Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary ¦mierci

Strona inicjatywy UPR w sprawie likwidacji podatku spadkowego

Warszawska edycja "Marszu po kapitalizm"

Strona warszawskiej edycji Marszu po Kapitalizm

 

Chwila szczero¶ci - artykuł Stanisława Michalkiewicza Wysłane poniedziałek, 22, wrze¶nia 2003 przez Krzysztof Pawlak

Z woli Sejmu przyszły rok ma być zadedykowany Witoldowi Gombrowiczowi. Nalegały na to zwłaszcza ugrupowania podkre¶laj±ce swoje przywi±zanie do demokracji, co jest o tyle zabawne, że Gombrowicz demokracj± pogardzał, podobnie zreszt±, jak i demokratami. Ale parlamentarzy¶ci pewnie o tym już nie wiedz±, a zreszt± może wiedz± i nawet w głębi serca tę ocenę podzielaj±? To nawet byłoby ładnie, że choćby przy pomocy takiej aluzji, pragn± dać wyraz potrzebie szczero¶ci i autentyczno¶ci. Bo Gombrowicz starał się być szczery i autentyczny. Dlatego np. na pytanie, co s±dzi o kształceniu młodzieży, odpowiedział pytaniem: A PO CO CHAMÓW KSZTAŁCIĆ?
Takie dictum mogłoby do niedawna wył±cznie oburzać wielu ludzi wrażliwych społecznie. Jednak po ujawnieniu scen znęcania się bandy zdziczałych wyrostków płci obojga nad nauczycielem języka angielskiego w jednej z toruńskich szkół ¶rednich już nie można chować się za parawanem ¶więtego oburzenia i u progu roku gombrowiczowskiego trzeba by jednak na to pytanie odpowiedzieć. Powinni odpowiedzieć sobie na nie zwłaszcza ci, którzy przez całe lata obcmokiwali pana Jerzego Owsiaka, nadymaj±c go na przewodnika młodzieży. Trochę może skonfundował ich widok stada tarzaj±cego się w błocie i lizusowsko komplementowanego przez „Jurka” na Przystanku Woodstock, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby wreszcie zauważyli zwi±zek przyczynowy między Żarami i Toruniem. Czegóż w końcu innego można oczekiwać od ludzi, których powszechnie okadzany idol corocznie tarza w błocie? I tak cud, że tego anglisty nie zamordowali.
Pierwszy wniosek, jaki nasuwa się po obejrzeniu „ta¶m grozy”, to spostrzeżenie, że młodzi ludzie wcale nie maj± ochoty uczyć się czegokolwiek. W końcu prze¶ladowany nauczyciel próbował uczyć ich języka angielskiego, którego przydatno¶ć nie podlega dyskusji nawet, gdy chodzi o prymitywów. Dlaczego zatem ci młodzi ludzie tak go zlekceważyli? My¶lę, że dlatego, bo tę możliwo¶ć otrzymali ZA DARMO, a w dodatku POD PRZYMUSEM. Je¶li zatem zależy nam naprawdę na uzdrowieniu sytuacji w szkołach, powinni¶my poważnie zastanowić się nad skasowaniem przymusu szkolnego i darmowego nauczania. Utrzymywanie przymusu szkolnego nie ma najmniejszego sensu, przynajmniej z punktu widzenia edukacyjnego. Nikogo nie można przymusić, żeby się uczył. Można go zmusić do chodzenia do szkoły. To jednak niczego nie rozwi±zuje, tylko stwarza problemy tym, którzy mieliby ochotę czego¶ jednak się uczyć. Przykład toruński pokazuje, że w knajackiej atmosferze jakakolwiek nauka staje się już niemożliwa, a przecież jest on tylko najbardziej drastyczny, a nie wyj±tkowy. Je¶li kto¶ nie chce się uczyć, to niech nie musi. Po co chamów kształcić? - pytał retorycznie Gombrowicz. To syzyfowe prace, a nawet gorzej, bo tylko chamstwo rozszerza się z szybko¶ci± płomienia.
Ja oczywi¶cie wiem, że rz±dz±ce dzi¶ Europ± bandy idiotów ustanowiły w tej dziedzinie „standarty”, ale - powiedzmy sobie szczerze - to wła¶nie jest prawdziwe nieszczę¶cie, bo nie ma nic gorszego niż cham kształcony. Niczego się nie nauczy, tylko wbije się w pychę, zacznie gardzić pożyteczn± prac± i powiększy grono roszczeniowców - społecznych pasożytów, przekonanych w dodatku o własnej niezastępowalno¶ci. Hordy tych osobników wysysaj± dzi¶ siły żywotne z narodów Europy, ale ich głosy wyborcze s± na tyle liczne, że już uniemożliwiaj± powrót do normalno¶ci. Zreszt± do diabła z nimi. Chc± inne narody robić głupstwa, to niech robi±, ale czy naprawdę we wszystkim musimy