Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Podróż do przeszłości - artykuł Stanisława Michalkiewicza (o TW "Historyku" ciąg dalszy...) Wysłane wtorek, 4, stycznia 2005 przez Krzysztof Pawlak

Gdyby tak istniał jakiś instrument mierzący poziom zainteresowania poszczególnymi wydarzeniami, to pewnie skandal towarzyski związany z ujawnieniem agenturalnego epizodu Małgorzaty Niezabitowskiej wygrałby z wyborami na Ukrainie, Nic zresztą dziwnego, bo przecież "było wiadomo", że "i tak" wygra Wiktor Juszczenko, więc czym tu się ekscytować? Nie ma czym - tym bardziej, że zwycięzca zapowiedział, iż swoją pierwszą wizytę złoży w Moskwie, zaś jego polityczna muza Julia Tymoszenko oświadczyła nawet, że Rosja i Ukraina to "bracia syjamscy". Inaczej zresztą być nie może, o czym wie każdy, kto pamięta, iż Julia Tymoszenko zarobiła swoje miliardy na pośrednictwie w sprzedaży rosyjskiego gazu. Znaczy się - "policmajster powinność swej służby zrozumiał". Zdaje się, że nasi "pomarańczowcy" po raz kolejny dali się nabrać na prowokację zimnego czekisty Putina, który tym razem zrobił "matrioszkę" po amerykańsku, tzn. z udziałem zachwyconego ludu i na koniec, po rozmowach w Hamburgu, już jawnie dworował sobie z prezydenta Kwaśniewskiego, który chyba szczerze myślał myślał, że to wszystko naprawdę i że swoim wyjazdem do Kijowa inauguruje mocarstwową epokę w historii Polski.
Więc najbardziej elegancki skandal towarzyski wygrałby nie tylko z ukraińskimi wyborami, ale nawet z tsunami w Azji, bo tam zginęli tylko prości turyści i tubylcy, a tu - strach pomyśleć - gasną, a w każdym razie zaćmiewają się gwiazdy i to pierwszej, no - co najwyżej drugiej jasności. W takiej sytuacji kogo może obchodzić, że 27 grudnia, po miesięcznym oczekiwaniu, zostałem dopuszczony do lektury akt w lubelskim Oddziale IPN? Oczywiście nie wszystkich, o które prosiłem, bo akta oznaczone sygnaturami IPN Lu-0276/158 i IPN Lu-0317/2 "zawierają dane identyfikujące osoby, które udzieliły pomocy w zakresie czynności operacyjno-rozpoznawczych organom, służbom i instytucjom państwowym uprawnionym do ich wykonywania na podstawie ustawy". Inaczej mówiąc, akta te zawierają dane identyfikujące konfidentów Służby Bezpieczeństwa, bo to oni właśnie "udzielali pomocy". W związku z tym ich dane personalne "podlegają ochronie bez względu na upływ czasu" i na podstawie ustawy z 22 stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych "dokumenty zawierające powyższe dane zostały oznaczone klauzulą ściśle tajne". Dlatego też na dostęp do akt oznaczonych tymi dwiema sygnaturami otrzymałem decyzję odmowną, tak właśnie uzasadnioną, ale za to uzyskałem zezwolenie na dostęp do akt oznaczonych sygnaturami IPN Lu-08/267 i IPN Lu-0317/1. Ano - "jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma".
