Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
Ekstradycja zbrodniarza Kozij, czyli Koziy - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego Wysłane niedziela, 21, grudnia 2003 przez Krzysztof Pawlak |
Polska wystąpiła do Kostaryki o ekstradycję Bohdanusa Kozija (Bohdana Koziya). Instytut Pamięci Narodowej oskarżył go o zamordowanie w 1943 r. 15 Żydów w miejscowości Łysiec, leżącej wówczas w Polsce. Kostaryka zgodziła się wydać zbrodniarza, zanim minister Kurczuk podpisał wniosek ekstradycyjny.Gdy w 1951 r. otrzymał obywatelstwo amerykańskie, nazywał się Bohdan Koziy. Gdy przed wojną mieszkał w Łyścu (powiat Stanisławów) nazywał się Bohdanus Kozij. W dokumentach pisał: obywatelstwo polskie, narodowość ukraińska. Kiedy Amerykanie zaczęli dostawać informacje o zbrodniach popełnionych przez ukraińskiego policjanta Bohdanusa Kozija, nie wiedzieli, o kogo chodzi. Dopiero pod koniec lat 70. skojarzyli, że Kozij i Koziy to jedna osoba. W latach 80. odebrali mu obywatelstwo. Kozij (Koziy) został bezpaństwowcem. Dla zbrodniarza wojennego jego formalny status nie był jednak aż tak istotny. Najważniejszy był spokój. Z żoną, dziećmi i biletem turystycznym wyjechał na Kostarykę. Kozijowie (Koziyowie), przez nikogo nie nękani, wiedli tam sielskie życie. Do czasu.
NIEUFNOŚĆ DO KOMUNISTÓWWładze Kostaryki, gdy dowiedziały się, kogo przygarnęły (Kozija rozpoznali Żydzi z miejscowej gminy, pochodzący z Polski), chciały czym prędzej pozbyć się nieproszonego gościa. Dla kraju, który dba o dobry wizerunek, Kozij stał się zbędnym balastem. Kostaryka postanowiła go wydać, ale okazało się, że nie ma komu. Polski w przedwojennych granicach nie było, nie było również Ukrainy. Po wojnie Łysiec znalazł się w granicach ZSRS. Kostarykańczycy zgodzili się na ekstradycję Kozija do Sowietów. Gdy procedura była już zaawansowana, na drodze stanęły względy formalne i polityczne. Kostaryka postawiła warunek: zbrodniarz nie dostanie kary śmierci. Problem w tym, że za czyny przypisywane Kozijowi sowieckie prawo przewidywało właśnie KS, która na Kostaryce nie obowiązuje. Sowieci co prawda zapewniali, ale konkretnych gwarancji nie było. Dodatkowo - niewielka, ale przestrzegająca standardów prawa międzynarodowego Kostaryka poczuła się zignorowana przez totalitarnego kolosa. Kostarykańskim władzom odpowiedział jedynie sowiecki ambasador, a zgodnie z prawem powinien być to ktoś wyżej postawiony (przynajmniej minister spraw wewnętrznych). Przeważyła nieufność do komunistów.
Polska podeszła do sprawy poważnie, nie ma u nas również kary śmierci, więc może tym razem się uda...
KRAWIEC NA ROLIBohdanus Kozij urodził się w 1923 r. W czasie wojny, gdy miał 18 lat, na terenie powiatu stanisławowskiego w Galicji wstąpił do ukraińskiej policji, która współpracowała z niemieckim okupantem. Mordowała ona m.in. Żydów, którzy w Łyścu stanowili ok. 10 proc. mieszkańców. Z relacji świadków wiemy, że Kozij nie rozstawał się z pistoletem, strzelał bez powodu, był bezwzględny. Gdy w 1944 r. na tereny Galicji wchodzili Sowieci, Kozij uciekł, zabierając ze sobą rodzinę. Przedostał się do Niemiec, do strefy zajmowanej przez Amerykanów. Pięć lat później był już w USA, dokładnie w Nowym Jorku. We wniosku wizowym podał, że w Stanisławowie praktykował w zakładzie krawieckim i pracował na roli. Władze imigracyjne, zasypywane tysiącami podobnych spraw, nie były w stanie tego zweryfikować.
Z MORDERCY OBYWATELUkraiński morderca Bohdanus Kozij został amerykańskim obywatelem Bohdanem Koziyem. Swoją historię uzupełnił o kolejny zmyślony fakt - w rubryce "przynależność organizacyjna" napisał, że należał do drużyny harcerskiej.
W wolnym świecie zajął się tankowaniem paliwa na stacji benzynowej. Był jednak ambitny - wkrótce dorobił się własnego interesu. Kiedy finansowo okrzepł, a jego dzieci dorosły, przeniósł się na Florydę. Zaczął od pracy w hotelach, ale szybko został właścicielem pensjonatu, położonego przy plaży. Żyć, nie umierać. Podobno na ścianach salonu powiesił zdjęcia dzieci: córki Very ze ślubu, syna Jerry’ego z wojny w Wietnamie, w mundurze US Army (gdy potem dowiedział się, że ojciec jest mordercą, popełnił samobójstwo); i swoje z żoną, pokazujące pracowite, ale radosne życie w Ameryce. Przeszłość jednak wróciła.
Kiedy Amerykanie wreszcie odkryli, że Koziy to Kozij, zbrodniarz zmienił taktykę. Nie mówił już o krawiectwie, pracy na roli i harcerstwie, ale o przynależności do OUN, która jednak "walczyła zarówno z nazistami, jak i sowieckimi komunistami". Tłumaczenia na nic się zdały, gdyż w akcie oskarżenia zarzucono mu, że był "członkiem policji ukraińskiej" i "należał do kolaborującej z niemieckim okupantem Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich". Amerykanie chcieli go deportować, ale ten wyjechał na Kostarykę.
ZBRODNIARZ ZNIKNĄŁPolska zajęła się sprawą Kozija po liście skierowanym przez Centrum Wiesenthala do prof. Kieresa, szefa Instytutu Pamięci Narodowej. Katowicki IPN rozpoczął śledztwo we wrześniu ub.r. Jeszcze w styczniu br. Kozij był poszukiwany za zamordowanie co najmniej trzech osób. Prowadzący sprawę prokurator nie miał wówczas pewności czy zbrodniarz w ogóle żyje. Wiadomo było jedynie, że przez ostatnie lata przebywał na terytorium Kostaryki.
Kostarykańska prasa na początku roku napisała, że Polska zamierza wystąpić o ekstradycję zbrodniarza. Władze Kostaryki utrzymywały jednak, że nie znają aktualnego miejsca pobytu Kozija. Wcześniej, razem z rodziną, mieszkał w wygodnej posiadłości w Rio Segundo de Alajuela pod San Jose. W lipcu 2002 r. Kozijowie mieli sprzedać hacjendę i przeprowadzić się gdzieś do miasta, nie zdradzając nowego adresu sąsiadom ani władzom. Ich posiadłość kupił Jose Luis Murillo, który zapamiętał, jak starsi państwo opowiadali mu, że już wcześniej pozbyli się większości majątku i zamierzają wyjechać za granicę. Na kostarykańskich przejściach granicznych nikt jednak nie odnotował takiego faktu. Tak, czy inaczej Kozij zniknął.
Charge d’affaires ambasady Kostaryki w Warszawie zapewniał jednak prof. Witolda Kuleszę, szefa GKŚZpNP, że Kozij nie opuścił Kostaryki i zgodnie z prawem polski wniosek o ekstradycję zostanie rozpatrzony.
ZARZUTY Z "SIERPNIÓWKI"Jakie są zarzuty IPN wobec Kozija?
1. Jesienią 1942 r. w Łyścu (pow. Stanisławów) zabił strzałem z karabinu trzynastoletnią Lusię Rosinner.
2. Wiosną 1943 r. w Łyścu (pow. Stanisławów) działając wspólnie z innym funkcjonariuszem milicji ukraińskiej, brał udział w egzekucji poprzez zastrzelenie piekarza Bredholza, jego żony Chaii Katz oraz ich dwóch kilkuletnich córek.
3. W dniu 27 października 1943 r. w Łyścu (pow. Stanisławów) zabił strzałem z pistoletu kilkuletnią córkę Oskara Zingera.
4. W dniu 27 października 1943 r. w Łyścu (pow. Stanisławów) działając wspólnie z nieustalonym funkcjonariuszem policji niemieckiej, brał udział w egzekucji poprzez zastrzelenie Rosy Kandler, Salki Kandler, Niusi Kandler, Broni Kandler (żony Bernarda Kandlera), jej kilkuletniej córki, żony brata Broni Kandler nieustalonej z imienia i nazwiska oraz dwójki jej dzieci.
5. W dniu 27 października 1943 r. w Łyścu (pow. Stanisławów) zabił strzałem z pistoletu Bernarda Kandlera.
6. Jesienią 1943 r. w Łyścu (pow. Stanisławów) zabił strzałem z pistoletu kobietę o nazwisku Kalmus.
Jak wynika z zestawienia, większość zbrodni Kozij popełnił jednego dnia - 27 października 1943 r. Lista zbrodni z pewnością nie jest pełna. Wszystkie zarzuty wynikają z dekretu z 31 sierpnia 1944 r. (tzw. sierpniówki) "o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego" i odpowiednich artykułów ustawy z 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej. Warto dodać, że "sierpniówka" - jeden z pierwszych dekretów uzurpatorskiej władzy "ludowej" - miała służyć przede wszystkim eliminacji największego wroga - "polskiej reakcji". Na jej podstawie komuniści zamordowali wielu bohaterów niepodległościowego podziemia, by wymienić tylko jednego z najważniejszych dowódców AK, gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila".
POD OBSERWACJĄW ostatnich miesiącach sprawa Kozija nabrała tempa. Katowicki sąd, na wniosek IPN, wydał nakaz aresztowania zbrodniarza, a władze Kostaryki odpowiedziały pozytywnie na polski wniosek ekstradycyjny. Mimo to mogą pojawić się przeszkody. Gdy pod koniec listopada funkcjonariusze kostarykańskiej policji pojechali do mieszkania Kozija (które wcześniej było pod ich stałą obserwacją), aby go aresztować, okazało się, że zbrodniarza już tam nie ma. Dzień wcześniej trafił do szpitala.
W rozmowie z kostarykańskim dziennikiem "La Nacion" dyrektor centrum medycznego Francisco Perez powiedział, że nie wie, dlaczego Kozij znalazł się w klinice. Minister Bezpieczeństwa Publicznego Kostaryki Rogelio Ramos nie wykluczył wówczas, że wyśle do szpitala policjantów, którzy będą stale nadzorowali Kozija. Tylko czy coś to da, skoro wcześniej zbrodniarz też był dokładnie obserwowany i zdołał uciec?
Bohdanus Kozij (Bohdan Koziy) opłacił podobno świetnych adwokatów, którzy tak łatwo nie dopuszczą do jego ekstradycji do Polski. Już teraz argumentują, że jest przecież stary (81 lat) i schorowany.
Tadeusz M. Płużański
Komentarz (0)