My, z "ezelde", my z "ezelde" - reakcji (prawnej) nie boim siem! (tow. Jagiełło ma głos - "via komórka") Pokłosie "starachowickiej sprawy SLD" Wysłane piątek, 4, lipca 2003 przez Krzysztof Pawlak
Z policyjnego podsłuchu wynika, że poseł SLD Andrzej Jagiełło zadzwonił do jednego ze starachowickich samorządowców i ostrzegł go przed planowaną akcją Centralnego Biura Śledczego. Powoływał się przy tym na informacje od Zbigniewa Sobotki, wiceszefa MSWiA, nadzorującego policję. Wiceminister zaprzecza jakoby w ogóle rozmawiał z tym posłem. Tajne śledztwo w tej sprawie prowadzi kielecka prokuratura. W marcu 2003 r. do aresztu trafili dwaj starachowiccy samorządowcy - starosta Mieczysław Sławek i wiceprzewodniczący rady powiatu Marek Basiak (obaj z SLD), a wraz z nimi kilkanaście innych osób, w tym policjanci. Samorządowcy są podejrzani m.in. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która zajmowała się kradzieżami samochodów, wymuszeniami haraczy, nielegalnym handlem bronią i materiałami wybuchowymi oraz narkotykami. Akcję w Starachowicach CBŚ planował kilka miesięcy wcześniej. (...) - jak donosi dzisiejsze wydanie dziennika Rzeczpospolita. Tow. Mueller Leszek (na ekskursji w Londynie, pisownia europejska nazwiska) oświadczył, że „w sprawie wiceministra Zbigniewa Sobotki oczekuję od ministra sprawiedliwości szybkiej reakcji”, ale ten akt medialny spokojnie przyjęli towarzysze z byłej PZPR-erii. Tow. profesur z WSNS Jerzy Jaskiernia wyjaśnił zdębiałym żurnalistom, że Zbigniew Sobotka poprosił już o urlop. A przecież nie można w sezonie wakacyjnym przeszkadzać w wypoczynku zasłużonego towarzysza. Po takich wyczerpujących wydarzeniach każdemu towarzyszowi należy się zasłużony "addiech".