Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Ubek za kratami - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego Wysłane poniedziałek, 9, lutego 2004 przez Krzysztof Pawlak |
Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał w mocy wydany w lutym ub.r. przez sąd niższej instancji wyrok 2,5 roku więzienia dla Pawła Tarasewicza, byłego szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bielsku Podlaskim i Ełku. Ubol trafi za kraty, a dodatkowo zapłaci za postępowanie odwoławcze. To jeden z niewielu sukcesów Instytutu Pamięci Narodowej w ściganiu komunistycznych zbrodniarzy.Wymierzanie sprawiedliwości Tarasewiczowi zajęło organom III RP czternaście lat (!), a więc więcej niż trwał okres stalinizmu w Polsce. W czerwcu 1990 r. poprzedniczka IPN - Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, oddział w Białymstoku, wszczęła śledztwo przeciwko ubolowi. Po pięciu latach (!) wniosek o jego ściganie trafił do Prokuratury Rejonowej w Ełku. Na sporządzenie aktu oskarżenia i przekazanie go do sądu prokuratura też potrzebowała czasu. Sąd Rejonowy w Białymstoku wydał wyrok w marcu 2000 r., a więc po kolejnych pięciu latach (!). Został on jednak uchylony i papiery wróciły do prokuratury. W grudniu 2000 r. ściganie Tarasewicza przejęła Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku (IPN), która ponownie skierowała akt oskarżenia do tego samego Sądu Rejonowego w Białymstoku.
KSIĘGA ARESZTOWAŃSąd rozpatrywał dwa akty oskarżenia, które połączono w jedną sprawę. W pierwszym zarzucono Tarasewiczowi, że w październiku 1950 r. w Ełku bezprawnie uwięził, torturował, a w końcu doprowadził do śmierci Halinę Skinder, podejrzaną o konspirowanie przeciwko "ludowej" władzy. Drugi dotyczył wcześniejszego okresu jego pracy w Bielsku Podlaskim. Na przełomie 1949 i 1950 r. kilka razy aresztował kilkunastoletniego harcerza Szczepana Czarniawskiego i znęcał się nad nim, aby chłopiec przyznał się do działalności w organizacji niepodległościowej. Pierwszy akt oskarżenia wniósł do sądu IPN, drugi Czarniawski, który został oskarżycielem posiłkowym w sprawie przeciwko swojemu prześladowcy.
Prokurator żądał dla ubola cztery lat więzienia. Ostatecznie, w lutym 2003 r., sąd rejonowy skazał Tarasewicza na 2,5 roku. Ubol odwołał się do sądu okręgowego, ale ten utrzymał wyrok w mocy. Skazanie jest prawomocne i ubol pójdzie siedzieć.
- Postępowanie było trudne, ponieważ wielu świadków zmarło. Wystarczającym dowodem do skazania oskarżonego były jednak dokumenty IPN - argumentowała sędzia.
Jakie to dokumenty? Księga kontrolna osób aresztowanych przez PUBP w Ełku w latach 1947 - 1954 oraz sprawozdania i raporty szefa UB w Ełku za 1950 r. Na obu są podpisy Tarasewicza.
PŁASZCZ OD PASKAUbol nie przyznał się do autorstwa podpisów. Twierdził, że część z nich została sfałszowana, a inne złożyli jego podwładni (oczywiście już nie żyją; ubole na ogół zrzucają winę na innych, na ogół przełożonych; w tym przypadku przełożonym był Tarasewicz...). Tylko czy ktokolwiek mógł fałszować ściśle tajne dokumenty szefa? Skąd taki pomysł? Otóż 50 lat temu sam Tarasewicz fałszował dokumenty. Tak zrobił z papierami Haliny Skinder (IPN oskarżył go również o to, że "podżegał pracowników do poświadczenia nieprawdy w dokumentach" dotyczących zatrzymania i zgonu kobiety).
Oficjalnie Halina Skinder powiesiła się w celi na płaszczu od paska, faktycznie została zamęczona na śmierć w pokoju przesłuchań. Co zrobił jej Tarasewicz i jego ludzie, dokładnie nie wiadomo.
- Tłumaczenia oskarżonego, że nie miał ze sprawą nic wspólnego, są bezsensowne, gdyż sam przed sądem przyznał, że bez jego zgody pracownicy nie mogli nic zrobić - mówił adwokat Jerzy Korsak, przedstawiciel Janiny Polonis, córki Haliny Skinder, drugiego oskarżyciela posiłkowego w sprawie.
Tarasewicz utrzymywał najpierw, że w czasie, gdy kobieta została aresztowana, nie było go w pracy, a postanowienie wydał Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku. Potem twierdził, że o zatrzymaniu Haliny Skinder dowiedział się dopiero po jej śmierci. Polonis dokładnie pamięta jednak dzień, w którym jej matka została zatrzymana i kto tego dokonał. Zachowane dokumenty też jednoznacznie potwierdzają, że człowiekiem tym był Tarasewicz, że potem prowadził on śledztwo przeciwko Halinie Skinder, a na koniec nie dopełnił obowiązku powiadomienia rodziny kobiety o jej śmierci (tego dotyczył kolejny zarzut IPN).
"NIE" DLA ZMPSzczepan Czarniawski (rocznik 1931) ojca stracił przed wojną; w 1941 r. matkę, razem z pięciorgiem rodzeństwa Sowieci wywieźli na Wschód (w 1946 r. wszyscy wrócili do Polski, z wyjątkiem najstarszego brata, który zginął, walcząc u Andersa). Jako kurier służył w Armii Krajowej. Po wojnie ukończył szkołę powszechną w Brańsku, zdał do gimnazjum w Bielsku Podlaskim i związał się z harcerstwem, odtwarzanym dzięki pomocy księży katolickich. Szczepan szybko został komendantem hufca powiatu Bielsk Podlaski. Kiedy w 1949 r., w ramach "scalenia organizacji harcerskich", odmówił podporządkowania się komunistycznemu Związkowi Młodzieży Polskiej, zgarnęła go bezpieka, a konkretnie... Paweł Tarasewicz. Zarzuty: brak czerwonych krawatów i znaczka ZMP, rozbijanie harcerstwa.
(W grudniu 1944 r. sowiecka przybudówka - PKWN powołał "nowe" ZHP. Ostatni przedwojenni harcmistrze i instruktorzy zostali usunięci w 1949 r. Rok później komuniści rozwiązali ZHP, powołując w jego miejsce Organizację Harcerską ZMP [potem, żeby nie było już żadnych wątpliwości, zmieniono nazwę na Organizację Harcerską Polski Ludowej], która stała się kopią radzieckich pionierów [białe koszule, czerwone chusty; zamiast krzyża - "czuwajka", zmiana Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego z 1932 r.]).
Ratunkiem dla Czarniawskiego miała być współpraca z PUBP (głównie donoszenie na kapłanów; stryj Szczepana, ksiądz, był przyjacielem kardynała Stefana Wyszyńskiego), ale Czarniawski odmówił. Został poddany brutalnym torturom. Nad "właściwym" przebiegiem śledztwa czuwał... Paweł Tarasewicz. W końcu ubecy wypuścili niepokornego harcerza, ale obiecali, że nie będzie mógł kontynuować nauki. Maturę, "dzięki" wilczemu biletowi, zdał dopiero w 1956 r., potem ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, dziś ma kancelarię adwokacką w Białymstoku.
POTWIERDZENIE PRAWDYCzarniawski rozpoznał swojego prześladowcę na archiwalnym zdjęciu. Po latach spotkał go w urzędzie wojewódzkim, gdzie Tarasewicz pracował jako portier (tak skończyło się wiele karier uboli, osobników przeważnie prymitywnych; charakterystyczne twarze oprawców-półmózgów straszyły jeszcze niedawno w szatni siedziby Związku Kombatantów RP, dawnego ZBoWiD-u w Alejach Jerozolimskich w Warszawie; młodsi SB-ecy pracują do dziś w firmach ochroniarskich).
Czy moralne jest, aby byłych pracowników UB, w końcu ludzi starych i zapewne schorowanych, stawiać przed sądem? Może lepiej ich nie ruszać, aby spokojnie dokonali żywota w jakiejś szatni czy toalecie? Na takie
dictum adwokat Janiny Polonis, córki zamordowanej Haliny Skinder odpowiada: - Nie jest winą społeczeństwa, że dopiero teraz sądzi się sprawców komunistycznych zbrodni.
- Kara musi być sprawiedliwa i proporcjonalna do dokonanych przestępstw. A to, że minęło od tamtych wydarzeń pół wieku, nie ma tu żadnego znaczenia. Zresztą czas działał na korzyść oskarżonego, bo nie żyje już wielu ze świadków jego czynów, którzy mogliby świadczyć przeciwko niemu - stwierdził sędzia. Przeciwko ubolowi świadczyła też jego buta i brak skruchy wobec pokrzywdzonych (Czasem warto się na pokaz pokajać, żeby zyskać przychylność sądu. Taką metodę przyjął stalinowski prokurator Czesław Ł., oskarżony o udział w mordzie sądowym na rotmistrzu Witoldzie Pileckim, proces przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie jest w toku).
Poszkodowany harcerz Szczepan Czarniawski i córka zamordowanej Haliny Skinder Janina Polonis uznali wyrok na byłego ubola Tarasewicza za satysfakcjonujący. Chcieli nie wysokiej kary, ale potwierdzenia prawdy.
Tadeusz M. Płużański
Komentarz (0)