Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Czy gen. Milewski kazał porwać i zabić księdza Popiełuszkę? Burza w szklance wody - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego Wysłane poniedziałek, 18, października 2004 przez Krzysztof Pawlak |
Historyk prof. Andrzej Paczkowski ujawnił notatkę wskazującą, że inspiratorem zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki był gen. Mirosław Milewski. Większość mediów zachwyciła się i uznała to niemal za pewnik. Informacja nie jest jednak "trzęsieniem ziemi", jak tego chce gen. Wojciech Jaruzelski, ani "kamykiem, który uruchomi lawinę", jak to przedstawia historyk z lewicy Tomasz Nałęcz, ale raczej burzą w szklance wody.Notatka z adnotacją: "sporządzona w jednym egzemplarzu" oraz "nie powielać" - to zapis rozmowy, jaką 25 października 1984 r. przed południem przeprowadzili w Urzędzie Rady Ministrów: gen. Wojciech Jaruzelski, ówczesny premier, oraz jego najbliżsi współpracownicy: gen. Michał Janiszewski, szef URM i płk Bogusław Kołodziejczak, szef Kancelarii KC PZPR. Dokument sporządził obecny na spotkaniu doradca premiera, mjr Wiesław Górnicki, który przed śmiercią przekazał go prof. Paczkowskiemu (dlaczego właśnie jemu?). Górnicki miał przy tym zastrzec, że notatka może zostać ujawniona dopiero w 2010 r., ale Paczkowski terminu nie dotrzymał, gdyż - jak stwierdził - nie widział powodu, żeby 20 lat po śmierci księdza Popiełuszki przestrzegać testamentu nieżyjącego już autora dokumentu.
POPARCIE W APARACIENotatka ma być bezpośrednią reakcją otoczenia Jaruzelskiego na pierwsze przesłuchania Grzegorza Piotrowskiego, które rozpoczęły się kilka godzin wcześniej - w nocy z 24 na 25 października. Uczestnicy narady dokładnie znali zeznania Piotrowskiego. Powiedział on przede wszystkim, że "miał poparcie w aparacie władzy", ale nie wymienił żadnych nazwisk (do dziś morderca księdza Popiełuszki nie ujawnił swoich mocodawców). "Jaruzelscy" jednomyślnie stwierdzili: "Politycznym inspiratorem porwania - niezależnie od indywidualnego fanatyzmu sprawcy - mógł być wyłącznie towarzysz Mirosław Milewski" i "opowiedzieli się za natychmiastowym usunięciem tow. Milewskiego ze stanowiska sekretarza KC PZPR bez konieczności wyjaśniania przyczyn, które to spowodowały. Zwrócono uwagę nie tylko na działalność polityczną Milewskiego skierowaną przeciwko linii IX Zjazdu PZPR, ale także na afery o charakterze finansowym (o czym napiszemy niżej - red.)".
Jednak w innym miejscu notatki Górnicki zapisał: "Towarzysz premier, podzielając dezaprobatę zebranych dla działalności tow. Milewskiego i nie poddając w wątpliwość politycznej, a może i osobistej odpowiedzialności za uprowadzenie, a być może i za morderstwo na osobie ks. Popiełuszki, sprzeciwił się jednocześnie podejmowaniu decyzji personalnych na XVII Plenum KC PZPR, które miało się wkrótce rozpocząć". Jaruzelski mówi, że taka decyzja byłaby "nieuzasadniona", historycy uważają jednak, że generał nie czuł się jeszcze wystarczająco silny, aby usunąć Milewskiego (zrobił to za kilka miesięcy).
Podczas przesłuchania Piotrowski powołał się także na "rozmowy, jakie prowadził w Bułgarii i we Lwowie". Paweł Machcewicz, historyk z Instytutu Pamięci Narodowej, komentuje: - Wiem z analizy innych dokumentów, że we Lwowie SB spotykała się z KGB, bo do Lwowa z Polski było blisko i tak im było wygodniej. Dlaczego Piotrowski wspomniał o Bułgarii - tego nie wiem. Choć po tzw. śladzie bułgarskim w zamachu na papieża Jana Pawła II wiemy, że bułgarskie specsłużby specjalizowały się w działaniach przeciw Kościołowi.
