Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Buława z Jasnej Góry - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego Wysłane środa, 15, grudnia 2004 przez Krzysztof Pawlak |
Na Jasnej Górze, prócz inskrypcji wyrażających wdzięczność Janowi Kulczykowi i innym dobroczyńcom klasztoru, jest jeszcze jeden: "Ukradzione przez Związek Legionistów Polskich". Jeszcze kilka lat temu gablota strzegła buławy i szabli marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. Za kradzież sąd skazał na dwa lata więzienia komendanta ZLP Krystiana Waksmundzkiego. Mimo to do dziś bezcenne pamiątki narodowe nie odnalazły się. Sprawa trafiła za granicę - zajął się ją Europejski Trybunał Praw Człowieka i Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości.Nie pomogła rewizja komornika w towarzystwie brygady antyterrorystycznej w domach Krystiana Waksmundzkiego i związanej z nim Zofii Korczyńskiej (dyrektor Muzeum Czynu Niepodległościowego). Buława zapadła się pod ziemię. Podobno Waksmundzki sprzedał ją za granicę...
"BLISKO SPOKREWNIONY"- Krystian Waksmundzki wyłudził z klasztoru ojców paulinów na Jasnej Górze szable oficerską i srebrną buławę marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. Całą akcję przygotował z premedytacją - uznał Sąd Rejonowy w Krakowie, skazując Waksmundzkiego na dwa lata więzienia.
- Osoby, które zmontowały całą sprawę przeciwko mnie, nie znają historii - tłumaczył się komendant Związku Legionistów Polskich. - Insygnia wypożyczył z klasztoru krewny marszałka Śmigłego-Rydza Mieczysław Żukiewicz, za zgodą rodziny. Ja je tylko przez pewien czas przechowywałem. Potem zwróciłem je Żukiewiczowi i od tej pory nie wiem, co się z nimi dzieje.
- Mój ojciec nie odebrał od Waksmundzkiego żadnych przedmiotów - ripostował syn Mieczysława Żukiewicza, Andrzej. Sąd uznał jego zeznania za prawdziwe.
Żukiewicz senior zmarł w latach 90.
Krystian Waksmundzki komendantem Związku Legionistów Polskich został kilka lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku. Do dziś utrzymuje, że nie tylko jest wielbicielem Śmigłego-Rydza (sam - wzorem marszałka - jest ogolony na łyso), ale należy do rodziny marszałka, a nawet jest z nim blisko spokrewniony. Swojego pokrewieństwa nie potrafi jednak udowodnić.
KAPITAN ZA INSYGNIAMimo, że komendant ZLP został skazany, nie poszedł siedzieć. Nie zapłacił również tysiąca złotych grzywny i - co najważniejsze - nie zwrócił zakonnikom pamiątek po Śmigłym-Rydzu.
Ile jest warta marszałkowska buława i szabla? Biegły sądowy stwierdził, że łącznie 5 tys. zł. Z kolei rzeczoznawca Desy wycenił je na 40 tysięcy.
Mimo skazania Waksmundzki nadal ma grono wielbicieli, którzy za przykładem swojego komendanta podejrzewają wszystkich o spisek i plują na kler. Twierdzą, że ojcowie paulini wyświęcali buławą marszałka różne dziwne osobistości, jakichś masonów, mundur marszałka razem z najwyższymi odznaczeniami państwowymi (również przekazane na Jasną Górę, o czym niżej) zjadły mole (w innej wersji szczury), a sztandary Legionów Polskich zapaskudziły myszy (w innej wersji zbutwiały w wilgotnej piwnicy klasztoru). Wymyślili nawet historię o ojcu Janie Golonce, kuratorze Zbiorów Wotywnych na Jasnej Górze, który sprawował również pieczę nad insygniami marszałka. Zakonnika owego miał mianować kapitanem ówczesny biskup polowy WP Leszek Sławoj Głódź w zamian za... buławę i szablę Śmigłego-Rydza. Dowodów domniemanej bezczelności oczywiście brak. A co stało się z buławą? Według zaufanych komendanta, paulini przerobili ją na... kropidło. To bardzo sugestywne, tyle tylko, że buława "zaginęła" już poza murami klasztoru.
KOMENDANTA NIE MAW Krakowie mało kto wie, gdzie mieści się dom imienia Józefa Piłsudskiego. Jednak ten, kto choć trochę zna historię, kieruje się na ulicę Oleandry, tuż przy Błoniach, skąd w 1914 r. wyruszyła pierwsza kompania kadrowa. Na Oleandrach ma swoją siedzibę Związek Legionistów Polskich i Muzeum Czynu Niepodległościowego. Placówkami kierują Krystian Waksmundzki i wspomniana już Zofia Korczyńska.
Czteropiętrowy budynek wygląda na opuszczony. Przed wejściem wzrok przyciąga tablica z wyrytymi starannie słowami Piłsudskiego: "Żołnierze! Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granice rosyjskiego zaboru jako czołowa kolumna Wojska Polskiego idącego walczyć o oswobodzenie Ojczyzny". Obok wymieniono miejsca bitew legionowych - Kostiuchówka, Łopuszna, Rarańcza i chyba najsłynniejsze - Rokitna.
Zza ogromnych stalowych drzwi wychyla się portier. - Przyjmujemy tylko zorganizowane wycieczki i to po wcześniejszym zgłoszeniu - informuje i zamyka bramę. Do środka wpuszcza dopiero po długim przekonywaniu, że przyjechałem z daleka, specjalnie, aby zobaczyć muzeum. Ekspozycji jednak zobaczyć nie można. - Zwiedzać można tylko za zgodą komendanta - oświadcza. - A komendanta nie ma.
UBECJA STRZELAŁA DO MARSZAŁKAJedyny eksponat, który udaje się dostrzec z parteru, to portret wiszący w centralnym miejscu obszernego hallu. Na nim Józef Piłsudski w stroju galowym. W trzech miejscach ma rozcięty mundur.
- To ubecja strzelała do marszałka. Piłsudski był twardy, ale w końcu wykończyła go walka z wrogami Polski - stwierdza portier.
- A gdzie jest buława i szabla marszałka Śmigłego?
- Tego to ja dokładnie nie wiem - mężczyzna spogląda podejrzliwie. - Zresztą nic nie wolno mi mówić.
Mimo, że muzeum nie zwiedziłem, portier poprosił o mój dowód osobisty, po czym skrupulatnie zapisał dane w swoim kajecie.
- Po co to wszystko?
- Komendant wprowadził takie zwyczaje. Ze względów bezpieczeństwa. Wielu ludziom to muzeum się nie podoba. Wszystko przez komunę, która cały czas jest mocna - kończy portier i ostatecznie zatrzaskuje za mną ciężką bramę.
Z WĘGIER NA JASNĄ GÓRĘJak buława marszałkowska trafiła na Jasną Górę? Srebrną buławę Edward Śmigły-Rydz otrzymał z rąk prezydenta Ignacego Mościckiego 10 listopada 1936 roku. Potem towarzyszyła marszałkowi podczas internowania w Rumunii i podczas ukrywania się na Węgrzech. Latem 1941 roku jej depozytariuszem został Tadeusz Zabokrzecki (ówczesny dyrektor Amerykańskiej Komisji Pomocy Polakom na Węgrzech). W 1983 roku Zabokrzecki przekazał ją ojcom paulinom. Wcześniej, bo w 1974 roku legionista, płk Antoni Dudziński to samo zrobił z szablą i galowym mundurem (razem z najwyższymi odznaczeniami) Śmigłego.
Ojciec Jan Golonka, kurator Zbiorów Wotywnych na Jasnej Górze (ten od biskupa Głódzia):
- Buławę dostaliśmy jako wotum. W 1994 roku wypożyczyliśmy ją razem z szablą panu Waksmundzkiemu. Mówił, że są mu potrzebne do uroczystości legionowych. Po dwóch tygodniach miał je zwrócić.
Paulini mają rewers, który to potwierdza: - Kilka razy wysyłaliśmy upomnienia, ale nikt ze Związku Legionistów nie odpowiedział.
Wersja Waksmundzkiego: - Paulini udostępnili buławę na co najmniej rok. W tym czasie rodzina miała załatwić wszystkie sprawy spadkowe. Zgodnie z wolą spadkobierców marszałka, buława powinna znaleźć się w naszym muzeum.
- Waksmundzki powiedział, że buławę i szablę zniszczyliśmy, i oddał je do konserwacji na Wawel. To wszystko nieprawda, bo przedmioty są u niego, w muzeum - mówi ojciec Jan Golonka. - Miejsce buławy, zgodnie z wolą rodziny marszałka Śmigłego-Rydza, jest na Jasnej Górze. To jedno z ze świadectw naszej narodowej historii.
NIE PIERWSZA SPRAWAKrystian Waksmundzki miał już wcześniej sprawę sądową. W lipcu 1986 roku z pomieszczeń Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa zabrał 65 urn do przechowywania ziemi składanej w Kopcu Piłsudskiego. Prócz tego klucze i pieczątki komitetu, który opiekował się obiektem. W 1992 r. sąd warunkowo umorzył postępowanie.
Czy insygnia marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza wrócą na Jasną Górę? Szanse są niewielkie. Jeden z naszych informatorów twierdzi, że z komendantem Związku Legionistów Polskich jeszcze nikt nie wygrał. - Ma mocnych protektorów. Lepiej go nie ruszać, bo potrafi się odegrać.
Czyżby byli to ci sami protektorzy, którzy są związani ze sprawą Orlenu?
Tadeusz M. Płużański
Komentarz (3)