Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
60. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz - Czy były "polskie obozy koncentracyjne"? Dobrowolnie do Auschwitz, Rotmistrz Witold Pilecki - więzień nr 4859 - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego Wysłane wtorek, 1, lutego 2005 przez Krzysztof Pawlak |
W 60. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz powróciły, ze wzmożoną siłą, twierdzenia zachodniej prasy o "polskich obozach koncentracyjnych". Twierdzenia te w sposób oczywisty zakłamują tragiczną historię II wojny światowej. Wpisują się również w od lat powtarzane nieprawdy, że obóz ten jest wyłącznie miejscem Holokaustu Żydów, w dalszej kolejności zagłady Romów, a od niedawna również martyrologii homoseksualistów jako wydzielonej grupy poddawanej represjom. Jeśli w ogóle wspomina się o mordowaniu Polaków, to polskie ofiary są wrzucane do wspólnego kotła, określanego terminem "inne narodowości". Podczas tegorocznych obchodów tylko nieliczni (na ogół właśnie Polacy) przypominali fakty, że Auschwitz został założony dla Polaków i przez długie miesiące to oni byli jedynymi więźniami, że żydowski Holokaust był straszny, ale przyszedł później. W jednej z gazet można było nawet przeczytać, że obóz w Auschwitz stworzono dla... jeńców radzieckich. Z kolei prezydent Putin podczas uroczystości 60. rocznicy uwolnienia więźniów Auschwitz występujący w roli wyzwoliciela, przeprosił za istniejący dziś w Rosji antysemityzm, ale o zbrodniach komunizmu (które pochłonęły przecież dużo więcej ofiar niż zbrodnie hitleryzmu) już się nie zająknął.Twierdzenia o "polskich obozach koncentracyjnych" nie tylko przeczą faktom. Obrażają również życiorysy Polaków, szczególnie więźniów i naszą pamięć, w tym pamięć o dobrowolnym więźniu Auschwitz - Witoldzie Pileckim. Z okazji 60. rocznicy wyzwolenia obozu nie można pominąć szczególnej i niebezpiecznej misji bohaterskiego rotmistrza.
W KL Auschwitz Pilecki znalazł się 21 września 1940 r.: "Około 10 wieczór (godzina 22.00) pociąg się zatrzymał w jakimś miejscu (...) Słychać było krzyki, wrzask, otwieranie wagonów, ujadanie psów. To miejsce we wspomnieniach moich nazwałbym momentem, w którym kończyłem ze wszystkim, co było dotychczas na ziemi i zacząłem coś, co było chyba gdzieś poza nią. (...) Zbliżaliśmy się do bramy, umieszczonej w ogrodzeniu drutów, na której widniał napis »Arbeit macht frei«. Później dopiero nauczyliśmy się go dobrze rozumieć" - zanotował Pilecki w swoim raporcie po ucieczce z Auschwitz. W tej niemieckiej fabryce śmierci przeżył 2,5 roku. Tysiące jego rodaków - Polaków, w tym wielu kolegów - zginęło.
Heroiczny rozdział życia Pileckiego, związany z Auschwitz, zaczął się na początku 1940 r. Wtedy Tajną Armię Polską, której był żołnierzem, dotknęły aresztowania i część członków przewieziono do obozu. Na jednej z narad TAP ustalono, że ktoś z kierownictwa organizacji dostanie się do Auschwitz. Wtedy (i jeszcze przez następne wojenne lata) nikt nie zdawał sobie sprawy, co to za miejsce, że to nie jeden z wielu obozów pracy, ale wielki kombinat zagłady. Wyprzedzając trochę fakty, podkreślić należy, że kiedy w październiku 1940 r. generał Stefan "Grot" Rowecki, przez zwolnionego więźnia, otrzymał pierwszy raport Witolda o sytuacji w obozie i wysłał go do Londynu, zarówno w Anglii jak i Ameryce informacje te zdawały się być grubo przesadzone.
ROZKAZ WYKONAŁEMWracając do chronologii. Na wspomnianej naradzie komendant TAP mjr Jan Włodarkiewicz wytypował Pileckiego i przedstawił jego nazwisko Roweckiemu.
