Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Lata (bez) walki - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego Wysłane poniedziałek, 31, stycznia 2005 przez Krzysztof Pawlak |
Zmarła Stanisława Sowińska ps. Barbara. W nekrologu od kolegów-lewaków (Rada Krajowa Weteranów Lewicy, Rada Krajowa byłych Żołnierzy Armii Ludowej) czytamy: "Brała czynny udział w walce z okupantem w szeregach GL i AL. Była oficerem sztabu Głównego AL. Po wojnie służyła w Wojsku Polskim, doszła do stopnia podpułkownika". W 1966 r. "Książka i Wiedza" wydała jej wspomnienia pt. "Lata walki". Przytoczmy ich fragmenty. Naprawdę warto.Dedykacja: "Pamięci poległych w walce podziemnej z najeźdźcą hitlerowskim".
Po wybuchu wojny radziecko-niemieckiej. Rozmowa z GL-owcem: "Chcę iść na robotę wojskową - poprosiłam, gdy skończył mówić. - Mogę przewozić i przenosić broń.
- Broni nie będziecie przewozić, dlatego że jej nie mamy".
Kilka stron dalej rozmowa z innym gwardzistą. "Uświadamiająca", czym jest Gwardia Ludowa:
"Jest to organizacja wojskowa [bez broni??? - TMP], powołana do życia przez Polską Partię Robotniczą, skupiająca wszystkich uznających konieczność natychmiastowej czynnej walki z okupantem [w przeciwieństwie do AK-owskiego stania z bronią u nogi - TMP], bez różnicy przekonań politycznych i przynależności partyjnej [to znane również dziś lewicowo-postępowe frazesy, patrz np. Aleksander Kwaśniewski, prezydent wszystkich Polaków - TMP]".
"Zastanówcie się, kochane dziewczynki - zaapelował do nas Ignaś [Ignacy Loga-Sowiński, jeden z czołowych lewackich "partyzantów"; po 1956 r. bliski współpracownik Gomułki - TMP], który słynął ze swojego przyjacielskiego odnoszenia się do ludzi, miał nawet przydomek »kochany chłopak« - zastanówcie się, jak dostarczyć do Łodzi wydawnictwa Sztabu Głównego ["Barbara" rozwoziła po kraju organ GL-u - "Gwardzistę" - TMP]".
NA PEWNO INTELIGENTO bohaterstwie gwardzistów: "W lipcu 1942 roku zorganizowana przez »Mietka« Moczara akcja sabotażowo-odwetowa pokryła niebo łuną pożarów. Paliły się trzy wielkie niemieckie folwarki podmiejskie".
Narada komunistów: "Zabrał głos »Marek« [Marian Spychalski, szef Sztabu Głównego GL-AL, gomułkowiec; późniejszy marszałek Polski i przewodniczący Rady Państwa - TMP]. Mówił wolno, cicho, z namysłem. Odpowiadał na nasze pytania, wyjaśniał, skąd pochodzą różne niedociągnięcia w pracy, na które tak biadolimy.
- Nikt za nas nic nie zrobi. Musimy liczyć tylko na siebie samych, samodzielnie starać się pokonywać trudności. Słowa jego trafiły nam do przekonania (...).
- Na pewno inteligent - ocenił Olek. (...)
Myliliśmy się jednak sądząc, że »Marek« pochodzi z inteligenckiej rodziny. Ojciec jego wywędrował ze wsi do miasta i przez długie lata pracował jako palacz w fabryce Kleinmanna w Łodzi. »Marek« sam, z wielkim trudem, dzięki własnej pracy, często o głodzie i chłodzie, zdobył wykształcenie inżyniera-architekta. Matka jego, prosta, niepiśmienna kobieta, zachęcała go do nauki mawiając: »Ucz się, synu, ucz - bo to twój majątek, tego ci ani ogień, ani woda nie odbierze«".