Z lektury owych akt przekonałem się, iż osoba, która korzystała z nich przede mną, musiała interesować się tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "Historyk", bo miejsca, gdzie o nim mowa, pozaznaczała sobie paskami białego papieru, który wyraźnie kontrastował i jakością i kolorem ze spłowiałym papierem PRL-owskim, więc musiał być umieszczony tam bardzo niedawno. Niby miałem ułatwione zadanie, ale w porę przypomniałem sobie, co w takich sytuacjach radził Lenin. Radził on, by "ufać i kontrolować", więc na wszelki wypadek przejrzałem wszystko; no - prawie wszystko, bo to było wiele tomów, więc przez jeden dzień nie zdążyłem wszystkiego przejrzeć do końca. Ale i tak znalazłem te karty, o których już pisałem, a więc korespondencję między Lublinem i Warszawą z roku 1979 w sprawie aktualizacji kartotek, bo Jerzemu Kłoczowskiemu nr ewid. 8529 zmienił się oficer prowadzący. Poza tym, na karcie 115 w aktach IPN Lu-0317/1 znalazłem jeszcze jedną korespondencję z datą 27 czerwca 1980 r., gdzie pod poz. 41 znowu figuruje Kłoczowski Jerzy s. Eugeniusza, jako posiadacz karty E-16, co oznaczałoby, że współpraca z SB trwa w dalszym ciągu. Gdyby bowiem została zerwana, jak np. w przypadku pewnego ojca jezuity, noszącego, jako "osobowe źródło informacji", numer ewidencyjny 27125, to karta E-16 zostałaby skierowana do archiwum, co zresztą zostało akuratnie zaznaczone. W dokumentach tych jest zresztą znacznie więcej osobistości, które "udzielały pomocy" odpowiednim "organom" i patrząc na to chłodnym okiem naturalisty, można prima vista sformułować pewną prawidłowość. Otóż jeśli ktoś jest nieubłaganie i niepoprawnie postępowy, to prawdopodobieństwo, iż w swoim życiorysie miał epizod agenturalny, jest stosunkowo wysokie. Jest tak nawet w tych przypadkach, kiedy inni tajni współpracownicy SB uważali taka osobę za zakamieniałego konserwatystę. Np. TW "Docent", który na KUL był chyba jakimś księdzem profesorem (jest znakomicie zorientowany w stosunkach osobistych między profesorami, a na spotkanie "w samochodzie nad zalewem Zemborzyckim" przybywa "po cywilnemu", co oficer skrupulatnie odnotowuje, podobnie jak nalegania o wydanie paszportu zagranicznego), uważa prof. Kłoczowskiego za "konserwatystę", ale oczywiście nie zna treści jego rozmowy z ubekami, jaka znajduje się w aktach IPN Lu-08/267 w tomie IV, na kartach 41,42 i 43, z której wyłania się portret osoby o poglądach tak postępowych, iż ubecy, którzy przecież z niejednego pieca wyjadali, są zdumieni, że takie poglądy w ogóle są. Nawiasem mówiąc, osoba, która przeglądała te akta przede mną, nie zauważyła jednak, ze w tomie VIII-IX, na karcie 114. jest sprawozdanie sporządzone dla zwierzchności, gdzie czytamy m.in., że "tow. Wach, pracując od września 1961 r. pozyskał 4 t.w. - "Doktor", "Historyk", "Etnograf", "Elektryk", zaś na karcie 115. zapisana jest m.in. niezbyt wysoka ocena naszego "Historyka": "Oceniając dokonane pozyskania trzeba stwierdzić, iż poza t.w. »Historyk« i »Henryk«, są one w pełni udane". Rzeczywiście; pierwsze rozmowy i zadania wykonuje "Historyk" jeszcze nieumiejętnie, o czym można przekonać się z karty 135. z tomu VI-VII oraz z karty 292. w tomie VIII, ale widać później się wyrobił, skoro wytrwał co najmniej do roku 1980, a i z niego nie zrezygnowano.
Oczywiście, jak już Państwo się domyślacie, wszystko to są fałszywki. Tak samo mówi Małgorzata Niezabitowska i generał Czempiński Gromosław i pewnie tak samo będzie mówił teraz każdy. Doprawdy szkoda, że red. Lesław Maleszka nie wpadł na ten pomysł, zamiast bezmyślnie przyznawać się do współpracy z SB. Mógłby wraz z innymi autorytetami moralnymi podpisać się np. pod protestem przeciwko mnie, a w przyszłości - kto wie? - może nawet dostać Order Orła Białego?