je na¶ladować? Ponieważ coraz czę¶ciej podnosz± się głosy o potrzebie zmiany konstytucji, to w ramach tych zmian można by również wykre¶lić stamt±d przymus edukacyjny i bezpłatno¶ć nauczania. Niech już rz±d nie robi nam łaski, tylko odpowiednio obniży podatki, a kto będzie chciał się uczyć, to znajdzie drogę do nauczyciela. Nie po to, by mu wkładać na głowę kosz na ¶mieci, tylko żeby wykorzystać z pożytkiem jego wiedzę. Może wreszcie zrozumiej± to również nauczyciele, którzy do tej pory jako¶ nie bardzo potrafi± u¶wiadomić sobie własny interes, co sk±din±d jest też niepokoj±ce. I nie słuchajmy żadnych lamentów pani minister Łybackiej i jej kolegów po fachu. Ministerstwo edukacji trzeba bez gadania ROZPĘDZIĆ. Będzie i lepiej, i taniej.
Bo oto teraz do działania przyst±piły organa o¶wiatowe. Musz± się wykazać, więc jestem pewien, że urz±dz± gigantyczn± dintojrę, ¶mierdz±c± pod niebiosa obłudn± pscyhodramę. U rozmaitych filutów pozamawiaj± „ekspertyzy”, opracuj± specjalne „programy”, pewnie utworz± kilka nowych urzędów, słowem - nie przepuszcz± takiej okazji, by nie wydoić grubej forsy. Swoje zrobi też policja i prokuratur, bo jużci - prawo zostało złamane, a wiadomo, że nie ma nic gorszego niż złamane prawo. Ciekawe, co zrobi±; wsadz± dzikoludów do tiurmy, czy uwierz± w skruchę? Z jednej strony ¶wietna okazja do pokazuchy, ale z drugiej - tylko patrzeć, jak podnios± klangor szermierze tolerancji i obrońcy dzieci.
I tu jest kolejny problem. Czyny, jakich dopu¶cili się ci uczniowie wobec nauczyciela, maj± niew±tpliwie charakter chuligański, to znaczy charakteryzuj± się ostentacyjnym lekceważeniem i porz±dku prawnego, i wszelkich konwenansów. To prawda, ale z punktu widzenia prawno-karnego sprawcom tych łajdactw można by przypisać winę nieumy¶ln± w postaci głupoty (nimia negligentia id est non intellegere quod omnes intellegunt - raż±ce niedbalstwo, to znaczy nierozumienie tego, co wszyscy rozumiej±). Przy takiej kwalifikacji prawdopodobieństwo skazania na bezwzględne więzienie jest mało prawdopodobne. Z kolei kara w zawieszeniu tylko utwierdzi sprawców w poczuciu bezkarno¶ci. Jak się zatem okazuje, prawo w takich sytuacjach również zostało doprowadzone do stanu bezradno¶ci. Młodzież to widzi, bo spostrzegawcza to ona jest. Dlatego też konieczna wydaje się jeszcze jedna zmiana konstytucji; uchylenie przepisu zakazuj±cego kar cielesnych. Potem można by zmienić kodeks karny, poprzez wzbogacenie arsenału kar - kar± ¶mierci i kar± chłosty.
Wła¶nie kara chłosty wydaje się idealna w takim przypadku, jak toruński. Odpowiedzi± na chuligaństwo, a więc prowokacyjn± ostentację w łamaniu wszelkich konwenansów powinno być umożliwienie odczucia dosłownie na własnej skórze siły prawa, żeby było wiadomo, że sprawiedliwo¶ć, to nie tylko morały, ale i ciężka ręka. Zreszt± więzienia i poprawczaki to wylęgarnie przestępców, a w każdym razie - rozsadniki knajactwa, którym powoli przesi±ka społeczna atmosfera. Umieszczanie tam młodych durniów, to nieodwracalne okaleczanie im duszy. W porównaniu z tym rózgi wydaj± się kar± humanitarn± i adekwatn±. Je¶li za¶ komu¶ potrzeba wsparcia wyższego autorytetu, to służę uprzejmie. Wprawdzie nie mamy roku Lwa Tołstoja, ale to też tęgi pisarz, a w każdym razie nie gorszy od Witolda Gombrowicza. Otóż Tołstoj w „Zmartwychwstaniu” pisze tak: „Chcę wła¶nie powiedzieć, że wła¶ciwie s± tylko dwie rozs±dne kary: te, które stosowano w dawnych czasach - kara cielesna i kara ¶mierci. (...) Oczywi¶cie, zadać ból człowiekowi tak, żeby w przyszło¶ci nie robił tego, za co mu ból zadano, jest rzecz± rozs±dn±; również jest rzecz± zupełnie rozs±dn± odr±bać głowę człowiekowi, który jest niebezpieczny dla społeczeństwa. Obie te kary maj± głęboki sens”. Więc jakże będzie? Czy sprawa toruńska okaże się pocz±tkiem opamiętania, czy tylko przy¶pieszy zjazd po równi pochyłej?

Stanisław Michalkiewicz


# 8
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: N/A
Data: wtorek, 23, marca 2004
ip: 62.121.132.130
Komentarz
hm. szczerosc i autentycznosc Gombrowicza. a to dobre ;)))))


# 7
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: rejestrator@tlen.pl
Data: niedziela, 26, paĽdziernika 2003
ip: 212.76.33.69
Komentarz
Tak się składa, że pracuję w szkole średniej, gdzie jest dużo chłopców, najstarsi mają po 21 lat, ale o czymś takim jak w Toruniu nikt nawet nie pomyśli, nawet nie przychodzi nam do głowy, że my moglibyśmy się obawiać czegoś podobnego. Pracują młodzi nauczyciele cudzoziemcy i nigdy nie ulegli najmniejszemu prześladowaniu.
Przyczyna tego incydentu jest inna: jest nią niewłaściwa postawa dyrektora szkoły, który nadaje się wyłącznie do zdjęcia ze stanowiska. Uśmieszek tej pani, politowanie, cóż, młody kolega, nie poradził sobie... A gdzie był wtedy dyrektor? Czy nauczyciel nie porosił o interwencję zanim doszło do gorszących scen? A może prosił i usłyszał odmowę albo krytykę siebie?
Karta Nauczyciela mówi dobitnie: opiekunem młodzieży jest dyrektor szkoły i tylko on.
Dobre wychowanie uczniów zaczyna się od poddania ostrej dyscyplinie nauczycieli. Tak, tak, sam do nich należę i cieszę się, że tak jest w mojej szkole. Wiadomo, że ten młody anglista prosił o pomoc kolegów i nie otrzymał jej. W mojej szkole jego koledzy musieliby się poważnie tłumaczyć z takiego zachowania, wręcz jestem pewien, że nie dpuściliby się tego bojąc się reakcji p. dyrektor w razie, gdyby młody nauczyciel się poskarżył.
Dyrektor nigdy nie odmawia interwencji. Z rozmów z nią uczniowie nie wychodzą specjalnie zdołowani lub zbuntowani, nigdy też na nikogo nie krzyczy. Mimo to wspomnienie pani dyrektor działa na tych prawie dorosłych uczniów w sposób magiczny: korygują swoje zachowanie.(czy tak jest w szkole toruńskiej - pytanie retoryczne)
Ona po prostu pilnuje ich i nas, nie lekceważąc drobnych spraw, drobnych sygnałów. Wychowuje jej postawa: niezwykła pracowitość, sprawiedliwość, odwaga pozbywania się nieodpowiednich osób, które odbywają staże, ale nie nadają się do zawodu. Wiemy, że wymaga od wszystkich tak samo i nie stosuje taryfy ulgowej w stosunku do "starej kadry". Za wszystko, co robimy i mówimy jesteśmy odpowiedzialni i jest to traktowane bardzo poważnie.
Nauczyciel, który wie, że będzie rozliczony z pracy, że jest bacznie obserwowany, będzie obserwował i konsekwentnie rozliczał ucznia, będzie reagował na niego jak człowiek, który może pomóc na człowieka, któremu trzeba pomóc. Uczniom też nie jest łatwo, tym trudniej, gdy nauczycielom nie zależy.
Rzadko jesteśmy napominani, drobne sygnały skłaniaja nas do myślenia. Po prostu wstyd zawieść szefową. Na niej jeszcze sie nie zawiodłem: można się przed nią przyznac do błędu i ona sama też to potrafi.
Nauczycielstwo to jest zawód, a dyrektor szkoły powinien być mistrzem. Jeśli nie jest, nie nadaje się i biedni jego uczniowie i nauczyciele: żyją w jakiejś fałszywej sytuacji, w swobodzie, ale nie takiej, jaka jest im potrzebna, bo mając wolność "do" nie mają wolności "od".
Eskalacja kar niczego nie załatwi. Bijmy i zabijajmy, bo jesteśmy bezradni? Nie wszyscy są bezradni - na pewno jest więcej dobrych dyrektorów i szkół jak nasza. Jestem o tym szczerze przekonany.


# 6
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: rejestrator@tlen.pl
Data: niedziela, 26, paĽdziernika 2003
ip: 212.76.33.69
Komentarz
Tak się składa, że pracuję w szkole średniej, gdzie jest dużo chłopców, najstarsi mają po 21 lat, ale o czymś takim jak w Toruniu nikt nawet nie pomyśli, nawet nie przychodzi nam do głowy, że my moglibyśmy się obawiać czegoś podobnego. Pracują młodzi nauczyciele cudzoziemcy i nigdy nie ulegli najmniejszemu prześladowaniu.
Przyczyna tego incydentu jest inna: jest nią niewłaściwa postawa dyrektora szkoły, który nadaje się wyłącznie do zdjęcia ze stanowiska. Uśmieszek tej pani, politowanie, cóż, młody kolega, nie poradził sobie... A gdzie był wtedy dyrektor? Czy nauczyciel nie porosił o interwencję zanim doszło do gorszących scen? A może prosił i usłyszał odmowę albo krytykę siebie?
Karta Nauczyciela mówi dobitnie: opiekunem młodzieży jest dyrektor szkoły i tylko on.
Dobre wychowanie uczniów zaczyna się od poddania ostrej dyscyplinie nauczycieli. Tak, tak, sam do nich należę i cieszę się, że tak jest w mojej szkole. Wiadomo, że ten młody anglista prosił o pomoc kolegów i nie otrzymał jej. W mojej szkole jego koledzy musieliby się poważnie tłumaczyć z takiego zachowania, wręcz jestem pewien, że nie dpuściliby się tego bojąc się reakcji p. dyrektor w razie, gdyby młody nauczyciel się poskarżył.
Dyrektor nigdy nie odmawia interwencji. Z rozmów z nią uczniowie nie wychodzą specjalnie zdołowani lub zbuntowani, nigdy też na nikogo nie krzyczy. Mimo to wspomnienie pani dyrektor działa na tych prawie dorosłych uczniów w sposób magiczny: korygują swoje zachowanie.(czy tak jest w szkole toruńskiej - pytanie retoryczne)
Ona po prostu pilnuje ich i nas, nie lekceważąc drobnych spraw, drobnych sygnałów. Wychowuje jej postawa: niezwykła pracowitość, sprawiedliwość, odwaga pozbywania się nieodpowiednich osób, które odbywają staże, ale nie nadają się do zawodu. Wiemy, że wymaga od wszystkich tak samo i nie stosuje taryfy ulgowej w stosunku do "starej kadry". Za wszystko, co robimy i mówimy jesteśmy odpowiedzialni i jest to traktowane bardzo poważnie.
Nauczyciel, który wie, że będzie rozliczony z pracy, że jest bacznie obserwowany, będzie obserwował i konsekwentnie rozliczał ucznia, będzie reagował na niego jak człowiek, który może pomóc na człowieka, któremu trzeba pomóc. Uczniom też nie jest łatwo, tym trudniej, gdy nauczycielom nie zależy.
Rzadko jesteśmy napominani, drobne sygnały skłaniaja nas do myślenia. Po prostu wstyd zawieść szefową. Na niej jeszcze sie nie zawiodłem: można się przed nią przyznac do błędu i ona sama też to potrafi.
Nauczycielstwo to jest zawód, a dyrektor szkoły powinien być mistrzem. Jeśli nie jest, nie nadaje się i biedni jego uczniowie i nauczyciele: żyją w jakiejś fałszywej sytuacji, w swobodzie, ale nie takiej, jaka jest im potrzebna, bo mając wolność "do" nie mają wolności "od".
Eskalacja kar niczego nie załatwi. Bijmy i zabijajmy, bo jesteśmy bezradni? Nie wszyscy są bezradni - na pewno jest więcej dobrych dyrektorów i szkół jak nasza. Jestem o tym szczerze przekonany.


# 5
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: rejestrator@tlen.pl
Data: niedziela, 26, paĽdziernika 2003
ip: 212.76.33.69
Komentarz
Tak się składa, że pracuję w szkole średniej, gdzie jest dużo chłopców, najstarsi mają po 21 lat, ale o czymś takim jak w Toruniu nikt nawet nie pomyśli, nawet nie przychodzi nam do głowy, że my moglibyśmy się obawiać czegoś podobnego. Pracują młodzi nauczyciele cudzoziemcy i nigdy nie ulegli najmniejszemu prześladowaniu.
Przyczyna tego incydentu jest inna: jest nią niewłaściwa postawa dyrektora szkoły, który nadaje się wyłącznie do zdjęcia ze stanowiska. Uśmieszek tej pani, politowanie, cóż, młody kolega, nie poradził sobie... A gdzie był wtedy dyrektor? Czy nauczyciel nie porosił o interwencję zanim doszło do gorszących scen? A może prosił i usłyszał odmowę albo krytykę siebie?
Karta Nauczyciela mówi dobitnie: opiekunem młodzieży jest dyrektor szkoły i tylko on.
Dobre wychowanie uczniów zaczyna się od poddania ostrej dyscyplinie nauczycieli. Tak, tak, sam do nich należę i cieszę się, że tak jest w mojej szkole. Wiadomo, że ten młody anglista prosił o pomoc kolegów i nie otrzymał jej. W mojej szkole jego koledzy musieliby się poważnie tłumaczyć z takiego zachowania, wręcz jestem pewien, że nie dpuściliby się tego bojąc się reakcji p. dyrektor w razie, gdyby młody nauczyciel się poskarżył.
Dyrektor nigdy nie odmawia interwencji. Z rozmów z nią uczniowie nie wychodzą specjalnie zdołowani lub zbuntowani, nigdy też na nikogo nie krzyczy. Mimo to wspomnienie pani dyrektor działa na tych prawie dorosłych uczniów w sposób magiczny: korygują swoje zachowanie.(czy tak jest w szkole toruńskiej - pytanie retoryczne)
Ona po prostu pilnuje ich i nas, nie lekceważąc drobnych spraw, drobnych sygnałów. Wychowuje jej postawa: niezwykła pracowitość, sprawiedliwość, odwaga pozbywania się nieodpowiednich osób, które odbywają staże, ale nie nadają się do zawodu. Wiemy, że wymaga od wszystkich tak samo i nie stosuje taryfy ulgowej w stosunku do "starej kadry". Za wszystko, co robimy i mówimy jesteśmy odpowiedzialni i jest to traktowane bardzo poważnie.
Nauczyciel, który wie, że będzie rozliczony z pracy, że jest bacznie obserwowany, będzie obserwował i konsekwentnie rozliczał ucznia, będzie reagował na niego jak człowiek, który może pomóc na człowieka, któremu trzeba pomóc. Uczniom też nie jest łatwo, tym trudniej, gdy nauczycielom nie zależy.
Rzadko jesteśmy napominani, drobne sygnały skłaniaja nas do myślenia. Po prostu wstyd zawieść szefową. Na niej jeszcze sie nie zawiodłem: można się przed nią przyznac do błędu i ona sama też to potrafi.
Nauczycielstwo to jest zawód, a dyrektor szkoły powinien być mistrzem. Jeśli nie jest, nie nadaje się i biedni jego uczniowie i nauczyciele: żyją w jakiejś fałszywej sytuacji, w swobodzie, ale nie takiej, jaka jest im potrzebna, bo mając wolność "do" nie mają wolności "od".
Eskalacja kar niczego nie załatwi. Bijmy i zabijajmy, bo jesteśmy bezradni? Nie wszyscy są bezradni - na pewno jest więcej dobrych dyrektorów i szkół jak nasza. Jestem o tym szczerze przekonany.


# 4
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: rejestrator@tlen.pl
Data: niedziela, 26, paĽdziernika 2003
ip: 212.76.33.69
Komentarz
Tak się składa, że pracuję w szkole średniej, gdzie jest dużo chłopców, najstarsi mają po 21 lat, ale o czymś takim jak w Toruniu nikt nawet nie pomyśli, nawet nie przychodzi nam do głowy, że my moglibyśmy się obawiać czegoś podobnego. Pracują młodzi nauczyciele cudzoziemcy i nigdy nie ulegli najmniejszemu prześladowaniu.
Przyczyna tego incydentu jest inna: jest nią niewłaściwa postawa dyrektora szkoły, który nadaje się wyłącznie do zdjęcia ze stanowiska. Uśmieszek tej pani, politowanie, cóż, młody kolega, nie poradził sobie... A gdzie był wtedy dyrektor? Czy nauczyciel nie porosił o interwencję zanim doszło do gorszących scen? A może prosił i usłyszał odmowę albo krytykę siebie?
Karta Nauczyciela mówi dobitnie: opiekunem młodzieży jest dyrektor szkoły i tylko on.
Dobre wychowanie uczniów zaczyna się od poddania ostrej dyscyplinie nauczycieli. Tak, tak, sam do nich należę i cieszę się, że tak jest w mojej szkole. Wiadomo, że ten młody anglista prosił o pomoc kolegów i nie otrzymał jej. W mojej szkole jego koledzy musieliby się poważnie tłumaczyć z takiego zachowania, wręcz jestem pewien, że nie dpuściliby się tego bojąc się reakcji p. dyrektor w razie, gdyby młody nauczyciel się poskarżył.
Dyrektor nigdy nie odmawia interwencji. Z rozmów z nią uczniowie nie wychodzą specjalnie zdołowani lub zbuntowani, nigdy też na nikogo nie krzyczy. Mimo to wspomnienie pani dyrektor działa na tych prawie dorosłych uczniów w sposób magiczny: korygują swoje zachowanie.(czy tak jest w szkole toruńskiej - pytanie retoryczne)
Ona po prostu pilnuje ich i nas, nie lekceważąc drobnych spraw, drobnych sygnałów. Wychowuje jej postawa: niezwykła pracowitość, sprawiedliwość, odwaga pozbywania się nieodpowiednich osób, które odbywają staże, ale nie nadają się do zawodu. Wiemy, że wymaga od wszystkich tak samo i nie stosuje taryfy ulgowej w stosunku do "starej kadry". Za wszystko, co robimy i mówimy jesteśmy odpowiedzialni i jest to traktowane bardzo poważnie.
Nauczyciel, który wie, że będzie rozliczony z pracy, że jest bacznie obserwowany, będzie obserwował i konsekwentnie rozliczał ucznia, będzie reagował na niego jak człowiek, który może pomóc na człowieka, któremu trzeba pomóc. Uczniom też nie jest łatwo, tym trudniej, gdy nauczycielom nie zależy.
Rzadko jesteśmy napominani, drobne sygnały skłaniaja nas do myślenia. Po prostu wstyd zawieść szefową. Na niej jeszcze sie nie zawiodłem: można się przed nią przyznac do błędu i ona sama też to potrafi.
Nauczycielstwo to jest zawód, a dyrektor szkoły powinien być mistrzem. Jeśli nie jest, nie nadaje się i biedni jego uczniowie i nauczyciele: żyją w jakiejś fałszywej sytuacji, w swobodzie, ale nie takiej, jaka jest im potrzebna, bo mając wolność "do" nie mają wolności "od".
Eskalacja kar niczego nie załatwi. Bijmy i zabijajmy, bo jesteśmy bezradni? Nie wszyscy są bezradni - na pewno jest więcej dobrych dyrektorów i szkół jak nasza. Jestem o tym szczerze przekonany.


# 3
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: rejestrator@tlen.pl
Data: niedziela, 26, paĽdziernika 2003
ip: 212.76.33.69
Komentarz
Tak się składa, że pracuję w szkole średniej, gdzie jest dużo chłopców, najstarsi mają po 21 lat, ale o czymś takim jak w Toruniu nikt nawet nie pomyśli, nawet nie przychodzi nam do głowy, że my moglibyśmy się obawiać czegoś podobnego. Pracują młodzi nauczyciele cudzoziemcy i nigdy nie ulegli najmniejszemu prześladowaniu.
Przyczyna tego incydentu jest inna: jest nią niewłaściwa postawa dyrektora szkoły, który nadaje się wyłącznie do zdjęcia ze stanowiska. Uśmieszek tej pani, politowanie, cóż, młody kolega, nie poradził sobie... A gdzie był wtedy dyrektor? Czy nauczyciel nie porosił o interwencję zanim doszło do gorszących scen? A może prosił i usłyszał odmowę albo krytykę siebie?
Karta Nauczyciela mówi dobitnie: opiekunem młodzieży jest dyrektor szkoły i tylko on.
Dobre wychowanie uczniów zaczyna się od poddania ostrej dyscyplinie nauczycieli. Tak, tak, sam do nich należę i cieszę się, że tak jest w mojej szkole. Wiadomo, że ten młody anglista prosił o pomoc kolegów i nie otrzymał jej. W mojej szkole jego koledzy musieliby się poważnie tłumaczyć z takiego zachowania, wręcz jestem pewien, że nie dpuściliby się tego bojąc się reakcji p. dyrektor w razie, gdyby młody nauczyciel się poskarżył.
Dyrektor nigdy nie odmawia interwencji. Z rozmów z nią uczniowie nie wychodzą specjalnie zdołowani lub zbuntowani, nigdy też na nikogo nie krzyczy. Mimo to wspomnienie pani dyrektor działa na tych prawie dorosłych uczniów w sposób magiczny: korygują swoje zachowanie.(czy tak jest w szkole toruńskiej - pytanie retoryczne)
Ona po prostu pilnuje ich i nas, nie lekceważąc drobnych spraw, drobnych sygnałów. Wychowuje jej postawa: niezwykła pracowitość, sprawiedliwość, odwaga pozbywania się nieodpowiednich osób, które odbywają staże, ale nie nadają się do zawodu. Wiemy, że wymaga od wszystkich tak samo i nie stosuje taryfy ulgowej w stosunku do "starej kadry". Za wszystko, co robimy i mówimy jesteśmy odpowiedzialni i jest to traktowane bardzo poważnie.
Nauczyciel, który wie, że będzie rozliczony z pracy, że jest bacznie obserwowany, będzie obserwował i konsekwentnie rozliczał ucznia, będzie reagował na niego jak człowiek, który może pomóc na człowieka, któremu trzeba pomóc. Uczniom też nie jest łatwo, tym trudniej, gdy nauczycielom nie zależy.
Rzadko jesteśmy napominani, drobne sygnały skłaniaja nas do myślenia. Po prostu wstyd zawieść szefową. Na niej jeszcze sie nie zawiodłem: można się przed nią przyznac do błędu i ona sama też to potrafi.
Nauczycielstwo to jest zawód, a dyrektor szkoły powinien być mistrzem. Jeśli nie jest, nie nadaje się i biedni jego uczniowie i nauczyciele: żyją w jakiejś fałszywej sytuacji, w swobodzie, ale nie takiej, jaka jest im potrzebna, bo mając wolność "do" nie mają wolności "od".
Eskalacja kar niczego nie załatwi. Bijmy i zabijajmy, bo jesteśmy bezradni? Nie wszyscy są bezradni - na pewno jest więcej dobrych dyrektorów i szkół jak nasza. Jestem o tym szczerze przekonany.


# 2
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: rejestrator@tlen.pl
Data: niedziela, 26, paĽdziernika 2003
ip: 212.76.33.69
Komentarz
Tak się składa, że pracuję w szkole średniej, gdzie jest dużo chłopców, najstarsi mają po 21 lat, ale o czymś takim jak w Toruniu nikt nawet nie pomyśli, nawet nie przychodzi nam do głowy, że my moglibyśmy się obawiać czegoś podobnego. Pracują młodzi nauczyciele cudzoziemcy i nigdy nie ulegli najmniejszemu prześladowaniu.
Przyczyna tego incydentu jest inna: jest nią niewłaściwa postawa dyrektora szkoły, który nadaje się wyłącznie do zdjęcia ze stanowiska. Uśmieszek tej pani, politowanie, cóż, młody kolega, nie poradził sobie... A gdzie był wtedy dyrektor? Czy nauczyciel nie porosił o interwencję zanim doszło do gorszących scen? A może prosił i usłyszał odmowę albo krytykę siebie?
Karta Nauczyciela mówi dobitnie: opiekunem młodzieży jest dyrektor szkoły i tylko on.
Dobre wychowanie uczniów zaczyna się od poddania ostrej dyscyplinie nauczycieli. Tak, tak, sam do nich należę i cieszę się, że tak jest w mojej szkole. Wiadomo, że ten młody anglista prosił o pomoc kolegów i nie otrzymał jej. W mojej szkole jego koledzy musieliby się poważnie tłumaczyć z takiego zachowania, wręcz jestem pewien, że nie dpuściliby się tego bojąc się reakcji p. dyrektor w razie, gdyby młody nauczyciel się poskarżył.
Dyrektor nigdy nie odmawia interwencji. Z rozmów z nią uczniowie nie wychodzą specjalnie zdołowani lub zbuntowani, nigdy też na nikogo nie krzyczy. Mimo to wspomnienie pani dyrektor działa na tych prawie dorosłych uczniów w sposób magiczny: korygują swoje zachowanie.(czy tak jest w szkole toruńskiej - pytanie retoryczne)
Ona po prostu pilnuje ich i nas, nie lekceważąc drobnych spraw, drobnych sygnałów. Wychowuje jej postawa: niezwykła pracowitość, sprawiedliwość, odwaga pozbywania się nieodpowiednich osób, które odbywają staże, ale nie nadają się do zawodu. Wiemy, że wymaga od wszystkich tak samo i nie stosuje taryfy ulgowej w stosunku do "starej kadry". Za wszystko, co robimy i mówimy jesteśmy odpowiedzialni i jest to traktowane bardzo poważnie.
Nauczyciel, który wie, że będzie rozliczony z pracy, że jest bacznie obserwowany, będzie obserwował i konsekwentnie rozliczał ucznia, będzie reagował na niego jak człowiek, który może pomóc na człowieka, któremu trzeba pomóc. Uczniom też nie jest łatwo, tym trudniej, gdy nauczycielom nie zależy.
Rzadko jesteśmy napominani, drobne sygnały skłaniaja nas do myślenia. Po prostu wstyd zawieść szefową. Na niej jeszcze sie nie zawiodłem: można się przed nią przyznac do błędu i ona sama też to potrafi.
Nauczycielstwo to jest zawód, a dyrektor szkoły powinien być mistrzem. Jeśli nie jest, nie nadaje się i biedni jego uczniowie i nauczyciele: żyją w jakiejś fałszywej sytuacji, w swobodzie, ale nie takiej, jaka jest im potrzebna, bo mając wolność "do" nie mają wolności "od".
Eskalacja kar niczego nie załatwi. Bijmy i zabijajmy, bo jesteśmy bezradni? Nie wszyscy są bezradni - na pewno jest więcej dobrych dyrektorów i szkół jak nasza. Jestem o tym szczerze przekonany.


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: arturo54@interia.pl
Data: wtorek, 23, wrze¶nia 2003
ip: 217.97.47.56
Komentarz
Szanowny Panie Stanisławie
Odpowiadam: przyśpieszy


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:
Komentarz: