Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Caveant consules! - artykuł Stanisława Michalkiewicza Wysłane niedziela, 7, września 2003 przez Krzysztof Pawlak |

Mówią, że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Że sprawiedliwy, to jasne, ale pewne znaki wskazują, że reaguje coraz szybciej. Jeszcze nie przebrzmiały echa rezonansu, jaki wzbudził wyrok gdańskiego sądu na panią Dorotę Nieznalską, a tu już nowy pasztet. Jak pamiętamy, w obronie pani Nieznalskiej stanęły do apelu karne szeregi pożytecznych idiotów, nieubłaganie opowiadając się za nieograniczoną swobodą twórczą artystów. Nikt i nic nie może, i nie powinno ograniczać swobody twórczej, a już specjalnie jakieś średniowieczne, ciemnogrodzkie przesądy odwołujące się do "uczuć religijnych". Stojąca w pierwszym szeregu szermierzy wolności "Gazeta Wyborcza" napisała nawet, że wyrok gdańskiego sądu narusza wszelkie standardy. Tymczasem okazało się, że nie tylko pani Nieznalska dłubała przy swoich genitaliach. Również i pani Agata Siwek postanowiła zarobić parę złotych, tyle że nie na obalaniu religijnych tabu, tylko zwyczajnie, na Holokauście.
Zarabianie na Holokauście nie jest żadnym oryginalnym pomysłem. Pan prof. Norman Finkelstein opisał całą gałąź przemysłu, który na Holokauście robi znakomite interesy. Ale pani Agata Siwek na zrobienie tego rodzaju interesu nie miała, jak się wydaje, najmniejszych szans. Mniejsza już o to, dlaczego. Ważne, że sama to zrozumiała i puściła się na produkowanie pamiątek z Auschwitzu. A to plażowe koszulki z trupią główką lub gustownym wzorkiem pasiaka, a to breloczki z sentencją "Arbeit macht frei", a to laleczki w strojach z epoki itp. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę; towar idzie, jak świeże bułeczki. Wszystko byłoby więc w jak najlepszym porządku, gdyby nie to, że pojawiły się wątpliwości, czy rzeczywiście wolno artyście w celach komercyjnych posługiwać się "świętością". Takie wątpliwości ujawnił pan Józef Szajna, ale inni nie są tak powściągliwi, tylko posuwają się o krok dalej i uważają, że takie rzeczy powinny być bezwarunkowo zakazane. Wprawdzie pani Agata Siwek objaśnia swoje motywy podobnie jak pani Nieznalska; że wcale nie chciała szargać świętości, tylko "otworzyć ludziom oczy" na "dyskryminację osób, które mają odmienne poglądy, kolor skóry, czy niewłaściwy styl życia", ale tym razem nic to nie pomaga. Dyskryminacja - dyskryminacją, ale takie wybryki zasługują wyłącznie na potępienie.
No i proszę! Mimo tak brutalnego ataku na swobodę twórczą artystki i w ogóle, wszyscy szermierze wolności, którzy w sprawie pani Nieznalskiej rozdarli swoje szaty i w świętym oburzeniu skakali z gałęzi na gałąź, tym razem podkulili pod siebie ogony, pochowali się po mysich dziurach, czujnie nasłuchując, skąd też powieją wiatry historii. Żaden się nie odezwie, bo jakże ma się odezwać, skoro "Gazeta Wyborcza" milczy, jakby wszystkich tam zamurowało? Ano, niechby tak pan red. Michnik odezwał się teraz w obronie swobód twórczych, to "dałaby świekra ruletkę mu"! Tylko na katolików i symbole ich religii skaczą wszystkie kozy. Przynajmniej tak było dotychczas, ale wydaje się, że nareszcie Niebo postanowiło położyć temu kres. Wskazuje na to arcydowcipna forma nauczki udzielonej pożytecznym idiotom, którzy odtąd może będą się dłużej zastanawiali przed podpisaniem kolejnego protestu.
Jeśli chodzi o pana premiera Millera, to zdaje się, że już za późno na postanowienie poprawy. Pan Miller, jeszcze kiedy nie był premierem, konfundował pana premiera Buzka bon-motem, że "prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy". Wbrew tym buńczucznym przechwałkom okazało się, że pan premier Miller zwyczajnie jest wodzony za nos przez zuchwałe panie, które najwyraźniej zorientowały się, że to tylko taki król kij-kijowicz. Doszło do tego, że rząd kierowany przez pana premiera Millera, najwyraźniej tylko udającego prawdziwego mężczyznę, opowiedział się za dyskryminacją mężczyzn. Chodzi oczywiście o subwencje do środków antykoncepcyjnych i sztucznych zapłodnień. Już Czesław Miłosz zauważył, że "wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie", ale najwyraźniej nawet i on nie doceniał niebezpieczeństwa. Wariat na swobodzie, to oczywiście bardzo niebezpieczna rzecz, ale to jeszcze nic w porównaniu z sytuacją, kiedy uchwyciłby władzę. Gdybym skądinąd nie wiedział, że ministrowie przechodzą badania medyczne pod kątem przydatności na stanowisko, to podejrzewałbym o najgorsze panią minister Izabelę Jarugę-Nowacką. Tymczasem jestem pewien, że jest to osoba absolutnie na umyśle zdrowa, tylko należy do partii o osobliwej orientacji, a ponadto samo stanowisko, jakie piastuje, ma taką dziwną specyfikę.
Więc z inicjatywy pani minister rząd zdecydował się na te subwencje. Nie da się ukryć, że faworyzują one kobiety, zwłaszcza takie, które wykazują skłonność do pewnych rozrywek i snobizmów. Skoro bowiem rząd decyduje się na subwencjonowanie środków antykoncepcyjnych, to dlaczego nie subwencjonuje agencji towarzyskich, a przynajmniej nie refunduje części kosztów takich wizyt mężczyznom o dochodach poniżej średniej krajowej? Jeżeli za podszeptem pani minister rząd rozważa możliwość uwolnienia od kary kobiety, która zamordowała mężczyznę, to czy to nie jest aby zachęta do przeprowadzenia błyskawicznej zmiany na stanowisku Prezesa Rady Ministrów, a może nawet i Prezydenta? Przecież pani minister Nowacka wcale nie ukrywa zamiaru zwiększenia udziału kobiet na wszystkich stanowiskach publicznych, tymczasem pan premier Miller jakby nie zdawał sobie z tego sprawy.
Caveant consules! Wreszcie to subwencjonowanie sztucznych zapłodnień... Kiedy Imperatorowa Katarzyna postanowiła odebrać Turcji zatokę Złotego Rogu, król pruski Fryderyk II wyraził przypuszczenie, że "już jej rogi huzarskie nie wystarczają". Mniejsza już zresztą o te historyczne anegdotki, ale jak potraktować subwencjonowanie sztucznych zapłodnień z jednej strony i postulat subwencjonowania aborcji z drugiej strony? Oburzaliśmy się, kiedy Francuzi podczas negocjacji integracyjnych przestrzegali delegację polską, żeby powściągnęła apetyty finansowe, bo pieniądze psują charakter. Wtedy nie wiedzieliśmy, o co im chodziło, ale teraz nabieramy coraz większej pewności, że mieli na myśli panią Izabelę Jarugę-Nowacką, ministra w rządzie pana premiera Millera. Mówią, że jak Pan Bóg chce kogoś pogrążyć, to najpierw odbiera mu rozum. Jakże tu nie wierzyć w sprawiedliwość Boską w obliczu takich znaków?
Stanisław Michalkiewicz