W 1945 r. Pilecki pisał: "W Warszawie awansowano mnie [na porucznika - red.]. Za montowanie TAP-u. (...) Za przekreślenie ambicji własnych i z chwilą obejrzenia upoważnienia gen. Sikorskiego za dążenie do podporządkowania wszystkich oddziałów ZWZ-owi, co było pierwszym powodem niezgody z 82 [mjr Włodarkiewiczem - TMP], a kto wie, może powodem, dlaczego znalazłem się poza Warszawą". W przeciwieństwie do Pileckiego, Włodarkiewicz nie był zwolennikiem włączenia TAP do ZWZ.
Witolda Pileckiego wybrano nieprzypadkowo. Miał wcześniej piękną kartę w służbie Ojczyźnie. Członek POW, obrońca Wilna przed Sowietami w 1920 r., ułan II Rzeczypospolitej, żołnierz września 1939 r. Teraz czekała go kolejna próba.
Chociaż inicjatywa pójścia do obozu nie wyszła od samego Pileckiego, niebezpieczne zadanie wykonał, co jest wyrazem jego wielkiej odwagi i do dziś budzi szacunek potomnych.
Po zdobyciu dokumentów na nazwisko Tomasza Serafińskiego - oficera WP, który wedle posiadanych wówczas informacji miał zginąć podczas kampanii wrześniowej, Pilecki czekał dogodnej chwili aby dać się złapać. Udało się 19 września 1940 r. Jego kuzynka Eleonora Ostrowska, u której wówczas przebywał, tak to wspomina: "Otworzyłam i w drzwiach stanął niemiecki żołnierz - zapytał, kto tu mieszka. Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdyż w tej chwili z pokoju wyszedł Witold. (...) Ubrał się i żegnając się ze mną szepnął: »Zamelduj, gdzie trzeba, że rozkaz wykonałem«". Po zatrzymaniu Pilecki zachowywał się tak, by przypadkiem nie został zwolniony. Demonstrował zarówno swoją inteligenckość, jak i to, że jest byłym oficerem WP, który nie poddał się zarządzonemu przez okupanta obowiązkowi rejestracji. To gwarantowało przewiezienie do jednego z obozów koncentracyjnych. "Szczęśliwie" trafił do grupy, którą 21 września 1940 r. wywieziono do Auschwitz. Prawdziwego Tomasza Serafińskiego, zastępcę dowódcy placówki AK w Nowym Wiśniczu, Pilecki poznał w trakcie swojej ucieczki z obozu.
ZWIĄZEK ORGANIZACJI WOJSKOWYCH"Transport wtacza się na bocznicę kolejową w Oświęcimiu. W świetle reflektorów, przy pomocy bicia pałkami, opróżnia się wagony. Krzyki Niemców, jęki bitych i szczutych psami więźniów, strzelanina - wydawało mi się, że znalazłem się w piekle" - pisał po wojnie bohaterski rotmistrz.
W Auschwitz Witold Pilecki stał się numerem 4859. Już od pierwszych dni zaczął organizować siatkę konspiracyjną, pod nazwą Związku Organizacji Wojskowych, której nadał formę sprzysiężenia tajnych piątek. "Każda z »piątek« sądząc, że jest jedynym szczytem Organizacji, rozwijała się samodzielnie, rozgałęziając się tak daleko, jak ją suma energii i zdolności jej członków naprzód wypychały" - czytamy w raporcie Pileckiego. Dodatkowym zabezpieczeniem była grupa, która likwidowała najgroźniejszych konfidentów i funkcyjnych. Wyroki śmierci, po osiągnięciu całkowitej pewności o winie oprawców, wykonywano na ogół w szpitalu. Wkrótce organizacja miała swoich ludzi również w innych, decydujących o życiu i śmierci punktach obozu, m.in. w biurze pracy. Na szeroką skalę niesiono pomoc współwięźniom.
Niedługo po przybyciu do Auschwitz Pilecki zachorował na grypę. W kartce do dr. Władysława Deringa, członka TAP, a potem ZOW napisał: "Jeśli mnie natychmiast stąd nie zabierzesz - to stracę resztę sił na walce z wszami. W obecnym stanie zbliżam się w przyspieszonym tempie do komina krematoryjnego".
Przez cały pobyt w Oświęcimiu - w szpitalu, gdzie walczył potem z tyfusem, w kompanii karnej, w stolarni, przyświecała mu jedna myśl - wyzwolić obóz, co miało nastąpić przez połączone siły konspiracji obozowej i dzięki pomocy z zewnątrz. W końcu 1942 r. pion wojskowy organizacji liczył co najmniej kilkuset zaprzysiężonych konspiratorów. Pilecki zorganizował nawet tajny magazyn broni, wykradanej ze zbrojowni SS. A wszystko to działo się w KL Auschwitz, gdzie każdy dzień mógł oznaczać śmierć.
947 DNI UDRĘKINa początku 1943 r. Pilecki był już tak znany w obozowym podziemiu, że w każdej chwili groziła mu dekonspiracja. Zadanie, z jakim przyszedł do Auschwitz, wykonał w stu procentach - zorganizował w obozie konspirację bojową, nawiązał łączność ze światem zewnętrznym, jego raporty szły na Zachód. Po 947 dniach udręki, podczas obozowej Wielkanocy 1943 r., dzięki misternie przygotowanemu planowi i szczęściu, które go nie opuszczało, udało mu się uciec.
Na wolności od razu powrócił do działalności konspiracyjnej. Jeszcze w trakcie brawurowej ucieczki prosił okoliczne placówki AK i centralę w Warszawie, o zgodę na podjęcie akcji wyzwolenia obozu. Jego plan uznano jednak za nierealny.
BEZ WZGLĘDU NA KONSEKWENCJEJakie były dalsze losy Witolda Pileckiego? Kiedy rozkaz organizacji "NIE" zabronił mu wzięcia udziału w Powstaniu Warszawskim, walczył jako szeregowiec w Zgrupowaniu Chrobry II. Podczas walk zginął jego przyjaciel i współuciekinier z Oświęcimia, por. Jan Redzej. 13 sierpnia z powstańczej reduty przy placu Starynkiewicza Pilecki wycofał się jako ostatni. Dowódca sąsiedniej kompanii, por. Zbigniew Bryn zapamiętał, że Witold wyróżniał się "zawsze uwidaczniającym się uczuciem opiekuńczym. (...) I z tego właśnie powodu, obok różnicy lat, jaka nas dzieliła, w gronie najbliższych nazywaliśmy go »Tata«".
Po osadzeniu w oflagach Lamsdorf (Łambinowice) i Murnau nie zapomniał, że zgodnie ze złożoną przysięgą jego obowiązkiem jest powrót do Polski. Gen. Anders zaakceptował jego plan, że będzie zbierał informacje o działalności nowego okupanta i rozładowywał zbrojne podziemie. Będąc w Polsce, po raz drugi nie wykonał rozkazu - miał zameldować się w II Korpusie. Nawet, gdy bezpieka była na jego tropie, nie skorzystał z możliwości wyjazdu na Zachód. Do końca pozostał na posterunku, co określił słowami: "Ja zostanę, wszyscy nie mogą stąd wyjechać, ktoś musi tu trwać bez względu na konsekwencje".
DLA KOMUNISTÓW ZDRAJCAJego niebywałe czyny zapewniły mu uznanie na Zachodzie - wliczono go w poczet najodważniejszych ludzi świata. W powojennej Polsce komuniści potraktowali go nie jako bohatera, lecz zdrajcę i konfidenta Gestapo. W kwietniu 1947 r. został aresztowany przez UB. Po śledztwie, prowadzonym przez Różańskiego, podczas pokazowego procesu dostał karę śmierci. Jego dobrowolnie pójście do Oświęcimia okazało się argumentem przeciw oskarżonemu. Według obowiązującej wersji to nie Pilecki, ale Józef Cyrankiewicz był organizatorem podziemia w obozie. Witold Pilecki został stracony w więzieniu mokotowskim w Warszawie 25 maja 1948 r. Spoczywa prawdopodobnie na cmentarzu służewieckim w Warszawie.
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI
Komentarz (1)