LIBERAŁOWIE I BETONA co mówi dziś na ten temat gen. Jaruzelski? Niewiele: "Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie". Cóż, dziennikarzowi mówić nie musi, ale tym bardziej powinien stanąć przed prokuratorem (w tej i innych sprawach), sam zresztą wyraża taką gotowość: "Jeśli powstaną możliwości prawne, powiem co wiem". Generał wie jednak dobrze, że takie możliwości z pewnością nie powstaną. Już teraz minister sprawiedliwości Andrzej Kalwas zapowiedział, co prawda, że notatką zajmie się osobiście, ale jednocześnie dodał, że nie wie, czy w tej sprawie zostanie przesłuchany Jaruzelski (tak samo zresztą jak Milewski) i "wyjaśnił": "Nie chcę instruować prokuratora, który tą sprawą się zajmie".
Nie mówiąc nic, Jaruzelski "ujawnia" jednak, niby mimochodem, kto stał za zabójstwem księdza Jerzego: "Mógłby to być ktoś ze skrzydła zachowawczego", "Mirosław Milewski należał do tzw. prawdziwych komunistów [betonu] i dlatego jego nazwisko pojawiło się w tych spekulacjach", a dokument ma "wymiar ogromny, trzęsienia ziemi".
Józef Oleksy (wówczas kierownik Biura Centralnej Komisji Rewizyjnej PZPR, dziś marszałek Sejmu III RP) o notatce: "Nie wiem, na ile jest tam wprost dowiedzione inspiratorstwo, ale jak pamiętam, taka dyskusja toczyła się także w kręgach PZPR i już wtedy takie sugestie [o związkach Milewskiego z morderstwem - red.] były formułowane".
Oleksy nie mówi niczego odkrywczego. Potwierdza tylko, że już 20 lat temu pojawiały się takie "spekulacje" i "sugestie". Kto je rozpowszechniał? Czy przypadkiem nie jest tak, że również dziś nagłaśnianie takiej wersji wydarzeń jest na rękę "Jaruzelskim"? Przecież od dawna chcą uchodzić za łagodnych jak baranki liberałów-reformatorów, w przeciwieństwie do twardogłowych, zdolnych do wszystkiego ludzi pokroju Milewskiego. Jednak twierdzenie, że mord na księdzu Jerzym był wynikiem konfliktu na wysokich szczeblach ówczesnych władz PRL - to tylko jedna z hipotez.
Senator Krzysztof Piesiewicz twierdzi, że notatka ma wartość historyczną, ale do sprawy zabójstwa księdza Popiełuszki nie wniesie nic nowego: "Wątek Milewskiego już się w niej pojawiał. Wcześniej nakreślono już bowiem podział na »dobrych« i »złych« - dobrymi byli ludzie generała Jaruzelskiego, złymi - ci z otoczenia właśnie Milewskiego".
Poseł Jan Olszewski, oskarżyciel posiłkowy w procesie przeciwko zabójcom księdza Popiełuszki, od 20 lat jest przekonany, że mocodawców mordu trzeba szukać w Moskwie: "W moim przekonaniu nikt tutaj, zwłaszcza w MSW, nie odważyłby się zrobić czegokolwiek w sprawie ks. Jerzego co najmniej bez konsultacji, jak nie bez zaleceń stamtąd". Olszewski mówi, że przyczyn powstania notatki może być kilka, ale najbardziej prawdopodobna jest taka oto: "Na podstawie posiadanych informacji osoby te wiedziały lub przypuszczały, kto to morderstwo inspirował, ale zdały sobie sprawę, że nie mogą go ujawnić i w związku z tym szukały jakiegoś rozwiązania zastępczego, które pozwoli im jakoś wyjść z tej sytuacji".
"CIĘŻKIE SYTUACJE"To wszystko nie oznacza, że Milewski jest czysty. W sprawie księdza Popiełuszki "wyjaśnia": "nie wie, dlaczego na niego wskazano", "gdyby były jakieś dowody, to wcześniej postawiono by mu zarzuty", "nigdy nikt z kierownictw partii ani resortu spraw wewnętrznych w żadnej rozmowie nie sugerował mu, że mógł by być sprawcą politycznym tego mordu". Radiu ZET wyznał: "Mogę absolutnie powiedzieć, bez cienia wątpliwości, że nigdy nikogo nie zabiłem, tym bardziej księdza jakiegoś. Mówię uczciwie i szczerze - ja nigdy nikogo nie zabiłem, nigdy. Mimo że były nawet ciężkie sytuacje, że trzeba było strzelać".
