Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

Strona inicjatywy UPR w sprawie likwidacji podatku spadkowego

Warszawska edycja "Marszu po kapitalizm"

Strona warszawskiej edycji Marszu po Kapitalizm

 

Poczytaj Mamie o PZPR/SLD:
My z "ezelde", my z "ezelde", reakcji (prawnej) nie boim siem!
...bo kiedyś to za takie blache przewinienia nie szło się na partyjny dywanik! Posłanka Szynalska R. z "ezelde" upolowała na szosie... 18-latka
Wysłane środa, 22, września 2004 przez Krzysztof Pawlak

Cytat podstawowy:
"Obiektywnie socjaldemokracja jest umiarkowanym skrzydłem faszyzmu"
Józef Stalin (Np.Onet.pl)


Posłanka SLD ziemi kaliskiej Renata Szynalska potrąciła na pasach 18-latka - najprawdopodobniej była nietrzeźwa. Chłopak z otwartym złamaniem nogi trafił do szpitala.

Do wypadku doszło wczoraj popołudniu niedaleko Pruszkowa. Szynalska nie chciała się poddać badaniom. Dopiero po 4 godzinach zgodziła się na dmuchanie w alkomat.
Urządzenie wykazało 0.4 promila alkoholu. (...)

Za: Onet.pl, Wp z dn. 22.09.2004 r.


Biegły ustala ilość alkoholu we krwi posłanki SLD
Biegły określi, ile alkoholu we krwi miała posłanka SLD Renata Szynalska w chwili potrącenia samochodem 18-latka - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej Maciej Kujawski. Posłanka nie uciekła z miejsca wypadku, ale na badanie zawartości alkoholu w organizmie wyraziła jednak zgodę dopiero kilka godzin po wypadku. Jak się okazało, miała wówczas 0,19 mg alkoholu w wydychanym powietrzu, czyli ok. 0,4 promila alkoholu we krwi. (...)


Do wypadku doszło we wtorek około godziny 15.30. Szynalska jechała trasą Katowicką w kierunku Warszawy volkswagenem passatem. W miejscowości Urząd koło Nadarzyna potrąciła 18-letniego Mariusza W. Nie zatrzymała się przed pasami, którymi przechodził, mimo że przepuszczał go inny samochód.
Szynalską chroni immunitet poselski. Jak poinformował Kujawski Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie wszczęła w sprawie wtorkowego wypadku śledztwo. Dotychczas posłanka nie została jednak przesłuchana. Zanim prokuratura podejmie decyzje o ewentualnych zarzutach i skierowaniu wniosku o uchylenie Szynalskiej immunitetu, będzie musiała się m.in. zapoznać z opinią lekarską dotyczącą stanu zdrowia poszkodowanego.
Jak zapewnia prokuratura, decyzje powinny zapaść w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Jeśli Szynalska stanie przed sądem, za spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu grozi jej od 4,5 do 12 lat więzienia w zależności od obrażeń potrąconego mężczyzny.
(...) Szynalska zasiada w parlamencie trzecią kadencję.

Za: WP z dn. 22.09.2004 r.


Zasłużona towarzyszka Szynalska R. najwyraźniej nie dostrzegła oznak zmian dziejowych, które przecież z taką intensywnością są codziennie szuflowane przez jej partyjnych kamratów. Czas pełnej beztroski i szampańskiej zabawy na państwowo-partyjnym folwarku, zwanym PRL-bis, został odgórnie zakończony lub jest w trakcie zwijania się, choć spora część funkcjonariuszów "ezelde", czyli po prostu - przemalowanych kolaborantów moskiewskich z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - z uporem nie chce tego dostrzec, przyzwyczajona do bezkarności i braku krytyki swoich nagannych zachowań.
Kiedyś - w latach zwycięskiego pochodu komunizmu/socjalizmu w Polsce - wśród co bardziej prominentnych towarzyszy panował obyczaj wyniesiony z czekistowskich metod sprawdzania lojalności: w partyjnych ośrodkach wypoczynkowych, zawsze strzeżonych przez doborowe oddziały wojsk Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, przemalowanego później na Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, odbywały się libacje alkoholowe, na których co słabsze głowy z dłuższymi jęzorami, czyli towarzysze i towarzyszki nie umiejący dotrzymać tajemnicy służbowych, byli "odłowiani" i w wyniku zakulisowych poleceń bezpieczniacko-partyjnych - odsuwani od szczególnie wrażliwych stanowisk.

Powroty z tych spontanicznych aktów lojalności czasem przynosiły podobne wydarzenia do opisywanego przez bezlitosne ostatnio na rozkaz media wypadku zasłużonej towarzyszki Szynalskiej R. Czasami "upolowano" sarnę, czasami dzika, czasami jakiegoś lokalnego kułaka (towarzysze robotnicy rolni z "pegieerów" konsumowali swoje napoje w świetlicach wybudowanych im przez światły i przodujący ustrój, więc na drodze stawali oporem przejeżdżającym funkcjonariuszom partyjnym i bezpieczniackim tylko wraży kułacy!).

Ale nikt z tak błahych powodów nie podnosił rwetesu - gdzieżby śmiał jakiś żurnalista w kontrolowanej do imentu przez Partię prasie czy radiu (to czasy, kiedy, drodzy młodzi obywatele, towarzysz Telewizorow pośród bratniego narodu sowieckiego dopiero pracował nad swym wiekopomnym wynalazkiem w przodującym ustroju, więc nie było jeszcze państwowego kanału Mjuzicznowo TeleWidziennija - eMTiWi...) zająknąć się na ten temat. Co innego służby państwowe - te skrzętnie notowały wszystkie, także i tak przypadkowe przewinienia, by później, gdy czasami komuś się znudził jedynie słuszny ustrój - wyciągnąć archiwa i zapytać się niewinnie, czy może jednak towarzysz/towarzyszka, chce się rozliczyć z "całościowo" z resztą kamraterii...

Podobne mechanizmy działały zapewne jeszcze do niedawna, a nawet - z dużą dozą prawdopodobieństwa można domniemywać - chociażby nie zakończona jeszcze sprawa towarzysza ministra sprawiedliwego z "ezelde" Marka Sadowskiego - trwają po dziś dzień, tylko z przyczyn zakulisowych doznając medialnego od czasu do czasu "uwolnienia".

No, jak tam było, tak tam było, nigdy jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było - głęboko prawdziwą sentencją dzielnego czeskiego wojaka można na razie podsumować ten pełen wrażeń dla byłych towarzyszy PZPR-owców, obecnie na wysuniętych stanowiskach post(?)komunistycznych dzień.


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:
Komentarz: