Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Reguła i wyjątek - artykuł Stanisława Michalkiewicza Wysłane wtorek, 1, lutego 2005 przez Krzysztof Pawlak

Wyrok Sądu Okręgowego w Kielcach, skazujący b. wiceministra spraw wewnętrznych Zbigniewa Sobotkę na 3,5 roku więzienia, posła Długosza - na dwa lata i posła Jagiełłę na półtora roku, wzbudził spore poruszenie w kręgach politycznych. Już sam fakt, że w ogóle doszło do oskarżenia, a następnie skazania wiceministra spraw wewnętrznych i to jeszcze takiego, jak Zbigniew Sobotka, jest wystarczająco bulwersujący, a tu jeszcze taki, jak powiedział premier Belka, "drakoński wyrok... Nieomylny to znak, że coś się w Polsce dzieje, tylko właściwie co? Pierwsza możliwość, zupełnie nieprawdopodobna - że nastąpiło jakieś odradzanie się poczucia praworządności. Możliwość druga, już bardziej prawdopodobna - że w prokuraturach i niezawisłych sądach zaczyna coraz silniej dochodzić do głosu instynkt samozachowawczy, jak to w roku wyborczym. Możliwość trzecia, oczywista - że po przyłączeniu Polski 1 maja ub. roku do Unii Europejskiej, gestapo aplikuje naszemu krajowi i jego elitom kurację przeczyszczającą, objawiającą się m.in. w postaci niekiedy brutalnej selekcji ochotników zgłaszających się do służenia nowemu Wielkiemu Bratu. Ten zaś jednych dopuszcza, a drugich - zdecydowanie odsuwa. Wreszcie możliwość czwarta, wiążąca się zresztą z poprzednią - że posłowie Sobotka, Długosz i Jagiełło zwyczajnie zagapili się i przeoczyli zmianę etapu, w jaki weszła akurat partia. Partia zaś, właśnie ze względu na Anschluss, weszła w etap nie tylko odcinania się od towarzyszy, którzy na etapie poprzednim znaleźli się na odcinku zorganizowanej przestępczości, ale nawet selektywnego ich zabijania. Tymczasem nasi skazańcy jeszcze kombinowali z nimi po staremu i to ich zgubiło. Zasadniczo jednak chcieli dobrze i to tłumaczy zaskoczenie premiera Belki "drakońskim" wyrokiem.
Bo też jest on jakimś wyłomem w polskiej tradycji, że nic u nas nie dzieje się naprawdę. Kiedy w roku bodajże 1700 wileński biskup Brzostowski wyklinał z ambony hetmana Sapiehę, to wprawdzie wszyscy obecni przy ceremonii szczerze przyłączyli się do klątwy odsądzającej ekskomunikowanego od wszelkiej wspólnoty wody, ognia i stołu, i na słowa "anatema, anatema, anatema!" rzucili na posadzkę katedry zapalone gromnice, ale zaraz po zakończeniu ceremonii udali się gremialnie na obiad do... tegoż Sapiehy, bo akurat tego dnia były jego imieniny. Znaczy się - skoro już wyklinać, no to wyklinać, ale dlaczego pozbawiać się okazji, by wypić i zakąsić? "Nuże majorze, dzisiaj żyjem, jutro gnijem! Tylko to nasze, co dziś zjemy i wypijem!" - animował Majora Płuta do zabawy u Sędziego Soplicy Ksiądz Robak.
Toteż kiedy okazało się, że aż 77 procent społeczeństwa życzliwie odnosi się do pomysłu totalnej lustracji, autorytety moralne zrozumiały, że taktyka frontalnej obrony może okazać się nieskuteczna i niepopularna. Przypomniały sobie tedy indiański przysłowie, że jeśli nie możesz ich pokonać - przyłącz się do nich, a jeszcze lepiej - stań na czele tego ruchu. Jestem głęboko przekonany, że ta właśnie myśl legła u podstaw Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, stawiającego sobie za cel przeprowadzenie lustracji, a nawet dekomunizacji, a którego prezesem została pani senator Olga Krzyżanowska z Unii Wolności - partii znanej z - delikatnie mówiąc - niechętnego stosunku do lustracji. Jest tam również Władysław Bartoszewski, który był jednym z sygnatariuszy protestu przeciwko mnie, kiedy odważyłem się ujawnić agenturalną przeszłość osoby z towarzystwa. Jest też senator Krzysztof Piesiewicz, który zapowiedział, że "nie przyłoży ręki" do ustawy lustracyjnej, która nie byłaby "uczciwa". Krótko mówiąc - "uczciwa" lustracja tak, zwyczajna - nie! Taka formuła została przyjęta podczas niedawnej narady aktywu lustracyjnego, zwołanej w Katolickiej Agencji Informacyjnej z udziałem JE abpa Józefa Życińskiego. Sprawa jest tak poważna, że w sukurs poruszone zostały najważniejsze Moce. Właśnie w "New York Times" Polsce udzieliła "ostrzeżenia" sama Tina Rosenberg, gwiazda tamtejszego zaagażowanego dziennikarstwa i autorka książki "Kraje w których straszy", niezwykle wychwalanej przez senatora z klubu SLD Kazimierza Pawełka. Pani Rosenberg, nawiasem mówiąc, ta sama, której szalenie podobała się również książka "Sąsiedzi" Jana Tomasza Grossa o Jedwabnem, ostrzegła więc Polskę przed przeprowadzaniem powszechnej lustracji. Znaczy się - Roma locuta - causa finita.
Wprawdzie pani Rosenberg nie jest prezydentem Stanów Zjednoczonych ani nawet Kondolizą, ale to o niczym nie świadczy. Takie rzeczy rozumie nawet pan Andrzej Lepper, uznany za "niegodnego", by zasiadać w sejmowej komisji śledczej. Pan Lepper "zażądał" aresztowania 13 osób: premiera Marka Belki, b. premiera Leszka Millera, b. premiera Jerzego Buzka, b. ministra skarbu państwa Emila Wąsacza, b. min. skarbu państwa Aldony Kameli Sowińskiej, b. min. finansów Jarosława Bauca, b. wiceministra finansów Rafała Zagórnego, wiceministra skarbu Przemysława Morysiaka, b. prezesa PZU Jerzego Zdrzałki, b. min. finansów Heleny Wasilewskiej-Trenkner, min. skarbu Jacka Sochy, prezesa Banku Millenium (dawny Big Bank, uczestnik Konsorcjum Eureko) Bogisława Kotta i szefa AW Zbigniewa Siemiątkowskiego, bo w przeciwnym razie zaczną uprawiać matactwa. Ciekawe, że na tej liście nie umieścił pani Alicji Kornasiewicz, która tempore criminis była z ramienia Unii Wolności wiceministrem skarbu państwa odpowiedzialnym za prywatyzację PZU i uczestniczyła w naradach z Eureko, w następstwie których konsorcjum uzyskało "wyłączność negocjacyjną" na prywatyzację PZU. Możliwości są zatem dwie: albo pan Lepper skądś wie, że pani Kornasiewicz na pewno mataczyć nie będzie, nawet jeśli nie zostanie aresztowana, albo też skądś wie, że umieszczanie jej na tej liście proskrypcyjnej byłoby lekkomyślnym kuszeniem losu. Jeśli tak może myśleć pan Lepper, który nawet Leszkowi Balcerowiczowi nieustraszenie rzuca w twarz, że "musi odejść", to cóż mamy myśleć my, szaraczkowie? Ano, my szaraczkowie mamy myśleć, że staropolska tradycja jest kontynuowana, a wyrok sądu Okręgowego w Kielcach to tylko taki wyjątek potwierdzający regułę.

Stanisław Michalkiewicz


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME