| "Schwytać i zabić, zabić i schwytać" - artykuł Stanisława Michalkiewicza Wysłane czwartek, 6, maja 2004 przez Krzysztof Pawlak |
Gdybyśmy nie wiedzieli, że Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej kieruje prezydent, JE Jerzy W. Bush, to można by sobie pomyśleć, że mamy do czynienia z jakimś makabrycznym humorystą. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, jedno drugiego nie musi wcale wykluczać. Kiedy prezydent Bush przemawia w telewizji, na jego twarzy błąka się dziwny uśmiech, mogący wyrażać rozmaite uczucia, np. uczucie dystansu do tego, co akurat podaje do wierzenia. Gdyby tak było, trudno by mu się dziwić, bo jest niemal niepodobieństwem, by prezydent Bush rzeczywiście sam wierzył w to, co mówi. Na przykład mówił, że straszliwy Saddam Husajn jest powiązany z Al-Qaidą, a nawet jest kimś w rodzaju jej inspiratora. Było to oczywiste niepodobieństwo, bo Saddam Husajn był epigonem epoki, kiedy Arabowie walczyli o emancypację jeszcze pod czerwonym sztandarem socjalizmu. Tymczasem Al-Qaida walczy o arabską, a właściwie islamską emancypację pod zielonym sztandarem Proroka. Prezydent Bush nie może takich rzeczy nie wiedzieć, a jeśli nawet jakimś cudem by nie wiedział, to musiała wiedzieć to Kondoliza, która ma w swojej kolekcji podobno aż pięć dyplomów z nauk politycznych. Potem prezydent Bush mówił, że Saddam Husajn ma broń masowej zagłady i trzeba zająć Irak, by broń tę zniszczyć w interesie pokoju światowego i bezpieczeństwa ludzkości. Irak został zajęty, ale żadnej broni masowej zagłady ani nawet jej śladu nie znaleziono. Sprawę tę wyjaśnił pan red. Wildstein, który nie ruszając się z Warszawy, ustalił, iż perfidny Saddam schował tę broń "w miejscach niemożliwych do wykrycia". Tak formuła musiała spodobać się prezydentowi Bushowi, więc nic dziwnego, że na jego twarzy błąkał się zagadkowy uśmiech. Wreszcie, kiedy nie udało się nawet w przybliżeniu ustalić tych "niemożliwych do wykrycia" miejsc, prezydent Bush ogłosił, że tak naprawdę celem inwazji na Irak było schwytanie Saddama Husajna, "żywego lub martwego". Świat bardzo ucieszył się z tej deklaracji, bo ludziom trudno jednak było uwierzyć, żeby prezydent tak potężnego i wielkiego państwa nie wiedział, dlaczego właściwie najeżdża inne państwo. Wreszcie złowrogiego Saddama schwytano, ale - ciekawa rzecz - od tego właśnie momentu sprawy w Iraku zaczęły się komplikować.