SZCZERA PRACA DLA POLSKISierpień 1942: "Gwardia Ludowa rosła, powiększała się. Tworzyła drukarnie, zdobywała broń, na którą czekały chciwie dziesiątki, setki kandydatów do partyzantki leśnej, nie mogących ruszyć w teren jedynie z powodu jej braku. Zaroiły się lasy oddziałami partyzanckimi. Zaczęły wylatywać w powietrze pociągi i mosty kolejowe. Nie było niemal lasu, gdzie by na skraju nie widniały kartki z napisem: - Wstęp Niemcom wzbroniony! (...) Rósł czyn, wraz z czynem rosła i legenda. Rozchodziły się szeroko po całym kraju wieści o cudownych wyczynach »chłopców leśnych« - »Jędrusiów«, »Kubusiów«, »Kościuszkowców". Wzrósł w narodzie duch oporu, wola walki zbrojnej. Zrozumieli Niemcy, że to nie przelewki, nie pojedyncze, sporadyczne wystąpienia; zrozumieli, że mają do czynienia z zorganizowaną, planowo działającą siłą [to wszystko dzięki komunistom z GL, przecież tylko oni walczyli z Niemcami!!! - TMP]".
"Pewnego dnia »Anna« patrząc na mnie badawczo powiedziała: - Mój współpracownik organizacyjny, który widział panią ze mną kilka razy, ostrzegł mnie, że jest pani z Gwardii Ludowej. - I cóż mu pani odpowiedziała? - zapytałam niezmiernie ciekawa, czy ta »straszna« wiadomość nie doprowadzi do zerwania ze mną kontaktu. - Powiedziałam mu, że nie ma znaczenia, w jakiej kto jest organizacji - ZWZ czy Gwardii Ludowej, jeśli tylko szczerze pracuje dla Polski. Gwardziści są również dobrymi Polakami, dobrze biją się z Niemcami ["Barbara", rzecz jasna celowo, stawia na równi ZWZ-AK - największą podziemną armię świata z GL - nieliczną jeszcze wówczas sowiecką agenturą w Polsce - TMP].
O Helenie Wolińskiej "Lenie", ściganej obecnie za zbrodnie komunizmu: "tęga, rubaszna, pewna siebie dziewczyna. Przeniesiono ją dopiero co z partyzantki w Kieleckiem. Umiała niezgorzej po partyzancku kląć, w czym prześcigała nas wszystkich - kobiety i mężczyzn".
O swojej "walce": "Zostałam odkomenderowana do grupy bojowej, przy czym miałam pełnić jednocześnie funkcję sekretarki »Zenka« (Zygmunt Mołojec), szefa zaczynającego się wówczas formować Oddziału Informacji Sztabu Głównego ["Lena" Wolińska i "Barbara" Sowińska były nałożnicami GL-owców, na tym głównie polegała ich "walka" o Polskę; obie po wojnie zostały podpułkownikami, pierwsza w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej, druga w Głównym Zarządzie Informacji WP; za Stalina i Bieruta "Barbara" - jak inni gomułkowcy - była aresztowana za "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne", potem znalazła spokojną przystań we Francji; "Lena" "po marcu" emigrowała do W. Brytanii - TMP]".
ORZEŁ Z LUDUO przekształceniu Gwardii Ludowej w Armię Ludową: "- Zmieniamy nazwę? - Nic nie rozumiecie - zirytował się »Marek« [Spychalski - TMP]. - Rzecz nie na nazwie polega, lecz na treści. Nie będzie rzeczywistej Armii Ludowej przez zmianę tylko nazwy. Zaczęliśmy od małej grupki partyzanckiej przeszło rok temu, dziś mamy setki oddziałów, które przekształcają się w regularne jednostki wojskowe. - Naszym godłem - mówił dalej »Marek« - jest, tak zdecydował sztab, orzeł piastowski. Orzeł piastowski z ludu wyszedł i do ludu wraca, jako jedynego i prawdziwego jego nosiciela... Wiem, będą pisać o nas, będą krzyczeć, że podszywamy się pod cudze, nie swoje symbole, że to oszukańczy manewr, »zmiana taktyki«; reakcji wydaje się, że to ona posiada monopol na polskość i patriotyzm... [reakcja potwierdza dziś, że celem była kradzież części nazwy Armii Krajowej, aby komuniści wyglądali na poważną konkurencję, a Gwardia za bardzo kojarzyła się z Sowietami - TMP]. Musimy stworzyć kadry oficerskie. Każdy gwardzista-szeregowiec dziś, to jutrzejszy oficer i dowódca [wkrótce komunistom udało się to zrealizować, co zresztą tragicznie skutkuje do dziś - TMP]".
"Zapał Marka udzielił się nam, wzrósł do niebywałych rozmiarów, gdy opowiedział on nam o powstaniu Dywizji imienia Tadeusza Kościuszki w Rosji, o generale Berlingu, gdy roztaczał przed nami wizje przyszłości, kiedy to dywizja po przejściu szlaku bojowego z dalekiej Rosji [czyli wcześniejszej zsyłki - TMP] do Warszawy (o Berlinie nie śmieliśmy jeszcze wtedy marzyć) połączy się z Armią Ludową i stworzy jedną wielką Armię Polską... [to z kolei, niestety udany, plan stworzenia przeciwwagi dla legalnej AK i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie - TMP]".
OKO ZA OKOO Narodowych Siłach Zbrojnych: "- Są całe wsie, gdzie przewagę ma Gwardia Ludowa i BCh. Tam, gdzie są bogate dwory i chłopi bogatsi - górą jest NSZ. W wielu dworach dziedzic trzyma dla ochrony uzbrojone oddziały NSZ i żywi je, tak się dranie boją »ludowych«. Ale z Niemcami się nie biją, o nie, gdzieniegdzie komitywę z nimi trzymają, razem piją... (...) Były to nie pierwsze i nie ostatnie sygnały ostrzegawcze przed falą mordów, walk bratobójczych, którą rozpętały NSZ i niektóre kierownicze czynniki organizacji wojskowych AK [znana teza o zainicjowanej przez "reakcję" wojnie domowej - TMP]".
O "fali mordów" NSZ: "W połowie sierpnia przyjechał na rowerze młody partyzant i przywiózł straszliwą, wstrząsającą wieść. W okolicy Kraśnika oddział NSZ pod pozorem pertraktacji wciągnął w zasadzkę i wymordował nasz oddział im. Kilińskiego - kilkudziesięciu gwardzistów... (...) - Kanalie! Łotry! Tak dłużej być nie może. Oni naszych mordują, a my nic. Powiedzcie tam, w Warszawie, niech coś postanowią. (...) Przyznaję szczerze, że te słowa, odzwierciedlające najprostszą, zdawałoby się, najsłuszniejszą chęć odwetu, »oko za oko - ząb za ząb«, wydawały mi się słuszne z początku, sprawiedliwe. (...) - Trzeba chwytać i sądzić przestępców".
O "niektórych kierowniczych czynnikach organizacji wojskowych AK": "Dnia 19 września 1943 roku ukazał się rozkaz komendanta »Sił Zbrojnych w Kraju«, hrabiego Bora, który nakazywał: »Działać należy w kierunku likwidowania przywódców i agitatorów w bandach... nie wolno przystępować do likwidacji bez pewności osiągnięcia zupełnego powodzenia...« (...). W kilka zresztą miesięcy później, w kwietniu 1944 roku, komendant główny AK powitał uroczyście bandyckie, współpracujące z gestapo NSZ w szeregach Armii Krajowej [akurat z gestapo często współpracowali komuniści, denuncjując wojskowych i cywilnych przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego; szkoda, że do likwidacji bolszewii AK przystępowała mało stanowczo - TMP]".
FRONT ZATRZYMAŁ SIĘO Gomułce: "Głowa z mocno sklepioną czaszką, wysokim czołem - podwyższonym łysiną, ciekawa twarz... Zaraz, kogo mi ta twarz przypomina? No tak, trochę Żeromski, trochę asceta-fanatyk... (...) W trakcie picia obrzydliwego, słodzonego sacharyną płynu opowiadałam »Wiesławowi« o swojej przeszłości, o tym, jak do wojny prawie siedziałam w więzieniu w Łodzi - jeden więzień polityczny w celi pomiędzy 70 przestępczyniami kryminalnymi [to ten straszny berezowo-kartuski terror reżimu Piłsudskiego; dzięki sanacyjnemu więzieniu Sowińska-przedwojenna komunistka przeżyła rozprawę Moskwy z KPP - TMP]".
"Radość nasza nie ma granic, kiedy Niemcy otwarcie przez »szczekaczki« podają »o utworzeniu rządu polskiego w Chełmie«. Jakaż duma nas rozpiera, gdy między innymi nazwiskami, które wymieniają słyszymy nazwisko »Marka« [Spychalskiego - TMP]. Pod »szczekaczkami«, w każdym miejscu większego skupienia fruwają ulotki Armii Ludowej, PPR, KRN, wzywające do wzmożenia walki, objaśniające treść i znaczenie PKWN, mówiące o zbliżaniu się Armii Czerwonej wraz z Wojskiem Polskim [wszyscy Polacy się cieszą - TMP]. Nie był to jednak upragniony koniec. Front zatrzymał się. Niemcy opanowali panikę [celowego zatrzymania się Sowietów na linii Wisły Sowińska oczywiście nie skomentowała, taki determinizm dziejowy - TMP]".
O Powstaniu Warszawskim, zgodnie PRL-owską propagandą: "Mimo zaskoczenia, mimo zasadniczo przeciwnego stanowiska Armia Ludowa wzięła udział w powstaniu warszawskim. Walczyli i ginęli obok siebie AK-owcy i AL-owcy (...). Potwierdziły się raz jeszcze i zdemaskowały tendencje »Bora« oraz innych przywódców powstania, gdy zamiast proponowanego przez AL przebicia się na Pragę, wówczas już wyswobodzoną, »Bór« podpisał niespodzianie kapitulację i oddał powstańców w ręce niemieckie. Rozbrojeni powstańcy poszli do obozów, na tułaczkę, a »Bór« z honorami przez oficerów niemieckich zawieziony został do »niewoli« [to już całkowita aberracja - TMP]".
BEZROBOCIA W OGÓLE NIE BĘDZIEW "wyzwolonym" Lublinie (bez komentarza): "Jednego tylko jesteśmy pewne, że otrzymamy od władzy ludowej to, czego od lat pragnęłyśmy: ja - pracę, zapewnienie, że nigdy nie będę bezrobotna, bo bezrobocia w ogóle nie będzie, i możność nauki, której łaknęłam od dzieciństwa i której musiałam się wyrzec; Roma - iż nigdy nie będzie musiała pracować jako służąca, czego najbardziej w życiu się obawiała - podział na służące i panie nie będzie istnieć. »Marek« [Spychalski - TMP] tłumaczył nam często, że trzeba będzie się nauczyć nie tylko walczyć, ale także i rządzić, jednak nie wierzyłyśmy mu. (...) A teraz oko w oko stajemy z »władzą«, która wyszła spośród nas".
W Berlinie (poetycko): "W Tiergarten wybuchy wyrwały z korzeniami ogromne drzewa, które powalone na ziemię tworzyły nieprzebyty gąszcz iście dziewiczej dżungli. Z Bramy Brandenburskiej rozoranej pociskami strącono kamienne rumaki. Na ich miejscu powiewał triumfalnie czerwony sztandar zatknięty ręką żołnierza radzieckiego".
Tadeusz M. Płużański
Komentarz (0)