Stanisław Michalkiewicz


# 4
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: duch.swiety@xyz.wp.pl
Data: sobota, 19, marca 2005
ip: 83.27.109.54
Komentarz
Jedną z najbardziej ohydnych forma donosicielstwa, z jakiej wyśmienicie żył, żyje i żył będzie (może już niedługo) Kościół katolicki - jest tzw. spowiedź święta, najohydniejszy sposób na zrobienie z człowieka wolnego tzw. "wiernego"- kwintesencji groteski i parodii obywatela świeckiego państwa prawa, w którym to Konstytucja wyznacza granice zbywalności jego praw obywatelskich oraz wyraźnie stanowi, czego zbywać mu nie wolno, nawet choćby tego bardzo chciał... To usakralniona forma zniewolenia człowieka przez CZŁOWIEKA. Ciekawym co zawierały teczki agentów (ile tajemnic spowiedzi) w habitach habitach sutannach przekazane przez skundlony z Kościołem resort spraw wewnętrznych? Na Miodowej wiedzą – jest tam jedna piwnica, bardziej strzeżona, niż sypialna naczelnego gubernatora w nocy. Czy kler rzymsko-katolicki też w imię chrześciajńskiej PRAWDY podda się lustracji?


# 3
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: r.wilczur@aesculap.edu.pl
Data: niedziela, 9, stycznia 2005
ip: 81.190.18.143
Komentarz
Mógłbym podpisać się pod wypowiedzią p. M. J. Olbrychta (komentarz # 2)!

A co do p. Niezabitowskiej -- dziwne, że milczała TAK DŁUGO!! "Gazeta Polska" w numerze za czerwiec 1993 r. napisała, że Małgorzata Niezabitowska = TW "Nowak". I co? Jedenaście lat i pół roku ciszy, a potem nagłe "satori" blond-ex-rzeczniczki?

Antoni Kosiba


# 2
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: olbrycht@neostrada.pl
Data: czwartek, 6, stycznia 2005
ip: 83.29.97.192
Komentarz
Panie Redaktorze,

dziekuję za ciekawy felieton. Daje on dokładny
obraz swiata PRL-u, i tego, kto w tzw. III RP
naprawdę jest w ELYCIE.
Od 1990 roku czytam reglarnie NCZ i pańskie teksty.
Wiele się z nich nauczyłem.

Marek Jan Olbrycht
Nowy Sącz


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: wpopiela@wp.pl
Data: wtorek, 4, stycznia 2005
ip: 80.51.180.141
Komentarz
Widać, że niektórzy się spieszą... robi się bowiem nerwowo.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2477611.html
Krzysztof Kozłowski, b. minister spraw wewnętrznych i zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego", proponuje wyjście: niech to sam IPN stworzy zespoły historyków do opracowania np. inwigilacji KUL-u albo "Tygodnika Powszechnego". Wtedy IPN brałby odpowiedzialność za sposób wykorzystania tych materiałów.

- To bliski mi pogląd. Wiem, że abp Życiński chce wystąpić z wnioskiem do IPN o zbadanie inwigilacji KUL. Na pewno ten wniosek zaakceptuję. Tak samo wniosek dotyczący środowiska krakowskiego. Proszę pamiętać, że ideą Instytutu jest udostępnianie akt innym naukowcom.

(...)

Tam szef krakowskiej PO Zbigniew Fijak zapowiadał publikację nazwisk 50 współpracowników SB. Jest on członkiem zespołu, który badać będzie akta z IPN. Czy to w porządku, że polityk zajmuje się czymś takim?

- Właśnie wybieram się do Krakowa, aby porozmawiać z rektorem UJ prof. Franciszkiem Ziejką. Chcę z nim porozmawiać o wartości prac tego zespołu badawczego. Chcę to osobiście sprawdzić, mimo że mam pozytywne opinie krakowskiego IPN. Lepiej bowiem, aby politycy trzymali się z daleka od takich spraw. Choć gdy to mówię, często słyszę kontrargument, z którym się zgadzam - politycy są takimi samymi obywatelami jak wszyscy inni ludzie.

Ale w trakcie kampanii u części polityków może się pojawić chętka szukania w IPN haków na konkurentów. Mogą zresztą wysłać do IPN znajomego historyka albo dziennikarza, aby poszperał w aktach. A IPN te akta będzie musiał udostępnić.

- To byłaby zbrodnia. W pani stwierdzeniu kryje się podejrzenie, że środowisko naukowe czy dziennikarskie dotknięte jest trądem nieprawości. Takich polityków, dziennikarzy i naukowców trzeba dyskwalifikować. Robię wszystko, aby nie stało się tak jak pani sugeruje. Dlatego jadę do rektora UJ prof. Ziejki, choć nie musiałbym tego robić.

Staramy się być rzetelni i w najwyższym stopniu dochować zasad uczciwości. IPN chce zaproponować wzmocnienie praw osób, które zostały pomówione. Chcemy zaproponować zmianę ustawy, tak aby osoby niepełniące funkcji publicznych mogły poprosić sąd lustracyjny o zbadanie ich sprawy. Może następny Sejm to przeprowadzi. Instytut ma obowiązek udostępniania przejętych dokumentów i informacji w nich zawartych. Od początku mojej służby apeluję o umiar i ostrożność w formułowaniu ocen.

Abp Życiński proponuje, aby powołać specjalną komisję, przed którą osoby mające na sumieniu współpracę z SB mogłyby wyznać prawdę. Jak się Panu podoba ten pomysł?

- Wspieram ten pomysł, a pewną formą jego realizacji mogłoby być "wyznawanie" win przez osobę podejrzaną o współpracę wobec bliskiego sobie środowiska


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME