My z "ezelde", my z "ezelde" - reakcji (prawnej) nie boim siem! (bo nie ma winnych z "ezelde", są tylko - prywatni obywatele) Wysłane sobota, 12, lipca 2003 przez Krzysztof Pawlak
Nie ma już starachowickiej lewicy z PZPR/SLD. Co za niepowetowana strata - dla lewicy! Ale - przecież to logiczne: musiało tak się stać. Nie można było przecież wybaczyć towarzyszom: słabego zdrowia (mdleje na przesłuhaniach!, fe, co to za komunista?: "Jagiełło zasłabł podczas przesłuchania", Onet, 11.07.2003) posłowi Jagielle, staroście Mieczysławowi Sławkowi i przewodniczącemu Rady Powiatu (ci dwaj nieustająco na utrzymaniu podatników - ale w gestii innego ministerstwa, tym razem Sprawiedliwości) popełnienia TAKIEGO błędu, jakim było danie się złapać na przestępstwie. Zawiodła czekistowska czujność kolegów z Partii i dlatego media muszą dzielić się z obywatelami PRL-bis tą zasmucającą każdego uczciwego post(?)komunistę (nie popełniam czasem tutaj błędu logicznego?) informacją o zniknięciu z politykierskiej mapy grupy wrażliwców na stan cudzych portfeli (ale własnych najbardziej!) z świętokrzyskiego miasteczka.
No bo czy ktoś widział coś podobnego, by jakaś tam gazeta mogła opublikować tak okrutnie raniące ideowych wrażliwców harmonogram działań ich kamratów?:
"O godz. 8.26 poseł Jagiełło zadzwonił do starosty powiatu starachowickiego Mieczysława Sławka i ostrzegł go przed działaniami policji. Tego dnia Jagiełło był w Sejmie. Właśnie zaczynało się 44 posiedzenie izby. Posłowie zbierali się właśnie przed rozpoczynającymi się głosowaniami. To był ważny dzień, na wieczór zaplanowano bowiem głosowanie nad wnioskiem o wotum nieufności wobec wicepremiera Marka Pola. (...)"