Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Morel-reaktywacja - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego Wysłane poniedziałek, 10, listopada 2003 przez Krzysztof Pawlak |
Instytut Pamięci Narodowej kieruje do sądu akt oskarżenia przeciwko Salomonowi Morelowi z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie. Zarzut - spowodowanie śmierci ponad 1,5 tys. osób w obozie pracy w Świętochłowicach-Zgodzie, którego komendantem był po wojnie. W świetle prawa jest to zbrodnia przeciwko ludzkości, która nie ulega przedawnieniu.Od początku procedura ścigania Morela była skomplikowana. Na początku lat 90. śledztwo przeciwko zbrodniarzowi prowadziła Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, by po kilku latach przekazać ją Prokuraturze Okręgowej w Katowicach. Efektem było wysłanie w 1998 roku przez Ministerstwo Sprawiedliwości wniosku o ekstradycję Morela do jego Ojczyzny, czyli Izraela.
IZRAEL ODMÓWIŁNa odpowiedź Tel-Awiwu nie trzeba było długo czekać. Odpowiednie czynniki w Izraelu nie zgodziły się, co było do przewidzenia, na wydanie swojego obywatela. Uznano, że przestępstwa za które jest ścigany, nie są zbrodniami przeciwko ludzkości i po 20 latach uległy przedawnieniu.
- Jeśli bicie, maltretowanie, głodzenie i doprowadzenie do śmierci ponad 1.5 tys. osób nie są zbrodniami przeciwko ludzkości, to czym są? - zastanawia się wrocławski historyk Krzysztof Szwagrzyk.
Po odmowie wydania Morela władze III RP nie podjęły żadnej akcji wyjaśniającej. Polskie śledztwo w sprawie Morela zostało zawieszone, w związku "z niemożnością przesłuchania podejrzanego". Mimo odmowy Izraela zbrodniarz był i jest nadal ścigany przez Interpol międzynarodowym listem gończym.
Ponieważ katowicka prokuratura okazała się niewydolna, w lipcu 2001 r. sprawę Morela przejęła działająca w ramach IPN Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. Zgromadzono tomy akt, przesłuchano wielu świadków - byłych więźniów Świętochłowic. Polskim prokuratorom pomogli prokuratorzy niemieccy, którzy prowadzą własne śledztwo przeciwko Morelowi (wielu pokrzywdzonych przez komendanta Świętochłowic mieszka obecnie w Niemczech).
WIĘZIEŃ AUSCHWITZPo wojnie znęcając się nad więźniami Morel mówił: "Byłem w Auschwitz przez sześć długich lat i przysięgałem sobie, że jeśli stamtąd wyjdę, odpłacę tym samym wam - hitlerowcom". W rzeczywistości nigdy tam nie był.
W 1983 roku Józef Tkaczyk otrzymał medal "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Instytut Yad Vashem w Jerozolimie nagrodził w ten sposób jego zasługi w... uratowaniu rodziny Morelów.
Salomon Morel, późniejszy oprawca Niemców, Ukraińców i Polaków urodził się (15 XI 1919) i mieszkał wraz z rodziną w tej samej lubelskiej wsi - Garbów, co Józef Tkaczyk. Byli sąsiadami. Tkaczykowie pracowali na roli, rodzice Salomona - Chaim i Hana z Flesów byli właścicielami piekarni.
- Szlomo był najweselszy z całej rodziny Morelów, z chłopcami się kolegował, na zabawy chodził, wódkę pił - wspomina Józef Tkaczyk.
- Gdy Niemcy zaczęli zabierać Żydów do getta, ukryliśmy Szlomę i jego brata Icka w stodole. Pomagaliśmy mu, dawaliśmy jedzenie. Kto mógł przypuszczać, że po wojnie tak się zmieni - dodaje Zofia Tkaczyk, żona Józefa.
Polska prasa uwierzyła w wersję o Morelu - więźniu Auschwitz. "Gazeta Wyborcza" pisała: "W czasie wojny trafił do Oświęcimia, gdzie zginęli jego najbliżsi". "Trybuna" zamieściła komentarz pod znamiennym tytułem: "Z więźnia - komendant obozu": "Zachowania Salomona Morela w obozie w Zgodzie nie wolno usprawiedliwiać, ale można zrozumieć. W 1945 r. trudno było oczekiwać od Żyda, który właśnie wyszedł z Auschwitz, gdzie utracił wszystkich bliskich, żeby troszczył się o NSDAP-owców i
volksdeutschów. Dziś jest już starym człowiekiem i zasługuje na spokój".
Pomijając ostatni "argument", przypomnieć warto, że do obozu w Świętochłowicach-Zgodzie (filii byłego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu) trafiali nie tylko Niemcy i
volksdeutsche, ale wszyscy podejrzani o niechęć do ludowej władzy. Wystarczył donos i swobodne uznanie funkcjonariusza bezpieczeństwa.
BOJOWIEC OD ZIEMNIAKÓWWięźniowie Świętochłowic pamiętają również, jak komendant Morel bijąc ich wykrzykiwał, że mści się za swoich żydowskich braci. W stwierdzeniu tym było tylko trochę prawdy. Brat Szlomy Morela - Icek, faktycznie zginął w 1942 roku. Rzecz w tym, że nie z ręki Niemców. Obaj Morelowie działali wówczas w założonej przez siebie bandzie rabunkowej, o której mówiono, że jest zbieraniną przestępców. Przez kilka miesięcy napadali na okoliczne wioski. W grudniu trafili w ręce działającego na terenie Lubelszczyzny oddziału Armii Ludowej, którym dowodził Grzegorz Korczyński - ten sam, który w 1970 roku pacyfikował wystąpienia robotników na Wybrzeżu. Za rozbój członkowie bandy zostali postawieni przed sądem wojskowym. Wyrok na bracie Morela wykonano, podobno dlatego, że Salomon zrzucił na niego odpowiedzialność za kierowanie bandą. Dzięki temu pozostał w oddziale Korczyńskiego. Nie był jednak, jak to później przedstawiał, żadnym bojowcem. Zajmował się... obieraniem ziemniaków. Dla poznania charakteru Salomona Morela warto przytoczyć jeszcze jeden szczegół. Gdy w latach 50. ub. wieku przygotowywano proces Korczyńskiego, Morel był jednym ze świadków. Oskarżył dowódcę AL o... mordowanie żydowskich partyzantów.
PO "WYZWOLENIU"W 1943 roku Salomon Morel przedostał się na Wschód. Nie wiadomo dokładnie, co tam robił, prócz tego, że przyłączył się do partyzantki radzieckiej. Podzielił los, jaki spotkał wielu polskich Żydów, którzy w czasie wojny uciekli do ZSRR - po powrocie do Polski wstąpił do UB.
W życiorysie czytamy: "21 lipca 1944 roku zostaliśmy wyzwoleni przez Armię Czerwoną i natychmiast przychodzimy do Lublina i organizujemy MO. W dniu 15 lutego 1945 przyjeżdżam z grupą operacyjną na Śląsk i zostaję naczelnikiem obozu w Świętochłowicach".
Dorota Boreczek, była więźniarka obozu: "W Świętochłowicach nie byliśmy ludźmi, nie czuliśmy żadnych uczuć. Głód był taki, że po rannej pobudce przechodziło się przez trupy. Spałam pod jednym kocem ze Szwajcarką. Któregoś dnia poprosiłam ją o wodę i zobaczyłam, że nie żyje. Razem z matką chorowałyśmy na tyfus. Morel to morderca".
Kiedy władze więzienne MBP dowiedziały się o epidemii, wysłały na miejsce ekipę, która przeprowadziła postępowanie wyjaśniające. Za "niedopilnowanie porządku w obozie, bezład w dziale gospodarczym i depozytach, i dopuszczenie do rozwinięcia się epidemii tyfusu i niepoinformowanie o tym na czas departamentu" Morel został skazany na... trzydniowy areszt domowy i obcięto mu połowę poborów.
"Na podstawie odpisów aktu zgonu z urzędu stanu cywilnego w Świętochłowicach ustaliliśmy, że przez kilka miesięcy przebywało w obozie od 3 do 3.5 tys. więźniów. Zmarły 1583 osoby" - ustalono w postępowaniu prokuratorskim.
Z relacji ocalałych świadków wynika, że obóz był cały czas przepełniony. Więźniowie spali po trzech, czterech na jednej pryczy. Bez sienników i koców. Rację żywnościową stanowiło 125 gramów chleba lub zupy. W czasie lata 1945 roku śmiertelność wynosiła 30 osób dziennie. Zwłoki zmarłych rozbierano i chowano w nieoznakowanych, masowych grobach poza terenem obozu. Morel osobiście torturował i zabijał więźniów.
REEDUKACJAPo likwidacji obozu w Świętochłowicach Morel został naczelnikiem więzienia w Opolu, do lutego 1948 roku pracował na tym samym stanowisku w Katowicach, przez następny rok w Raciborzu, by w 1949 roku zostać komendantem Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie (w czasie wojny, tak jak w Świętochłowicach, była tu filia oświęcimskiego obozu, po 1945 roku siedzieli tu Niemcy i Ukraińcy).
- Morela widziałem kilka razy - opowiada Jerzy Biesiadowski. - Podczas pierwszego apelu powiedział do nas: "Nie przeżyjecie, pójdziecie do Brzezinki. Chyba, że będziecie posłuszni". Innym razem wezwał mnie do siebie i za jakieś błahe przewinienie kazał zamknąć w bunkrze. Po kilkanaście godzin pracowaliśmy w kopalni, racje żywnościowe były minimalne. W ten sposób poddawano nas reedukacji.
Więźniowie Jaworzna, skupieni w Ruchu Wolnych Demokratów, mimo odmowy ekstradycji Morela przez Izrael, dalej walczą o osądzenie zbrodniarza. Nie rozumieją, dlaczego nie można kontynuować rozmów z władzami izraelskimi w sprawie wydania zbrodniarza Polsce.
TUCZENIE ZBRODNIARZAPo obozie w Świętochłowicach nie ma już śladu. Tylko skromna tabliczka przypomina o ofiarach nieludzkich warunków i bestialstwa Morela.
Świętochłowice leżą zaledwie 10 kilometrów od Katowic, gdzie przez 40 lat mieszkał Salomon Morel. Po ucieczce do Izraela oprawca pozostawił tu swoją żonę Wiesławę. Na Bliski Wschód przeniosła się też córka Morelów - Danuta, która była piosenkarką i występowała w katowickich kabaretach. Syn i druga córka pozostali w Polsce - on mieszka w Katowicach, ona w Pszczynie.
Zaraz obok domu Salomona Morela mieści się katowicka prokuratura, która mimo to nie zdążyła aresztować byłego komendanta polskich obozów śmierci. W ostatniej chwili kat uciekł z Polski. Podobno ktoś uprzedził go, że lada chwila przyjdzie po niego policja. Nie wiadomo również w jaki sposób od ręki dostał izraelską wizę.
Niedaleko prokuratury znajduje się siedziba banku. Możliwe, że tu właśnie wpływa emerytura zbrodniarza - co miesiąc 3 tys. złotych. Pieniądze dostaje z Biura Emerytalnego Centralnego Zarządu Służby Więziennej (podlegającego Ministerstwu Sprawiedliwości), za pośrednictwem jednego z katowickich oddziałów ZUS.
Przez kilkanaście lat, do 1968 roku Salomon Morel był naczelnikiem Wojewódzkiego Aresztu Śledczego w Katowicach. Ogromna suma, szczególnie jak na osobę ściganą międzynarodowym listem gończym, przysługuje mu na mocy ustawy o emeryturach mundurowych, podpisanej w 1994 roku przez prezydenta Lecha Wałęsę. Przez lata nikomu nie udało się tego zmienić. Państwo polskie cały czas tuczy zbrodniarza.
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI
Komentarz (1)