polskę umieścił wśród "innych krajów koalicji"? W ogóle Rosjanie starają się jak najczęściej prowokować Polaków, co zresztą znakomicie im się udaje, bo zależy im na pokazaniu innym państwom członkowskim Unii Europejskiej, że Polsce nie można pozwolić na jakąkolwiek samodzielność, bo na pewno zepsuje znakomicie zapowiadające się strategiczne partnerstwo, którym inne państwa UE również są zainteresowane.
Tymczasem dyplomacja polska, jeśli w ogóle coś takiego jeszcze istnieje, a nie jest wyłącznie pseudonimem żydowskiego lobby, kręcącego przy pomocy Polski swoje lody na Ukrainie i gdzie indziej, jakby zupełnie nie rozumiała swojego położenia. Dobrze jest wspierać się jedną nogą na Ameryce, a drugą - na Europie, ale tylko pod jednym warunkiem - że te kontynenty politycznie się nie rozchodzą. A właśnie się rozchodzą i proces ten nie jest efektem chwilowego kaprysu tego czy innego europejskiego przywódcy, czy szatańskich intryg Putina, ale świadomego dążenia politycznych kierowników Unii Europejskiej do przeciwstawienia się jednobiegunowej wizji świata na rzecz wielobiegunowości. To zaś oznacza, że strategiczne partnerstwo z identycznie myślącą Rosją będzie w polityce UE najwyższym priorytetem, zaś Polska usiłująca pełnić w UE obowiązki amerykańskiego agenta, będzie ograniczana i marginalizowana pod każdym względem. Dlatego też Niemcy z dużą przyjemnością obserwują rosyjskie prowokacje wobec Polski, a zwłaszcza polskie przewidywalne reakcje, bo doskonale zdają sobie sprawę, że im gorsze stają się relacje polsko-rosyjskie, tym większą swobodę zyskują one same w urządzaniu wewnętrznym Polski. Jest to sytuacja bardzo podobna do tej, jaka wytworzyła się po 1943 roku w stosunkach polsko-sowiecko-brytyjskich, kiedy to Związek Sowiecki został "sojusznikiem naszych sojuszników" Po skwapliwym zerwaniu przez Stalina stosunków dyplomatycznych z rządem polskim na tle zbrodni katyńskiej, Anglicy zyskali całkowicie wolną rękę na wyprzedawanie Rosji polskich interesów państwowych i przeprowadzili to w Jałcie tak sprytnie, że jeszcze dzisiaj panuje w Polsce przekonanie, że to W. Brytania poświęcała się w obronie Polski.
Sytuację komplikuje dodatkowo okoliczność, że Stany Zjednoczone najwyraźniej nie są zdecydowane, jaką właściwie politykę mają prowadzić wobec UE. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że będą prowadziły aktywną politykę okrążania "twardego jądra" UE przez kraje peryferyjne. Jednak wojna w Iraku zastopowała tę politykę, zaś "kolorowe" rewolucje w Gruzji, na Ukrainie i Kirgistanie sprawiają wrażenie, jakby punkt ciężkości amerykańskich zainteresowań przenosił się z centrum Europy na jej obrzeża czarnomorskie obrzeża, w pobliże Środkowego Wschodu, gdzie czeka na swoją kolej następne zagrożenie dla Izraela w postaci Iranu. Odmowa przyznania Polsce głupich 100 mln dolarów na modernizację polskiej armii w sytuacji, gdy USA wyrzucają w błoto w Iraku około miliarda dolarów dziennie sprawia wrażenie, że w tej sytuacji przestaliśmy być wartym inwestowania sojusznikiem również dla Ameryki.

Stanisław Michalkiewicz



# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: Dembekb@yahoo.com
Data: środa, 18, maja 2005
ip: 172.143.255.36
Komentarz
Ze względu na ostatnie zdania,artykuł ten nie mógłby ukazać się w N.Cz.Dla "środowiska" N.Cz.Bush to "hero",a wojna w Iraku to obowiązek patriotyczny Polski i USA.A P.Płk.Kukliński to zdrajca.Jedyną pociechą jest fakt,że "Nieznani sprawcy" ze "środowiska" Gaz.Wyb.rozwalili forum w N.Cz.Jest jeszcze jedne bratnie "środowisko",
"Środowisko Tyg. Powsz."Pozdrowienia dla p.Michalkiewicza.


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME