|
Informacje z Warszawy |
|||||
|
Witryna uniosceptyków Witryna Kary Śmierci Strona warszawskiej edycji Marszu po Kapitalizm
|
Państwowe Radio w swym jednym z programów niepierwszych "ogłosiło", że w niedzielę 12 grudnia 2004 r. odbędzie się spontaniczna demonstracja "solidarności z palmą". Postronnym należy się wyjaśnienie, że przed dwoma laty jakaś nieznalska kompletnie do tamtego momentu artystówka o pięknym, czysto polsko oczywiście brzmiącym nazwisku Rajkowska, rozstawiła swoją "instalację" na jednym z głównym skrzyżowań miejskich - rondzie im. de Gaulle’a. Poziom artystowski tego arcydzieła, do finansowania którego usilnie od razu władze miejskie były namawiane przez kolegów i koleżanki tej wyjątkowej sztukmistrzynki był (i jest) w opinii wielu mieszkańców stolicy znacząco wyższy od innej instalacji koleżanki po fachu z Wybrzeża, która w natchnieniu modernistycznym zawiesiła męskie genitalia na symbolu chrześcijaństwa, co zostało oczywiście odpowiednio nagłośnione przez usłużnych apologetów tego typu sztuki wyzwolonej ze środowiska orędowników "katolicyzmu wojującego". Warszawerski przejaw geniuszu oniryczno-mistycznego przybrał postać palmy wykonanej z tworzyw sztucznych i metalu. Radio z dumą obwieściło głosem mocno niestety już zużytym, choć młodym jeszcze - najprawdopodobniej jednej z organizatorek tego spontanu, że "warszawiacy początkowo przyjęli z mieszanymi uczuciami ten akt, ale po dwóch latach [przemawiająca tak uważała] został już zaakceptowany i jest równym symbolem Warszawy z Pałacem Kultury i Nauki [imienia bandyty sowieckiego, tow. Stalina] czy Rotundy"...Rzeczywiście - dla wyznawców kultu towarzysza Stalina - których nie brakuje m.in. w szczególnie znaczącej liczbie wśród tzw. saloników - kręgu czytelników "Gazety Wyborczej", szczodrze przez dwa lata poświęcającej swoje brukowe łamy dla nieustającej promocji telawiwskiej wersji choinki (akurat przez przypadek postawionej w okresie poprzedzającym Święta Bożego Narodzenia) - pomysł, by wbity w żywy organizm stolicy Polski pal pysznej dumy zdobywców komunazistycznych - uznać za "symbol Warszawy" - jest nieustającym problemem środowiska dawnych "puławian" - niegdysiejszych stalinowców i ich dzieci w dniach dzisiejszych. Tzw. Pekin (im. Józefa Dżugaszwiliego, ksywa bandycka "Stalin") zakłóca od kilkudziesięciu lat swym cielskiem organizację życia centrum miasta, pod którego budowę specjalnie zniszczono odbudowujące się w latach czterdziestych ub. wieku siłami mieszkańców stolicy jej kilka kwartałów. Staraniem opanowanego przez zwolenników "moderne stalinese" Biura Odbudowy Stolicy specjalnie zaprojektowano miejsce pod ów szczególny (prostacko falliczny - jak by mogli się wyrazić krytycy architektury postfreudowskiej) symbol panowania "po wieczne czasy" komunazimu w Warszawie, i co za tym idzie - w całej Rzeczypospolitej, druzgocząc istniejącą od kilkuset lat tkankę "miasta nieujarzmionego" w jego centralnym i najbardziej eksponowanym zarysie. Zaś w Tel Awiwie było po latach 50. ubiegłego wieku spore środowisko "puławian" - wyjątkowo zaciekłych apologetów towarzysza Stalina. Z całą pewnością innym celem chciała się wyrazić owa nieznalska do niedawna artystówka, projektując ten jakże tandetny wyraz swoich marzeń w pobliżu "pala sowieckiego" - nie można przecież domniemywać, że miał on przyczyniać się do "przybliżenia miejsca narodzin Jezusa Chrystusa", biorąc pod uwagę "niebożenarodzeniowe" intencje rodem z Erec Izrael: "Palma wyrosła w Alejach Jerozolimskich Nie ma na niej bombek, bo nie jest drzewkiem bożonarodzeniowym, lecz dziełem sztuki. Pytanie tylko, czy udanym? "Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich" Joanny Rajkowskiej to projekt publiczny w przestrzeni miasta. Jego głównym elementem jest sztuczna palma daktylowa, która od 13 grudnia stoi w Warszawie na skrzyżowaniu: Alej Jerozolimskich i Nowego Światu, na wysepce ronda de Gaulle'a. Pozostanie tam przez cały rok. (...)".
Więcej wyjaśnia opis pomysłu artystówki Rajkowskiej - pupilki osławionej byłej dyrektorki warszawskiej Galerii Sztuki Współczesnej "Zachęta" Andzi Rottenberg - z powyższego artykułu: "»Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich« są pomysłem wziętym z języka, z opowiadania, z próby opisania podróży do Izraela. Szpalery palm wzdłuż Alej Jerozolimskich miały stanowić podsumowanie wyprawy, którą Joanna Rajkowska i Artur Żmijewski odbyli wiosną 2001 roku. W rozumieniu dosłownym jest to przeniesienie widoku, który w Izraelu jest oczywisty, do Warszawy, na ulicę, której nazwa z kolei odsyła do Izraela. W warstwie mniej dosłownej palma nawiązuje do wyrażenia, którym w języku polskim opisujemy coś nie do pomyślenia, coś poza naszym sposobem pojmowania, coś, co mówiąc krótko, uznajemy za idiotyczne. (...)". Więc jak? Wyraz "jerozolimskich" tradycji w Warszawie, gdzie niegdyś na końcu obecnych Alei Jerozolimskich znajdowała się osada żydowskich rolników o nazwie "Nowa Jerozolima", czy - nie? Czy - ma to być jednak - "coś idiotycznego" - ale za to - opłacanego przez mających być zapatrzonych w idiotyzm warszawiaków... Przy tej interpretacji można uznać, że w dla tego dzieła sztuki wyzwolonej od wszelkich dogmatów umysłowych powinno posługiwać się trawestacją "kultowego" cytatu z filmu Stanisława Barei "Miś": "Artystówka: Wiecie, co robi ta palma? Ona odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest palma na skalę naszych możliwości. Wiecie, co my robimy tą palmą? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest palma społeczna, w oparciu o sześć instytucji, która sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu i co się wtedy zrobi? Społeczeństwo: Protokół zniszczenia…?"... ...i znowu wracamy do komunazistowskiego PRL-u... A może to wszystko nie ma tak naprawdę znaczenia - może trzeba prościej, bardziej przyziemnie: na przykład instalatorka palmy miała szczególnie intensywne rodzinne przeżycia rodzinne, w których główny udział brały sztuczne kwiaty stojące w kryształowym wazonie na fortepianie (wersja optymistyczna) albo - w latach PRL-u na szybie położonej na MHD-owskim stoliku "na wysoki połysk" (wersja do-jej-pokoleniowa, może istotnie bardziej trafna) i dlatego ta trauma stanowi przewodni motyw jej dokonań? Ale dlaczego mają za jej psychoterapię płacić warszawscy mieszczanie? Komentarz (0) |
|
|||
|
|
|||||
|
|
|||||
|
|
|||||
|
|
|||||