Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
Ludzie Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW - Klub kawalerów Virtuti Militari - sylwetka prof. Witolda Kieżuna Wysłane wtorek, 21, września 2004 przez Krzysztof Pawlak |
Jeszcze w niedzielę, 19 IX 2004 r. wyemitowaliśmy nagranie
TV ASME z sympatykiem Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW, p. Jerzym Irankiem-Osmeckim, synem szefa II Oddziału AK, byłym dziennikarzem BBC i RWE, zwracając Państwa uwagę na jakość osób gromadzących się już od dłuższego czasu wokół idei wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu RP. Osobistości o porównywalnym formacie z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że znaleźć byłoby trudno w innych miejscach, środowiskach, które - koniunkturalnie, ale jednak - wspierają obecnie ten postulat, często jednak usiłując go rozmyć lub przekształcić na swoją modłę. Dziś mamy zaszczyt zaprezentować Państwu sylwetkę profesora Witolda Kieżuna (Jego syn, również Witold - jest twórcą internetowej witryny o Powstaniu Warszawskim
www.warsawuprising.com, Kawalera Orderu Virtuti Militari i Krzyża Walecznych.
Już niedługo, miejmy nadzieję - jakość ludzi skupionych wokół OR n/rz JOW - przejdzie w ilość...
ASME
Zgodnie z życzeniem (...) przesyłam moje wspomnienia. Duża część tekstu to zebrane informacje o mojej działalności z opublikowanych książek o Powstaniu. Ich tekst nie był przeze mnie autoryzowany (byłem wówczas za granicą), jest on jednak zgodny z moją pamięcią.
Witold Kieżun "Wypad" Podporucznik AK czasu wojny.
Oddział Specjalny Gustaw - Harnaś
AK. Batalion Harnaś
VM. KW.Moje Virtuti Militari
Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari zostałem odznaczony osobiście przez dowódcę Armii Krajowej Gen. Bora-Komorowskiego dnia 23 września 1944 roku w budynku Dyrekcji Gazowni Miejskiej przy ulicy Kredytowej 3.
Według ustnej informacji otrzymanej od dowódcy batalionu Gustaw, majora Gustawa (Ludwika Gawrycha), uzasadnienie wniosku dotyczyło nie tylko udziału w zdobyciu "księżówki" parafialnego domu kościoła Świętego Krzyża i Komendy Policji (Krakowskie Przedmieście nr 1), ale całości mojej działalności bojowej w czasie Powstania, stąd też i celowość opisu paru ważniejszych jej fragmentów.
2 sierpnia 1944 Poczta Główna na placu Napoleona (obecnie Powstańców Warszawskich) atakowana była frontalnie przez Batalion Kiliński. Nasz Oddział Specjalny z zespołem żołnierzy kompanii Grażyna dostał rozkaz natarcia od strony podwórka Poczty sąsiadującego z domem Świętokrzyska 17.
Po wysadzeniu przez kobiecy patrol minerski muru chroniącego podwórko Poczty, mimo silnego ognia ck-emu niemieckiego ustawionego na piętrze głównego gmachu, trzem żołnierzom Harnasia: ppor. Kaszubie (Władysław Wojewódzki) z kompanii Grażyna, kpr. Fryckowi (Franciszek Pies) z Oddziału Specjalnego Harnaś (dezerter z Wehrmachtu, do którego został wcielony w Cieszynie) i mnie kpr. pdch. Wypadowi z Oddziału Specjalnego Harnaś udało się przebiec podwórko, wskoczyć na rampę znajdującą się pod osłoną zadaszenia przeciwdeszczowego i w ten sposób zabezpieczyć się przed ogniem niemieckiego karabinu maszynowego. Pozostali uczestnicy naszego ataku schronili się za częścią zburzonego muru.
Posuwając się po rampie, rozdzieliliśmy się. Kaszuba i Frycek weszli na klatkę schodową, a ja idąc dalej dotarłem do tunelu bramy wyjazdowej Poczty na ulicę Warecką. Uzbrojony byłem w ręczny niemiecki pistolet maszynowy Schmeisser, ubrany w szeroką marynarkę przepasaną wojskowym polskim pasem, z założonymi za nim dwoma trzonkowymi granatami niemieckimi i w polskim hełmie bojowym z 1939 roku. Lewą rękę miałem na temblaku z opatrunkiem dłoni przestrzelonej parę dni przed Powstaniem.
Dalszy przebieg sytuacji opisuje Robert Bielecki w swoim dziele (1989): "
Gustaw Harnaś: Dwa Powstańcze Bataliony", PIW, Warszawa, str. 115, opracowanym i wydanym w czasie mojej nieobecności w kraju.
"Kiedy wbiegł do bocznej bramy Poczty zobaczył na drzwiach napis »Wartownia« - nogą otworzył sobie drzwi i wewnątrz zastał kilkunastu uzbrojonych Niemców. Zaskoczenie było obustronne. »Wypad« pociągnął za spust swego Schmeissera, ale seria nie poszła. Według wszelkich zasad logiki w tym miejscu powinien nastąpić kres życiorysu dzielnego żołnierza. Tymczasem »Wypad«, który w beznadziejnych sytuacjach miał zazwyczaj nieprawdopodobne szczęście wrzasnął »Hande hoch« i wziął do niewoli 14 jeńców wraz z ich bronią. »Wypad« zdobył w wartowni lekki karabin maszynowy typu »Dreyse« z sześcioma zapasowymi lufami, 14 karabinów wziętych do niewoli jeńców, oraz 2000 sztuk amunicji". Spis zdobytej broni sporządzony dla gen. Montera ocalał i znajdował się w prywatnym archiwum Roberta Bieleckiego, które po jego śmierci zostało przekazane Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.
Opis tej przygody znajduje się też w książce: Bielecki R. (1994) "W Zasięgu Pasty", Czytelnik, Warszawa str. 76-77.
Również Maciej Kledzik opisał tę akcję w książce (2003): "Zgrupowanie AK mjr. Bartkiewicza", Wydawnictwo Środowiska Zgrupowania Bartkiewicza, Warszawa, str. 76-77.
Kledzik przypomina, że zabrałem, jeszcze na wartowni, oficerowi niemieckiemu piękny pistolet Walter 9 mm z rączką z kości słoniowej. Za akcję na Poczcie Głównej dostałem rozkazem nr 23 Komendy Okręgu Warszawskiego AK z dnia 19 sierpnia 1944 roku Krzyż Walecznych.
Druga akcja miała miejsce na Woli. Nasz początkowo 14. osobowy Oddział Specjalny, od pierwszego dnia Powstania dobrze uzbrojony (4 pistolety maszynowe, wszyscy z karabinami, lub pistoletami Vis i Walter, plus granaty trzonkowe niemieckie i jajowe polskie, dobrze dozbrojony na Poczcie, m.in. w rkm "Dreyse") był wykorzystywany do doraźnych akcji na różnym trenie. 15 sierpnia miała miejsce próba przebicia ulicy Wolskiej dla połączenia się z oddziałami na Starówce i zbudowania barykad dla zatrzymania niemieckiej komunikacji. Zajęliśmy wówczas stanowiska na terenie browaru Haberbusch i Schiele na ulicy Żelaznej. Nasz atak nie dał rezultatu, następnego dnia Niemczy rozpoczęli ofensywę na ulicy Żelaznej (narożnik z Grzybowską).
Przygotowałem wówczas "minę": do dużej puszki metalowej włożyłem trzonkowy granat niemiecki i polski granat jajowy oblepiony plastykiem. Widząc zbliżający się ulicą Żelazną na skrzyżowaniu z Grzybowską czołg ustawiłem się na narożniku bramy domu. Dopuszczając go możliwie blisko rzuciłem swoją "minę". Z powodu uszkodzenia gąsienicy czołg przekręcając się w miejscu skręcił lufę działa i wystrzelił z ukosa w bramę. Szczęśliwie stojąc po drugiej stronie ściany, gdzie wybuchł pocisk zostałem jedynie obalony na ziemię, całkowicie ogłuszony i zasypany pyłem. Ranni znajdujący się w bramie, przeniesieni do szpitala zginęli następnego dnia na skutek jego zbombardowania. Uszkodzony czołg wycofał się zygzakami z powrotem.
Robert Bielecki, w wyżej cytowanej książce o dwóch batalionach pisze tak na str. 367. "Walki na Grzybowskiej toczyły się zresztą głęboko w nocy, bo na ulicy pojawił się pluton Ukraińców wspierany przez czołg. Pchor. »Wypad« wysunął się na przedpole z miną własnej konstrukcji i rzucił ją pod przejeżdżający czołg." Ponownie wspomina o tej akcji w drugim cytowanym dziele: "W Zasięgu Pasty", str. 225.
23 sierpnia miała miejsce akcja zdobycia Komendy Policji, na Krakowskim Przedmieściu nr 1. W planie tej akcji nasz Odział Specjalny został podzielony na trzy grupy szturmowe. Jedna, z karabinem maszynowym pod dowództwem ppor. Biskupa została w pałacu Staszica z zadaniem blokowania komunikacji Niemców, znajdujących się w Kościele Świętego Krzyża, z załogą na Uniwersytecie, po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia. Druga część została umieszczona w domu Czackiego 14 z zadaniem ostrzelania i zajęcia budynku plebanii Kościoła Świętego Krzyża, tzw. księżówki. Trzecia, w składzie: pdch. Cichy (Michalski Lesław), pdch. Cowboy (Ligęza Andrzej), kpr. Frycek (Pies Franciszek) i ja, pdch. Wypad, została skierowana osobiście przez kpt. Harnasia do domu Traugutta 3. Dołączył do nas pdch. Dębski (Zbigniew Czajkowski) z Grażyny. Na terenie tego domu była też "Zula" (Goral Teresa) z Grażyny. O godzinie 3-ciej w nocy zajmujemy stanowiska ogniowe na strychu . Mamy rkm, pm i karabiny. Zadanie: ostrzeliwać z rkm i pm plebanię i bunkier zbudowany przed klatką schodową. Punktualnie o 4-tej otwarcie ognia. Rkm wali seriami, mój pm - zacina się, reperuje go Cowboy. Plebania odpowiada coraz mocniej my oszczędzamy ognia. Szybko powiększamy otwory strzelnicy i wystawiamy "Piata" świeżo przybyłego wraz z celowniczym pchor. Ali-Babą (Adam Podoliński), z kompanii Janusza. Dalej podaję opis z cytowanej książki Roberta Bieleckiego ("Dwa Powstańcze Bataliony") str. 382:
"Dwa pierwsze strzały oddane ze strychu kamienicy nie przyniosły rezultatu. Ali-Baba po prostu nie trafił w bunkier. Dopiero trzeci - ostatni - okazał się celny. Pocisk trafił w ambrazurę bunkra i eksplodował w jego wnętrzu. Niemiecki karabin maszynowy (potem okazało się, że był polskiej produkcji z Radomia) natychmiast zamilkł, hitlerowcy zginęli na miejscu albo też byli niezdolni do dalszej walki. Likwidacja bunkra była sygnałem do ataku oddziałów skupionych wzdłuż Czackiego i w domach przy Traugutta. Z kamienicy Traugutta 3 przez okno, z którego usunięto zawczasu worki z piaskiem wyskoczyła pięcioosobowa grupa szturmowa Oddziału Specjalnego dowodzona przez »Wypada« (Witolda Kieżuna). Wspomina żołnierz OS »Cowboy« (Andrzej Ligęza): »biegliśmy w kierunku lewego narożnika wejścia do bunkra. Po dobiegnięciu do skrajnego okna budynku stwierdziliśmy, że jest ono dość wysoko. Przykucnąłem pod oknem, a Witek (Witold Kieżun), stojąc na moim ramieniu, poruszył koło okna czapką. Z wewnątrz nie było żadnej reakcji, wobec czego zbił szybę i otworzył okno, a następnie wgramolił się do środka. Podając rękę, pomógł mi wejść do środka, następnie wciągnęliśmy Cichego i pozostałych. Znaleźliśmy się w pomieszczeniach oddzielanych od innych drzwiami zamkniętymi na klucz. 'Dębicz' (Czajkowski Zbigniew) miał karabin i kilka razy walnął kolbą. Zamek puścił. Otworzył się przed nami korytarz biegnący wzdłuż budynku. Idąc tym korytarzem, doszliśmy do miejsca, gdzie po lewej stronie była klatka schodowa, a po prawej wejście do bunkra. Stał tam cekaem Maxim 08 z przestrzeloną chłodnicą".«.Niemcy uciekli w popłochu, zostawiając karabin, amunicję, a nawet płaszcze. Od strony ulicy Czackiego ciągle było słychać strzały na plebanię, bo Niemcy byli jeszcze na górze. Za chwilę wpada już cała czereda kolegów z Czackiego, granatami obrzucają klatkę schodową. Ja tymczasem zabieram ckm i przenoszę go szybko na naszą kwaterę na ulicy Świętokrzyskiej 17. Po załataniu dziury w chłodnicy będzie jeszcze dobrze nam służyć.
Dalszy etap to walka o stojące na podwórku oddzielne budynki policyjne, jeden z nich zostaje oblany ropą i spalony. Broni się budynek główny stojący przy Krakowskim Przedmieściu.
W pewnym momencie wydało mi się, że słabnie ogień niemiecki. Decyduję się na skok przez podwórko ze swoją grupą szturmową OS: Cichy, Frycek, Cowboy, Dębski i jeszcze dwóch ochotników od Harnasia (nie pamiętam ich pseudonimów). Tu znowu cytat z książki Bieleckiego ("Dwa Bataliony Powstańcze"), str. 383:
"Było już chyba dobrze po dziesiątej - wspomina »Cowboy« (Andrzej Ligęza) - gdy dotarliśmy do głównego budynku Komendy Policji. Tu na szczęście nie trzeba było wdrapywać się przez okno, bo od strony podwórza było wejście do klatki schodowej. »Wypad« wraz ze swoim, już nie pamiętam jak licznym oddziałem, posunął się w głąb budynku, a mnie powierzył zadanie ubezpieczenia klatki schodowej jako jedynej drogi ewentualnego wycofania".Tymczasem my wpadliśmy na klatkę schodową i wolno posuwaliśmy się w górę stale nie wiedząc gdzie są jeszcze Niemcy, bo słychać było odgłosy strzałów. Ja wbiegłem na pierwsze piętro i puszczając serię ze schmeissera wzdłuż otwartych drzwi zobaczyłem ckm z założoną taśmą. Okazało się, że załoga częściowo zginęła, a częściowo wyskoczyła przez okna na Krakowskie Przedmieście, gdzie z pałacu Staszica ostrzeliwał ich ckm grupy szturmowej Oddziału Specjalnego, pod dowództwem ppor. Biskupa. Przez okno wychodzące na Krakowskie Przedmieście zobaczyłem trupy żołnierzy niemieckich na ulicy i palącego się niemieckiego "Tygrysa". Stwierdziwszy, że w głównej części budynku nie ma już Niemców wziąłem szybko ckm i wyniosłem go na podwórko, już pełne naszych żołnierzy, spotykając po drodze ekipę filmową, która sfotografowała mnie ze zdobytym ckm-em. Oczywiście szybko go schowałem na naszej kwaterze na Świętokrzyskiej 17, obok tego z "księżówki". W ten sposób OS miał już dwa ckemy i jeden lkmem.
Ostatnie ważniejsze przeżycie to obsada Prudentialu, "drapacza" na placu Napoleona. 17 września 1944 roku pdch. Konrad (Konrad Niklewicz) przekazał mi rozkaz wspięcia się na dach – taras drapacza z telefonem wojskowym i z przewodami w celu bieżącego meldowania o celach i wynikach ostrzeliwania Warszawy przez artylerię radziecką z Pragi, zajętą już 14 września. Telefonista z aparatem i z kablami, pdch. Konrad, pdch. Jerzy (Jerzy Niezgoda) i ja ruszyliśmy na górę. Wejście do 16 piętra było łatwe, bo częściowo ocalały schody, ale dalej do tarasu na 22. piętrze trzeba było wspinać się po szkielecie szynowym zniszczonej windy, co gorzej, na widoku Niemców znajdujących się naprzeciwko na terenie ruin Poczty, ponieważ gdzieś od 8-9 piętra wschodnia ściana drapacza była zniszczona. Udało się nam dotrzeć do tarasu, choć drapanie się po żelaznych sztabach obudowy windy na wysokości 16 piętra było dla mnie deprymujące, ponieważ mam wrodzony lęk wysokości. Wieczorem wróciliśmy na kwaterę nie zauważeni przez Niemców. Następnego dnia, 18 września, ponowiliśmy nasze zadanie.
Na szczycie mieliśmy wspaniały widok samolotów amerykańskich, które akurat tego dnia przeleciały nad Warszawą, zrzucając spadochrony ze sprzętem wojskowym. Niestety widzieliśmy, że większość ich ląduje na terenie niemieckim.
Tego też dnia telefoniście towarzyszył żołnierz ze snajperskim karabinem z lunetą. Mieliśmy rozkaz nie ujawniania naszej obecności na tarasie, tymczasem w pewnym momencie ten żołnierz zobaczywszy przez lunetę dwóch Niemców idących spokojnie ulicą Świętokrzyską strzelił i trafił jednego z nich. Pod wieczór usiłując zejść zostaliśmy ostrzelani w momencie znajdowania się na rusztowaniach windy. To doprawdy niezwykłe szczęście, że nikogo z nas nie trafili, ja o mały włos nie dostałem serią, która przeszła po żelaznych kątownikach.
Szybko wróciliśmy na górę i tam znowu zagroził nam ogień granatników. Leżeliśmy na podłodze tarasu chronieni od góry wąskim okapem. Ta sytuacja trwała do nocy, dopiero po ciemku mogliśmy zejść. Jak wiadomo Niemcy w nocy raczej nie strzelali i nie prowadzili zaczepnych akcji. Ale już więcej nie udało się nam wdrapać na górę "drapacza", bo Niemcy trzymali pod silnym obstrzałem "dziurę" w jego wschodniej ścianie.
Rano 23 września zawiadomiono mnie i paru kolegów, że o godzinie 10-tej mamy być w gmachu Dyrekcji Gazowni Miejskiej na ulicy Kredytowej. Na zebraniu w sali konferencyjnej zgromadziły się reprezentacje oddziałów z terenu Warszawa-Śródmieście-Północ. Wówczas dowiedzieliśmy się, że przybędzie, już ujawnieni z nazwisk, gen. Bór-Komorowski, gen. Chruściel i inni dowódcy i również, że pdch. Konrad (Konrad Niklewicz) i ja zostaniemy udekorowani orderem Virtuti Militari.
Generał Bór-Komorowski, niskiego wzrostu, w ciemno zielonym mundurze z otwartym kołnierzem, nieco zawiódł swoim skromnym wyglądem, ale gdy zabrał głos ogarnęło nas głębokie wzruszenie i świadomość, że jest to wysokiej rangi dowódca. Po wstępnym przemówieniu zaprosił nas do zadawania pytań. Zadałem Mu trzy pytania: Czy wybuch Powstania był uzgodniony z rządem londyńskim? Jaki jest nasz stosunek do AL? Czy znane Mu są plany sztabu radzieckiego na Pradze, kiedy Armia Czerwona ruszy nam na pomoc w wyswobodzeniu Warszawy?
Widziałem, że gen. Bór wyraźnie był zainteresowany moimi pytaniami. Odpowiedział, że jeszcze jest za wcześnie na ujawnienie wszystkich bogatych elementów decyzji rozpoczęcia Powstania, ale że nasze Powstanie nie jest tylko walką o Warszawę, ale walką o całą Polskę, o to, jaka będzie nasza Ojczyzna. Powiedział, że żołnierze Armii Ludowej są naszymi towarzyszami broni i walczą pod jego dowództwem, czego dowodem jest udekorowanie razem z nami orderem Virtuti Militari dwóch dzielnych żołnierzy Armii Ludowej. Wreszcie oznajmił, że żadna armia na świecie nie ujawnia swoich planów, stąd też i on nie zna planów dowództwa radzieckiego, co do daty ataku na Warszawę.
Dekoracja miała oczywiście charakter symboliczny, nie było orderów tylko wygłoszenie formuły o odznaczeniu orderem Virtuti Militari i serdeczny uścisk dłoni.
Była to jedna z najpiękniejszych chwil mego życia.Później, w 1945 roku, uprzednio uciekłszy z niewoli niemieckiej, siedziałem aresztowany przez radzieckie NKWD w więzieniu na Montelupich, w Krakowie i kategorycznie nie przyznawałem się do przynależności w AK. Na wielogodzinne komisyjne przesłuchanie przyszedł oficer radziecki, świetnie mówiący po polsku i powiedział, że kłamię, bo dnia 23 września 1944 gen. Bór-Komorowski udekorował mnie najwyższym bojowym polskim odznaczeniem i, że zadałem Mu trzy pytania. Wymienił je dosłownie po kolei.
Referencje (cytaty z dzieł o Powstaniu w tekście zostały podane wytłuszczonym drukiem):
1. Bielecki R. (1989 ) "
Gustaw Harnaś Dwa Powstańcze Bataliony", PIW, Warszawa
Cytaty: Poczta Główna str. 115, Wola str. 367, "Księżówka" str. 382, Komenda Policji str. 383, Odznaczenie VM str. 435
2. Bielecki R. (1994): "W Zasięgu Pasty", Czytelnik, Warszawa
Cytaty: Poczta Główna str. 76-77
3. Kledzik M. (2003): "Zgrupowanie AK mjr. Bartkiewicza"
Cytaty: Poczta Główna str. 76-77, Odznaczenie VM str. 382
4. Rewera (Kieżun W.): "Wrażenia z akcji", W: "Warszawski Głos Narodowy" nr 26 sierpień 1944, "Księżówka", Komenda Policji
5. Kieżun W. (2000): "Armia Krajowa jedzie na Sybir. Wspomnienia z sowieckiego łagru w Krasnowodsku" w: "Okruchy wspomnień z lat walki i martyrologii AK", ŚZZAK, Kraków, Więzienie na Montelupich str. 13
6. Jewsiejewski W. (1989): "Powstanie Warszawskie 1944", Wydawnictwo Interpress, Warszawa. Moje zdjęcie ze zdobytym na Komendzie Policji ckm-em, dokonane przez powstańczą ekipę filmową, str. 237
Komentarz (0)