Jakie to ciężkie sytuacje spotkały Mirosława Milewskiego? Pracę w bezpiece rozpoczął jako 16-letni chłopak, w 1944 r. Od 1958 r. zatrudniony w centrali MSW jako wicedyrektor, potem dyrektor departamentu. Między październikiem 1980 r. a lipcem 1981 r. w "imieniu klasy robotniczej" (z wykształcenia był inżynierem-rolnikiem) sprawował funkcję ministra spraw wewnętrznych (zastąpił go gen. Kiszczak). Resortem faktycznie kierował już wcześniej - od początku lat 70. W książce "bohatera PRL" i jak się niedawno okazało również III RP - Edwarda Gierka "Przerwana Dekada" czytamy o ówczesnym szefie SW Stanisławie Kowalczyku: "Stał się on tylko malowanym ministrem, któremu się tylko wydawało, że pełni tę funkcję. Resortem zaczął rządzić Milewski, on też dawał Kowalczykowi tylko te informacje, które miały trafić na jego ręce".
Karierę polityczną Milewski zaczynał w PPR, by później - naturalną koleją rzeczy tego typu ludzi - znaleźć się w PZPR. W latach 1980-85 był członkiem Biura Politycznego, a od lipca 1981 r. do maja 1985 r. sekretarzem KC. Odpowiadał za milicję. Generałem brygady MO został w 1971 r., a generałem dywizji w 1979 r.
Milewski był bez wątpienia jedną z najbardziej wpływowych osób na szczytach komunistycznej władzy. Jego nazwisko pojawia się nie tylko w kontekście zabójstwa księdza Popiełuszki, ale również Grzegorza Przemyka, wprowadzenia stanu wojennego (opowiadał się za twardą rozprawą z "Solidarnością"; w tej sprawie zeznawał w III RP w charakterze świadka przed komisją odpowiedzialności konstytucyjnej) i afery "Żelazo", ujawnionej niedługo przed śmiercią kapelana "Solidarności". Przypomnijmy, że afera ta dotyczyła zrabowania przez politycznych gangsterów (funkcjonariuszy wywiadu PRL-owskiego, kierowanego przez Milewskiego) i zawodowych gangsterów ze świata przestępczego w latach 60. i 70. dużych ilości złota i kamieni szlachetnych z "imperialistycznego" wówczas Zachodu. Towarzyszyły temu napady i morderstwa. W połowie 1985 r. Milewski został za to usunięty z partii, a w 1990 r. trafił na krótko do aresztu. Generałowi i sześciu innym osobom (gangsterom z obu grup) zarzucono korupcję na wielką skalę przez przyjmowanie korzyści majątkowych. Dokumenty w tej sprawie zostały jednak zniszczone (przez pogrobowców PRL), a śledztwo - z powodu przedawnienia - umorzone (przez prokuratora III RP). Zaiste owo przedawnienie jest cudownym rozwiązaniem dla różnej maści gangsterów.
WSPÓŁPRACA Z NKWDByło i jest tajemnicą poliszynela, że Milewski miał kontakty z sowieckimi specsłużbami. Sam zresztą się do nich przyznawał, twierdząc jednak, że były one częścią jego "służbowych obowiązków".
Kilka lat temu Milewski został oskarżony o to, że jako funkcjonariusz WUBP w Białymstoku w marcu 1947 r. bezprawnie aresztował żołnierza Armii Krajowej Czesława Burzyńskiego i wydał go NKWD.
Milewski twierdzi, że Burzyńskiego nie zna i nie pamięta. Burzyński zaś zapamiętał go bardzo dobrze. "Poznał go" już w październiku 1945 r., kiedy pracował w urzędzie gminy w Lipsku nad Biebrzą (tu w 1928 r. urodził się Milewski). Późniejszy generał, a już wówczas - według słów Burzyńskiego - "ważna figura", przyszedł do jego biura i nakazał, aby je "udostępnić". Potem prowadził tam przesłuchania. Jak wspomina Burzyński, zostawały po nich na ścianach ślady krwi. Drugi raz Milewski przyszedł do Burzyńskiego, który wówczas posługiwał się fałszywym nazwiskiem Korczyński, aby go aresztować. Burzyński wiedział, że jest amnestia i chciał się ujawnić. Potwierdził, że był żołnierzem Armii Krajowej. Milewski osadził go w areszcie białostockiego UB. Jeszcze w marcu 1947 r. powiedział Burzyńskiemu, żeby się pakował, bo wychodzi na wolność. A więc jednak amnestia nie była lipą. Nic bardziej błędnego. Milewski wsadził go do samochodu wypełnionego sowieckimi żołnierzami, którzy wywieźli go na Wschód.
Burzyński został uwięziony w areszcie NKWD w Mińsku i był tam sądzony za działalność przeciwko Związkowi Sowieckiemu, zdradę sowieckiego państwa, dokonanie aktu terrorystycznego i... nielegalne przekroczenie granicy, co było zarzutem najbardziej absurdalnym. Burzyńskiego skazano początkowo na karę śmierci, zamienioną następnie na 20 lat "zesłania do robót katorżniczych". Po śmierci Stalina, w 1954 r. napisał skargę, informując o swoim bezpodstawnym aresztowaniu i skazaniu. Sowieci wypuścili go na wolność dopiero w 1957 r. (po 11 latach ciężkich robót w kopalni węgla w Workucie, został inwalidą I grupy). Rok później jego prześladowca Mirosław Milewski był już w centrali MSW.
TYLKO JEDNA SPRAWAPo powrocie do kraju Burzyński śledził błyskotliwą karierę Milewskiego, aż w końcu (po odzyskaniu niepodległości w 1989 r.) poszedł do prokuratury. Prokurator stwierdził, że Milewski aresztując Burzyńskiego, dopuścił się czynu bezprawnego (żołnierze AK podlegali wówczas amnestii), związanego "ze szczególnym udręczeniem wobec wydania pokrzywdzonego władzom obcego państwa". W końcu sprawa trafiła do sądu w Giżycku. Po kilku kolejnych latach sędzia orzekł: "Oskarżony współpracował z NKWD. Dowodom trudno zaprzeczyć", ale w sprawie Burzyńskiego uniewinnił Milewskiego (tu dowody okazały się niewystarczające).
I jeszcze jeden znany fakt z życia Milewskiego. W 1980 r. zawiózł do Moskwy szefowi KGB Andropowowi listę osób przewidzianych do internowania po wprowadzeniu stanu wojennego.
Dlaczego Mirosław Milewski odpowiada tylko za jedną sprawę i to najbardziej odległą - sprzed pół wieku? Po pierwsze - znaleźli się świadkowie, którzy chcieli zeznawać. Po drugie - zachowały się akta. Może ktoś uznał, że nie są takie ważne, bo kto będzie sięgał 50 lat wstecz, kiedy główne funkcje Milewski pełnił w latach 80.? A może po prostu najwygodniej było oskarżyć generała MSW "tylko" o wsadzenie za kraty żołnierza AK, co w porównaniu z jego późniejszą działalnością może wydawać się błahostką.
Wobec zniszczenia większości akt z okresu późniejszej działalności gen. Milewskiego, wątpliwe jest, abyśmy dowiedzieli się, jaką faktycznie rolę pełnił on w kierowniczym aparacie partyjnym, państwowym i bezpieczniackim, w jakich sprawach uczestniczył i jaki ma związek z zabójstwem księdza Jerzego.
POSZLAKA DO HIPOTEZYNotatka Górnickiego-Paczkowskiego trafi teraz do Instytutu Pamięci Narodowej. Dla prokuratora Andrzeja Witkowskiego z lubelskiego IPN, prowadzącego śledztwo w sprawie okoliczności śmierci ks. Popiełuszki nie jest ona zaskoczeniem: - Tego rodzaju wersja była już uwzględniona i zweryfikowana w toku śledztwa prowadzonego jeszcze w 1991 r.
Wtedy właśnie prokurator Witkowski chciał objąć zarzutami nie gen. Milewskiego - ale gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka i... został nagle odsunięty od sprawy. Do śledztwa wrócił po 10 latach, w 2001 r. - jako prokurator IPN. W wywiadzie zamieszczonym w "Biuletynie IPN" (styczeń 2003 r.) ujawnił notatkę znalezioną w dokumentach Urzędu ds. Wyznań z sierpnia 1984 r., w której Jaruzelski polecił "wzmóc działania wobec ks. Popiełuszki". Jeśli chodzi o notatkę Górnickiego-Paczkowskiego, Witkowski będzie chciał natomiast ustalić, dlaczego uczestnicy spotkania u premiera Jaruzelskiego, będąc przekonani o winie Milewskiego, nie zgłosili tego do prokuratury, która właśnie prowadziła śledztwo w sprawie ks. Popiełuszki. Tłumaczenia gen. Jaruzelskiego, że "były to tylko polityczne spekulacje", trudno traktować poważnie.
Inni historycy IPN też nie uważają notatki za dowód przeciwko Milewskiemu, ale za poszlakę, potwierdzającą jedną z hipotez. Dr Jan Żaryn: - Jest bardzo prawdopodobne, że i generał Jaruzelski, i generał Kiszczak byli doskonale poinformowani o przebiegu całej operacji. Pozostaje tylko pytanie, czy zbrodnia była zaplanowana w 100 proc. i czy miała się zakończyć tak, jak się zakończyła, czyli śmiercią księdza Popiełuszki.
Tadeusz M. Płużański
Komentarz (0)